Liga Mistrzyń wraca do Lublina. Kibice poniosą MKS?

Po inauguracyjnym spotkaniu w Podgoricy przed mistrzyniami Polski pierwszy mecz tegorocznej Ligi Mistrzów w swojej hali. Czy kibice poniosą MKS Lublin do wygranej w starciu z mistrzem Danii FC Midtjylland?
PIŁKA RĘCZNA

Liga Mistrzów przywitała powracające do niej po dziewięciu latach lublinianki tęgim laniem. Wykonawcą kary były zawodniczki Buducnosti Podgorica, a skończyło się na 12-bramkowej porażce 19:31. I choć prawie wszyscy w Lublinie spodziewali się przegranej, to jednak siła, jaką zademonstrował zespół z Czarnogóry, wywołała spore wrażenie na kibicach i zawodniczkach MKS. W Europie litości dla nowicjuszy nie ma - podobnie w Champions League został przywitany HCM Baia Mare. Rumunki przegrały na wyjeździe z niemieckim Thüringer HC 29:36.

Dla zespołów pokroju mistrzyń Polski, a więc kopciuszków Ligi Mistrzyń jedyną szansą na pozytywny rezultat są spotkania przed swoją publicznością. W każdej niemal dyscyplinie sportu gospodarze potrafią pokonywać teoretycznie silniejsze drużyny przy wsparciu żywiołowo reagujących kibiców - a takich MKS ma.

Nie dziwi zatem szeroka, jak na polską piłkę ręczną, skala promocyjna sobotniego meczu. W Lublinie już od dobrych miesięcy spotkać można billboardy promujące występy MKS w LM, a zawodniczki regularnie spotykają się z kibicami, także tymi najmłodszymi w szkołach. To ma zapewnić dobrą frekwencję w meczu z Dunkami. Na razie nie ma co jednak chyba liczyć na zapełnienie po brzegi ponadczterotysięcznej hali Globus, ale i trzy tysiące lubelskich gardeł (na tyle chyba można liczyć) może poprowadzić "biało-zielone" do wygranej albo przynajmniej sprawić, że podopieczne trenera Edwarda Jankowskiego nawiążą walkę z rywalkami.

O to pod względem czysto sportowym będzie jednak bardzo trudno, bo FC Midtjylland to zespół klasowy i ograny w europejskich pucharach na najwyższym szczeblu. W sezonie 2010/11 Dunki zdobyły Puchar EHF. Co ciekawe dokładnie 10 lat wcześniej dokonały tego lublinianki.

Siłę Skandynawki pokazały zresztą w pierwszej kolejce tegorocznej LM. U siebie bez najmniejszych problemów ograły Węgierki z FTC 32:23. W zespole nie brakuje znanych nazwisk, jak choćby niemiecka bramkarka Sabine Englert (jej rodaczka Clara Woltering z Buducnosti była prawdziwą zmora dla MKS w pierwszym meczu) czy znana z niezwykłej waleczności Dunka Trine Troelsen.

Co MKS może przeciwstawić duńskiemu dynamitowi? Przede wszystkim niezwykle skuteczną Alinę Wojtas, która w ostatnim meczu ligowym z Zagłębiem przekroczyła skalę ocen przeznaczoną nawet dla wybitnych bohaterek meczu. Rozgrywająca MKS rzuciła wicemistrzyniom Polski 13 bramek, co było wyczynem fenomenalnym. W sobotę Wojtas musi wesprzeć jednak cała drużyna - tak jak miało to miejsce w środę przeciw "Miedziowym". Osamotniona zawodniczka w piłce ręcznej zdziała bowiem niewiele, choćby była geniuszem. Dlatego odpowiedzialność za wynik musi rozłożyć się na wszystkie siedem zawodniczek przebywających na parkiecie. A w zasadzie nawet osiem, bo publika w sobotę ma być dodatkowym zawodnikiem MKS i ona musi dać sygnał do ataku - zwłaszcza w trudnych dla lublinianek momentach. A tych na pewno nie zabraknie.

Początek sobotniego meczu w hali Globus o godz. 20.