Dwugłos trenerski po meczu Motoru ze Stalą

W meczu ósmej kolejki rozgrywek II ligi wschodniej Motor Lublin zremisował ze Stalą Rzeszów 1:1. Bardziej szczęśliwi z tego wyniku mogli być goście, który przez godzinę grali w osłabieniu po czerwonej kartce jednego z piłkarzy.
Marcin Wołowiec, drugi trener Stali Rzeszów

Jechaliśmy tu z wolą zwycięstwa. Chcieliśmy w Lublinie wygrać, żeby odkupić winy za nieszczęsny mecz sprzed tygodnia z Limanovią. Tak naprawdę wszystko fajnie wyglądało nawet nie tylko do czerwonej kartki, ale do momentu straty bramki. Graliśmy w dziesięciu od trzydziestej minuty, ale tym, co prezentowaliśmy na boisku, nie pozwoliliśmy Motorowi na stworzenie zbyt wielu okazji podbramkowych. Zanim strzeliliśmy gola, mieliśmy trzy bardzo dobre sytuacje, szkoda, że nie padły po nich bramki. Dobrą sytuację po przerwie miał też Aleksejs Kolesnikow. Zmarnowane okazje się zemściły, ale zespołowi należą się i tak wielkie brawa, bo zrobili, co mogli. Ten zdobyty punkt trzeba poszanować.

Robert Kasperczyk, trener Motoru Lublin

Gratuluję ekipie Stali ciężko wywalczonego remisu. Biegać przez tyle minut w dziesiątkę i wywieźć punkt z niełatwego, choć ostatnio jakby nieco mniej, terenu to sztuka. Jeżeli chodzi o nasz zespół, to scenariusz w pierwszych 20 minutach był taki sam jak we wcześniejszych meczach, nie poznawałem tego zespołu... Drużyna jest albo przemotywowana albo niedomotywowana. Zanim przyszedłem do Motoru, oglądałem kilka spotkań tej ekipy i mecze z Pogonią Siedlce czy Siarką Tarnobrzeg wyglądały podobnie. Tutaj jest pole do zastanowienia, ale też do popisu, żeby nie tracić bramek. Gdyby nie Paweł Lipiec, to podejrzewam, że byłoby jeszcze gorzej i moglibyśmy stracić ich więcej. W drugiej połowie chcieliśmy zepchnąć rywali do głębokiej defensywy, ale drużyna Stali mądrze się broniła i było nam bardzo ciężko. Bardzo żałuję niestrzelonego rzutu karnego, sposób jego wykonania i fakt, że bramkarz złapał piłkę, budzi trochę kontrowersji, chociaż trzeba pamiętać, że nie tacy zawodnicy jak Grzegorz Bronowicki karnych nie strzelali. Ten mecz pokazał, że dla niektórych zawodników ciśnienie związane z presją wyniku jest zbyt ciężkie i nad tym trzeba pracować do końca tej rundy.