40 lat po Wembley: Koledzy walczyli na boisku, ja na ławce

Jedną z najważniejszych dat w polskiej piłce nożnej jest 17 października 1973 roku. W czwartek minęło 40 lat od historycznego meczu z Anglią na Wembley w Londynie, określanego jako zwycięski remis. Ten wynik dał nam awans do mistrzostw świata w RFN. Jednym z jego uczestników był Zygmunt Kalinowski - drugi bramkarz kadry Polski.
- Jechaliśmy na mecz z Anglią spokojni i pewni swojego, nie było w naszych szeregach zbytniego napięcia i niepokoju. Tym bardziej że ograliśmy dumnych Wyspiarzy cztery miesiące wcześniej w Chorzowie 2:0, co musiało dodać im pewności siebie przed rewanżem. Trener Kazimierz Górski uspokajał nas, że Anglicy to tacy sami piłkarze jak my, tyle że bardziej znani i popularni. W szatni przed spotkaniem wspólnie z chłopcami powiedzieliśmy sobie, że wychodzimy na boisko i walczymy, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego - wspomina po latach.

Przepychanki na ławce

W tamtych latach obie drużyny zasiadały na jednej ławce rezerwowych - kto nie wierzy, że tak było, może jeszcze raz obejrzeć mecz - zapewnia nasz rozmówca. Tym sposobem Kalinowski wylądował na ławce obok Kevina Keegana, jednego z najsłynniejszych angielskich piłkarzy, którego czas jednak miał nadejść dopiero w następnych latach. - Podczas trwania spotkania doszło między nami do licznych przepychanek. Anglik szarpał się ze mną, wypowiadając jakieś wyzwiska po angielsku. Ja nie byłem mu dłużny i odpowiadałem mu tym samym, tyle że po polsku. Kilkakrotnie nawet stanąłem mu na nogę. Tak więc koledzy walczyli na boisku, a ja na ławce rezerwowych - śmieje się były bramkarz m.in. Motoru Lublin. - Jednak po meczu, gdy adrenalina już nieco opadła, wzajemnie się przeprosiliśmy - dodaje.

Animalsi z Polski i płonące ubrania

Angielscy kibice bardzo brzydko zachowywali się wobec reprezentantów Polski. Wyzywali ich od animalsów, a znany w tamtym czasie angielski trener Brian Clough nazwał Grzegorza Latę biegaczem, a Jana Tomaszewskiego klaunem. - Wytrzymaliśmy jakoś to ciśnienie, a po meczu to my się śmialiśmy i świętowaliśmy awans, a Anglicy przez trzy godziny nie wychodzili z szatni - wspomina drugi bramkarz kadry Górskiego. - Emocje nie skończyły się na samym meczu. Przebywając i świętując zwycięski remis w hotelu, zauważyłem, że grupa rozemocjonowanych Polaków, stojących przed hotelem, w którym mieszkaliśmy, pali ubrania angielskich producentów. Bo Polskie tej pamiętnej nocy oznaczało lepsze - dodaje ze śmiechem.

Zygmunt Kalinowski wspomina, że w kadrze pod wodzą Kazimierza Górskiego panowały znakomite relacje. - Trener Górski nauczył nas, byśmy się wzajemnie wspierali, byli jak jedna wielka rodzina. Między mną a Jankiem nigdy nie było nieporozumień, do dziś jesteśmy przyjaciółmi, spotykamy się podczas meczów "Orłów Górskiego" - zapewnia. Tomaszewski dziś kreuje się w mediach na naczelnego krytyka polskiej piłki, nie szczędząc ostrych słów. Jednak między nim a Kalinowskim nigdy nie było konfliktu i obydwaj bramkarze wzajemnie się wspierali.

Szansa na występ

Tuż po rozpoczęciu spotkania polski bramkarz został kopnięty przez napastnika Anglików Allana Clarka i padł na murawę. W tym momencie rozgrzewkę rozpoczął Kalinowski, ale ostatecznie nie zmienił Tomaszewskiego. Po latach ten nazwany został człowiekiem, który zatrzymał Anglię. - Nie wiadomo, co by było, gdybym wszedł wtedy za Janka na boisko. Gdybym go zastąpił, to przecież o jego heroicznej postawie nie mogłoby być mowy, może to ja zatrzymałbym Anglię - mówi znany z poczucia humoru Kalinowski.

Były reprezentacyjny bramkarz po latach nie przestał zajmować się piłką i pozostaje jej wierny do dziś. - W tej chwili pełnię funkcję drugiego trenera w IV-ligowym zespole Hetmana Żółkiewka i pomagam trenerowi Waldemarowi Wiatrowi. Dodatkowo jestem też tam trenerem bramkarzy - kończy swoją opowieść były bramkarz reprezentacji.

*Zygmunt Kalinowski urodził się w 1949 roku w Laskach. Na Lubelszczyznę trafił pod koniec lat 70. ubiegłego stulecia i był zawodnikiem Motoru Lublin który reprezentował w sezonach 79/80 i później w latach od 1982 do 1987 roku. W jego barwach awansował i występował w polskiej I lidze (teraz ekstraklasa). Jest srebrnym medalistą mistrzostw świata 1974 roku rozgrywanych w Niemczech. Ma na koncie cztery występy w reprezentacji Polski. Występował także m.in. w Legii Warszawa, z którą zdobył dwa mistrzostwa Polski, Śląsku Wrocław, gdzie raz wywalczył tytuł najlepszej drużyny w kraju, a także w klubach Australii i Kanady.