W meczu z Francją o półfinał może nasze ponieść

W środę reprezentantki Polski w piłce ręcznej zmierzą się w ćwierćfinale mistrzostw świata z Francją. Faworytkami są trójkolorowe, ale Polki udowodniły, że potrafią wygrywać z teoretycznie silniejszymi rywalami.
Rozmowa z Edwardem Jankowskim*

Wiesław Pawłat: Co nasz zespół musi zrobić, aby zagrać w półfinale?

Edward Jankowski: Właściwie żadnej filozofii w tym nie ma. Po prostu muszą rzucić o jedną bramkę więcej od rywalek. A tak na poważnie to będzie decydowała dyspozycja dnia. Oczywiście będzie ciężko, bo Francuzki to zespół kompletny z dużą siłą rzutu z drugiej linii. Być może przytrafi im się jednak słabszy dzień, bo zwykle każdy zespół podczas turnieju to dotyka. Wtedy my musimy to bezwzględnie wykorzystać. Poza tym wiele będzie zależało od postawy bramkarek. Jeśli nasze golkiperki osiągną 40 procent skuteczności, to będzie dobrze. I jeszcze jedno - na wysokim poziomie musi zagrać cały zespół, a nie tak jak było w zwycięskim ćwierćfinale z Rumunią tylko trójka: Alina Wojtas, Kinga Grzyb i Patrycja Kulwińska, które potem wsparła bramkarka Małgorzata Gapska.

Do tej pory Polki przegrały w Serbii dwa spotkania - z Hiszpanią i Norwegią. Reprezentacja Francji idzie bez porażki. Czy to ma jakieś znaczenie?

- Z pewnością ma. Może to jednak działać dwojako. Pewne siebie wicemistrzynie świata mogą wyjść na parkiet bez należytej koncentracji, zbyt rozluźnione i nas po prostu nie docenić. Wtedy jeśli my zagramy równo i nie damy przeciwniczkom zbytnio odskoczyć możemy to wykorzystać, bo w sytuacji zagrożenia w poczynania rywalek może się wkraść nerwowość. Podobnie było w naszym spotkaniu z Rumunkami, choć przeciwko trójkolorowym musimy zagrać jeszcze lepiej i wyżej w obronie, a przy tym skutecznie w ataku, i to przez całe 60 minut. W takim meczu możemy sobie pozwolić na popełnienie czterech-pięciu błędów, a nie 14 czy 15. Natomiast druga możliwość jest taka, że Francuzki przystąpią do potyczki niezwykle zmotywowane i od początku będą bezapelacyjnie rządziły na boisku.

W meczu z Rumunią szalę zwycięstwa przechyliła na naszą stronę Alina Wojtas, która zdobyła aż dziewięć bramek. Znasz dobrze tę zawodniczkę z racji jej występów w drużynie mistrza Polski MKS Selgros Lublin - myślisz, że zdoła utrzymać taką dyspozycję?

- Na pewno ten mecz będzie dla niej bardzo ciężki, bo rywalki mogą ją skutecznie pilnować. Nie sądzę jednak, aby zdecydowały się na krycie indywidualnie, pewnie wymyślą inne rozwiązanie. Niemniej jednak zawsze będzie to można obejść taktycznie i wtedy inne zawodniczki będą miały więcej miejsca do gry, a tym samym możliwości wykazania się na parkiecie.

Kto według ciebie jest faworytem tych mistrzostw?

- Biorąc pod uwagę doświadczenie i umiejętności to postawiłbym na Norwegię. To zespół kompletny.

A Polska?

- Nasze dziewczyny dostały trochę napędu i może je poniesie dalej. W meczu z Francją nie mają nic do stracenia. Mnie się marzy półfinał.

* Edward Jankowski, były trener MKS Selgros Lublin, a także były drugi szkoleniowiec reprezentacji Polski