Liga Mistrzów. Dramat w końcówce! MKS uległ Dunkom

W drugiej kolejce Ligi Mistrzyń lubelski MKS przegrał na własnym parkiecie z duńskim FC Midtjylland różnicą jednej bramki. Mistrzynie Polski poległy po dramatycznym boju, podczas którego to one przez większość czasu prowadziły.
Liga Mistrzów wróciła do Lublina po dziewięciu latach i na "dzień dobry" zaserwowała kibicom fantastyczne emocje. Mistrzynie Polski nie przestraszyły się bardziej doświadczonych i znanych w Europie rywalek i po kilku minutach prowadziły już 4:2. Po chwili jednak z początkowego otępienia zaczęły otrząsać się Dunki. Niezwykle szybka gra i wykorzystywanie błyskawicznego rozpoczęcia gry jako głównej broni, sprawiły, że w 13. minucie było już 9:6 dla przyjezdnych.

Sygnał do ataku dała koleżankom Ekateirna Dzukeva. Bułgarka w drugim kwadransie pierwszej połowy broniła kapitalnie, nawet w sytuacjach sam na sam z Dunkami. To pozwoliło lubliniankom na dogonienie rywalek, a potem na wyjście na prowadzenie. Po trzydziestu minutach było 14:13 dla MKS.

Początek drugiej połowy to kolejne popisy Dzukevej, która była dla Dunek nie do pokonania. Dzięki jej interwencjom lublinianki powiększały przewagę i na dwadzieścia minut przed końcem prowadziły już trzema bramkami. Proste błędy i brak doświadczenia dały o sobie jednak znać w końcówce spotkania. Wśród mistrzyń Polski zabrakło zawodniczki, która wzięłaby na siebie ciężar gry. Dunki wyłączyły bowiem z gry Alinę Wojtas i MKS był bezradny.

W 53. minucie Midtjylland doprowadził do remisu 22:22. W końcówce, którą kibice oglądali już na stojąco, MKS jeszcze prowadził 24:23, ale ostatnia minuta była dramatem lublinianek, które najpierw straciły gola, a potem piłkę w ataku, po złym rzucie Wojtas. Dunki miały 17 sekund na zdobycie gola. Opiekunka mistrzyń Danii Helle Thomsen poprosiła o czas i zdecydowała się na zagrywkę va banque - wycofanie bramkarki. To się opłaciło, bo na dziesięć sekund przed końcem trafiła Stine Jorgensen i zapewniła wygraną swojej ekipie. MKS miał jeszcze szanse po szybkim wznowieniu zdobyć gola, ale piłkę zgubiła Velentina Nestsiaruk i lublinianki musiały przełknąć gorycz porażki.

- Zabrakło nam "strzelb" w drugiej linii, którymi dysponowały Dunki - mówił po meczu trener MKS Edward Jankowski - Mimo porażki jestem zadowolony z dziewczyn, bo podjęły walkę z utytułowanym rywalem.

- To był dla nas ciężki mecz, głównie przez bramkarkę MKS, która wręcz wymuszała na nas błędy - skomentował Soren Ferlor, II trener FC Midtjylland - Nie zagraliśmy tak dobrze, jak powinniśmy, dlatego cieszymy się z tej wygranej.

MKS Lublin 24 (14)

FC Midtjylland 25 (13)

MKS: Dzhukeva - Wojtas 6, Małek 5, Majerek 5, Kozimur 3, Gęga 2, Nestsiaruk 1, Skrzyniarz 1, Drabik 1, Konsur, Wojdat, Mihdaliova.

Midtjylland: Englert, Egestorp - Stine Jorgensen 8, Groot 5, Troelsen 3, Rasmussen 2, Line Jorgensen 2, Ostergaard 2, Thorsgaard 1, Woller 1, Spellerberg 1.

Kary: MKS - 2 min., Midtjylland - 4 min.

Sędziowali: Brkic Radojko i Andrei Jusufhodzic (Austria)

Widzów: ok. 2000.