Zakrwawiona twarz, pokiereszowany nos. Szpital w Motorze

Zakrwawiona koszulka i twarz. Złamanie nosa z przemieszczeniem, urazy stawu skokowego i ścięgna Achillesa. - O ile po meczu ze Stalą Stalowa Wola można było mówić o braku koncentracji, to w niedzielę okoliczności naszej przegranej były zupełnie inne - tłumaczy trener lubelskiej drużyny Robert Kasperczyk. W Motorze Lublin istny szpital!
Mecz w Suwałkach piłkarzom i sztabowi szkoleniowemu Motoru zapadnie w pamięci na bardzo długo. I to nie tylko ze względu na końcowy wynik, ale także ze względu na straty w kadrze. - Mogę powiedzieć, że w sobotnim meczu z Siarką Tarnobrzeg może nie zagrać aż czterech zawodników - mówi Kasperczyk. - W końcówce meczu w Suwałkach spadła na nas prawdziwa lawina nieszczęść - dodaje.

TATAJ: ZROBIMY WSZYSTKO BY ZACHOWAĆ DRUGOLIGOWY STATUS



W pierwszych dwóch meczach w lubelskiej drużynie obyło się bez urazów. Natomiast po meczu w Suwałkach aż czterech graczy może przez pewien czas czekać przymusowa pauza w grze. Mateusz Pawłowicz w końcówce spotkania dwukrotnie musiał opuszczać boisko. Powód? Złamany nos z przemieszczeniem, a co za tym idzie nieustający krwotok. Przepisy nie pozwalają przebywać na boisku zawodnikowi, u którego na ciele lub trykocie pojawia się krew.

Załatwili go w 20 minut

Drugi poszkodowany to Konrad Wrzesiński. Piłkarz pojawił się na murawie w 67. min zmieniając Michała Jonczyka, który nabawił się urazu ścięgna Achillesa. Nie zdołał jednak dograć spotkania do końca - 20 minut później również z powodu kontuzji musiał opuścić plac gry. - W końcowych fragmentach z powodu krwawienia z nosa Pawłowicza przez pewien czas musieliśmy radzić sobie w dziesiątkę. Dodatkowo po starciu z jednym z rywali ucierpiał Damian Jaroń, który uszkodził staw skokowy i zawodnik praktycznie statystował na murawie, nie był w stanie biegać - dodaje Kasperczyk. Nie można było go nikim zastąpić, bo limit zmian został wykorzystany. - Wigry w końcowych fragmentach zaczęły grać długie piłki w kierunku naszego pola karnego. W ich zespole jest kilku potężnych facetów i nie da się ukryć, że wygrywali z nami pojedynki główkowe. Nasi rywale byli niezwykle zdeterminowani. Chcieli za wszelką cenę odkuć się po porażce z Limanovią. Do tego często przekraczali przepisy grając bardzo ostro - wyjawia.

Dodatkowy sparing

Wyniku niedzielnego meczu nie da się już zmienić. Teraz należy martwić się, co zrobić by zestawić zespół na mecz z Siarką Tarnobrzeg w najbliższej kolejce. - W związku z sytuacją, jaka nas spotkała w środę, zagramy dodatkowy sparing. Szansę do pokazania się w nim będą mieć zawodnicy, którzy do tej pory mniej przebywali na boisku - mówi trener Motoru. - W tej chwili sytuacja nie jest najlepsza. Mam nadzieję, że do soboty do siebie dojdzie Jonczyk. Decyzję, czy Pawłowicz będzie mógł zagrać z Siarką, podejmie w tym tygodniu lekarz. Możliwe, że zawodnik wystąpi w specjalnej masce chroniącej złamany nos - opowiada szkoleniowiec Motoru. Nieco gorzej wygląda sprawa z Jaroniem i Wrzesińskim. Tych piłkarzy może czekać dłuższa przerwa w grze.