Trener Motoru: "Zmiennicy wnoszą dużą jakość do zespołu"

Motor Lublin po efektownej grze wygrał 5:1 ze Stalą Kraśnik, a gdyby był skuteczniejszy, wynik spotkania mógłby być jeszcze wyższy. Po meczu trener Stali Dariusz Matysiak przyznał, że zespół po poprzedniej rundzie został osłabiony, a młodym zawodnikom jego zespołu brakuje ogrania. Z kolei Paweł Kamiński, asystent Mariusza Sawy komplementował grę swoich zawodników i cieszył się z przełamania napastników Motoru.
A oto wypowiedzi obu szkoleniowców po spotkaniu Motoru Lublin ze Stalą Kraśnik.

Dariusz Matysiak, trener Stali

- Gratuluję rywalom osiągniętego wyniku. Nie powiem, że to była deklasacja, ale wynik był bardzo wysoki. Może nie do końca odzwierciedla on to, co działo się na boisku. Był taki moment, kiedy strzeliliśmy gola na 2:1, miałem cichą nadzieję, że wprowadzając dwóch świeżych chłopaków, uda nam się wyrównać. Niestety, jeszcze przed zmianą dostaliśmy kolejną bramkę i wszystko spaliło na panewce.

Chciałbym też powiedzieć, że zespół Motoru jest bardzo silną, męską drużyną. Natomiast Stal po stratach z rundy wiosennej nie została uzupełniona wartościowymi zawodnikami, a młodzieżą z grup juniorskich, oczywiście powodem są względy finansowe. W meczu z Motorem było to widać. Dopóki zawodnicy mieli siłę, to wyglądało to jako tako. Kiedy tych sił już zabrakło, to posypały się bramki. Końcówka meczu to w zasadzie przysłowiowa gra w dziadka. W tym meczu w zespole miałem raptem siedmiu pełnowartościowych graczy. Pozostali czterej zawodnicy są na boisku, ale bardzo mało wnoszą do gry. Gdyby jeszcze potrafili przerwać akcję i dograć piłkę do najbliższego partnera, to byłoby bardzo fajnie. Mam jednak nadzieję, że na wiosnę, kiedy ograją się w III lidze i wzmocnią fizycznie, będzie z nich pożytek.

Paweł Kamiński, II trener Motoru

Dziękuję trenerowi rywala za gratulacje. Co do meczu, byliśmy zespołem lepszym pod każdym względem. Na początku szybko strzelona bramka ustawiła mecz. Za chwilę zdobyliśmy drugą i wydawało się, że to spotkanie mamy pod kontrolą. Nastąpiła jednak chwila dekoncentracji. Rafał Król był przez chwilę poza boiskiem i wtedy dostaliśmy bramkę kontaktową. Na szczęście drużyna dobrze zareagowała. Szybko strzelony gol na 3:1 definitywnie podciął skrzydła zespołowi z Kraśnika. W końcówce mieliśmy jeszcze kilka wyśmienitych sytuacja, sam Gąsiorowski miał ich bodajże trzy. Wynik, jak i gra bardzo nas cieszą, a co do zawodników, to mamy ten komfort pracy, że mamy bardzo wyrównany zespół. Gracze wchodzący z ławki rezerwowych wnoszą jakość i gra nadal wygląda dobrze. Mam nadzieję, że teraz po przełamaniu również nasi napastnicy będą regularnie trafiać do siatki.