Nowy trener Motoru: Chcę dotrzeć do graczy od strony mentalnej

Robert Kasperczyk został w środę trenerem Motoru. Ostatnio drużyna znajdowała się w zdecydowanym odwrocie i wylądowała w strefie spadkowej II ligi. - Głęboko wierzę w sposób dotarcia do zawodników od strony mentalnej. Zawsze był to mój konik - mówi w rozmowie z lublin.sport.pl nowy szkoleniowiec lublinian.
Dominik Masierak: Jak wyglądały negocjacje z Motorem? To klub zgłosił się do pana czy odwrotnie?

Robert Kasperczyk: Procedura na całym świecie jest taka sama i nie inaczej było w tym przypadku. Dostaje się telefon i jedzie się na negocjacje. Wszystko było tak jak zawsze.

Długo się pan zastanawiał nad objęciem Motoru?

- Żeby wiedzieć, czy chce się wejść do jakiejś rzeki, to należy zbadać grunt i dno i wydaje mi się, że rozmowa z władzami klubu przekonała mnie do podjęcia pracy w Motorze. Rozmawialiśmy półtorej godziny o różnych aspektach pracy i o szansie na rozwój i perspektywie. Szczerze mówiąc, walka o pierwszą ósemkę nie do końca mnie przekonywała i cieszę się, że jest opcja, by powalczyć w najbliższej przyszłości o I ligę. Każdy chciałby na nowym obiekcie, który w przyszłym roku zostanie oddany do użytku, mieć możliwość oglądania tych z drugiej ligi. Dlatego z tyłu głowy mamy to, że gramy o awans, ale teraz drużyna jest w takim psychicznym dołku, że mówienie im jeszcze w szatni o awansie i pompowanie balonu może tylko pogorszyć sytuację. Trzeba im teraz pomóc wyjść z tego dołka, muszą nabrać pewności siebie, bo oni mają indywidualne umiejętności. Przeglądałem kadrę i wygląda to obiecująco. Takiej mieszanki rutyny z młodością nie powstydziłby się żaden klub w drugiej lidze. Jest troszkę urazów i kontuzji. Oglądałem fragmenty ostatniego meczu ligowego [1:2 z Pogonią Siedlce - przyp. red.] i bramki Motor tracił po indywidualnych błędach, nie po schematycznych akcjach rywali. Jeżeli uda się to wyeliminować i wróci pewność siebie, to będzie dobrze. Mam nadzieję, że już w Elblągu tak się stanie.

Nie ma pan za dużo czasu na zmiany, bo już w sobotę mecz z Concordią...

- Tak, nie ma czasu na jakieś wielkie zmiany taktyczne, ale można dużo zrobić w sferze mentalnej.

Jak ma wyglądać Motor Roberta Kasperczyka?

- Na razie za wcześnie na takie odpowiedzi. Mam w głowie plan, jak mamy grać, gdzieś kiełkuje ta filozofia gry, jak to się ładnie mówi, ale żeby chłopcy nabrali do mnie zaufania, to musimy ze sobą trochę popracować. Nie będę wymyślał gruszek na wierzbie, ani tworzył jakiś ultranowoczesnych systemów gry w momencie, gdy za kilka dni mamy mecz w Elblągu. Tu potrzeba rzetelnej pracy organicznej i od podstaw. Zaczynamy od kultury pracy, potem się to przełoży na kulturę gry. Chodzą mi po głowie pomysły na zmiany, wiem, jakim systemem zespół grał i jakimi zawodnikami trener Przemysław Delmanowicz ostatnio dysponował. Skoro to nie zdało egzaminu, to należy się liczyć ze zmianami, ale o konkretach nie chcę mówić.

Do Lublina w ostatnich latach przychodzili zawodnicy młodzi i zdolni, przychodzili doświadczeni i ograni, byli znani trenerzy, ale nic nie wychodziło. Jak to wygląda w pana opinii, człowieka z zewnątrz? Dlaczego piłkarzom i trenerom wychodzi wszędzie, tylko nie w Lublinie?

- Ciężko powiedzieć, powiem to panu za kilka tygodni. Ja powiem tylko tyle i niech to nie zabrzmi buńczucznie, że głęboko wierzę w sposób dotarcia do zawodników od strony mentalnej. Zawsze był to mój konik i zawsze o tym mówiłem. Będę chciał swoimi sposobami coś zmienić. Mówi pan, że przez kilka sezonów czy lat gdzieś się zacierały talenty i wynik był poniżej oczekiwań. Czas to zmienić.