Pierwszy gol i czerwona kartka obrońcy [SPOSTRZEŻENIA PO MECZU Z LECHIĄ]

Po dwóch przegranych z rzędu Górnik Łęczna przełamał złą passę i na własnym boisku podzielił się punktami z Lechią Gdańsk. O ile w przypadku poprzednich starć z Lechem Poznań i Podbeskidziem Bielsko-Biała zespół trenera Jurija Szatałowa mógł być niezadowolony z wyniku, to po meczu z Lechią zdobyty punkt należy przyjąć z szacunkiem. A oto nasze spostrzeżenia po tym spotkaniu.

Pierwszy gol i pierwsza "czerwień"

Dla obrońcy Górnika Patrika Mraza piątkowa potyczka z zespołem znad morza miała słodko-gorzki smak. W pierwszej połowie Słowak po dobrze wykonanym rzucie wolnym i tzw. "centrostrzale" zdobył swoją pierwszą w historii występów bramkę dla zielono-czarnych. Z drugiej jednak, w końcówce spotkania sfaulował Macieja Makuszewskiego, za co otrzymał od sędziego czerwoną kartkę. Obrońca z Łęcznej zasłużył na taką karę, ale jednocześnie w jego zagraniu nie można dopatrywać się złośliwości. Faktem jest jednak, że w najbliższym czasie Słowak odpocznie od gry.

Mierzejewski grał boso

W drugiej połowie meczu na murawie miała miejsce dość nietypowa i zabawna sytuacja. W pewnym momencie walcząc z rywalem o piłkę Łukaszowi Mierzejewskiemu spadł z nogi korek. W takich sytuacjach piłkarze z reguły przerywają grę by założyć go na nogę. Tymczasem obrońca Górnika jakby nigdy nic grał dalej! Mierzejewski najpierw bosą nogą zagrał piłkę do partnera, potem wykonał aut, a dopiero gdy piłka opuściła sektor boiska, w którym przebywał zlokalizował but i włożył na stopę.

Słupki uratowały punkt

Remis z rywalem, który przed sezonem miał bić się o miejsce na podium T-Mobile Ekstraklasy piłkarze Górnika muszą przyjąć z szacunkiem. Już na samym początku spotkania mogło być 1:0 dla gości, ale Sergiusz Prusak popisał się refleksem, a także sprzyjało mu szczęście, gdy sparował uderzenie Piotra Grzelczaka na słupek. W drugiej połowie, kiedy Lechia osiągnęła jeszcze większą przewagę golkpier łęcznian znów nie miałby nic do powiedzenia po strzale Nazario, ale ten również trafił w obramowanie bramki. Można więc powiedzieć, że tym razem Górnikowi nieco dopisało szczęście, którego tak bardzo brakowało m.in. we Wrocławiu podczas meczu ze Śląskiem.

Szatałow miał nosa z powrotem Sasina

W piątek po raz pierwszy w tym sezonie szansę gry w ekstraklasie otrzymał Paweł Sasin. Trener Szatałow wystawił go w miejsce Łukasza Mierzejewskiego, który chyba nie był zdolny do gry przez pełne 90 minut, bo gdy wszedł w końcówce murawę na jego kolanie widać było opatrunek nazywany "tejpem". Trener Górnika miał nosa, bo wobec czerwonej kartki dla Patrika Mraza należy się spodziewać, że Sasin zajmie jego miejsce na lewej stronie defensywy, a debiut ma już za sobą.

A gdyby trafił Hasani...

Pisaliśmy wcześniej, że z przebiegu spotkania lepsze wrażenie pozostawiła po sobie Lechia i Górnik zdobyty punkt powinien szanować. Z drugiej jednak strony na początku drugiej połowy łęcznianie mieli wymarzoną sytuację na bramkę na 2:0. Prawym skrzydłem przedarł się Grzegorz Bonin i zagrał idealną piłkę do Shpetima Hasaniego. Niestety Kosowianin w stuprocentowej sytuacji trafił w obrońcę. A chwilę potem Antonio Colak doprowadził do wyrównania. Tym samym wyświechtane powiedzenie o niewykorzystanych sytuacjach kolejny raz znalazło potwierdzenie.

Nie sprawili sobie prezentu na urodziny

Dla dwóch graczy Górnika ewentualny piątkowa wygrana z Lechią mogła mieć szczególny smak. 30 października swoje 29. urodziny obchodził bowiem Tomasz Nowak, a dzień po spotkaniu czyli 1 listopada 27 lat skończył Tomislav Bożić. Niestety tym razem obaj gracze nie sprawili sobie na urodziny wymarzonego prezentu w postaci trzech punktów. Na pocieszenie pozostaje im jedno oczko i fakt, że zaprezentowali się z całkiem dobrej strony.