Przemierzył cały ZSRR, wylądował w Lublinie [zdjęcia]

Siergiej Michajłow - wychowanek CSKA Moskwa, przez lata związany z lubelskim Motorem

Siergiej Michajłow - wychowanek CSKA Moskwa, przez lata związany z lubelskim Motorem (Fot. Jakub Orzechowski / AGENCJA GAZE)

W Moskwie powstaje stadion CSKA, w Lublinie rośnie piłkarska arena. Kto łączy te z pozoru odległe sprawy? Siergiej Michajłow, który zaczynał przygodę z futbolem w ZSRR, ale od lat związany jest z naszym Motorem.
Jest rodowitym moskwianinem. Wychował się w centrum ówczesnej stolicy ZSSR, a dzisiejszej Rosji. Prawie połowę życia spędził w Polsce. Niedawno skończył 50 lat.

- Zaczynałem na podwórku, bramką był trzepak - wspomina Siergiej Michajłow. - Potem była drużyna osiedlowa, którą prowadził Władimir Nikołajewicz Malinowski, fanatyk sportu. Chodził po placach, parkach, szkołach i zachęcał dzieci do przyjścia na zajęcia. Treningi mieliśmy na stadionie Oktiabra w przyzwoitych warunkach. Jedno boisko było trawiaste, drugie ziemne.

Siergiej robił postępy i w osiedlowym klubie zaczęło mu być za ciasno. - Trener zauważył, że idzie mi nieco lepiej niż innym i stwierdził, że zaprowadzi mnie do szkółki CSKA - opowiada piłkarz. - To był klub wojskowy, gigant mający w swych strukturach wiele dyscyplin sportu. Coś na wzór polskiej Legii w tamtych czasach, tylko kilkakrotnie większy. Trafiali tam najlepsi sportowcy z całego ZSRR, o których już upomniała się armia albo byli w wieku poborowym. Gra w tym klubie była nobilitacją, ale mnie dotknął dylemat innej natury, gdyż cała moja rodzina kibicowała Spartakowi, a ja poszedłem do CSKA. Jakoś się jednak z tym pogodzili.

Gwiazdorska klasa

W jego rodzinie nie było sportowych tradycji, ojciec Paweł pracował jako kierowca ciężarówki, mama Lidia - w fabryce. Starszy brat uprawiał trochę siatkówkę - i to wszystko. Jednak sportem interesowali się wszyscy. - Moim największym fanem był ojciec, który nie opuścił żadnego meczu, w którym grałem - oczywiście w Moskwie. Mama też mnie wspierała, ale na trybunach zachowywała się niezwykle impulsywnie - była "żyletą". Nie lubiła złośliwych fauli i złego sędziowania, czemu głośno dawała wyraz.

Po ukończeniu ósmej klasy Siergiej został przeniesiony do szkoły sportowej i tam uczył się już do matury. - Uczyłem się w jednej klasie m.in. ze światowej klasy łyżwiarką figurową Jeleną Wodoriezową, mistrzem świata w tańcach na lodzie Aleksandrem Żulinem, z którym nawet siedziałem w jednej ławce. Teraz Sasza jest znanym trenerem i podczas mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich widuję go w telewizji. Był też Ilja Kriczewski - lekkoatleta, który zginął w 1991 r. podczas moskiewskiego puczu. Uczestniczył w demonstracji na skrzyżowaniu ulic Nowego Arbatu i Sadowe Kolco. Oprócz niego zginęły wówczas jeszcze dwie osoby. Ilja spoczywa w alei zasłużonych na cmentarzu w Moskwie obok wielu innych znanych ludzi kultury - jak na przykład Włodzimierz Wysocki - polityki czy sportu.

Klasowym wychowawcą piłkarza był Aleksander Szumski, Polak z pochodzenia. - Do tej pory cała klasa utrzymuje z nim kontakt. Był historykiem, ale nigdy nie uczył nas z obowiązujących podręczników. Z tego powodu miał pewne problemy, ale uczniowie i rodzice niesamowicie go poważali.

Chciał kończyć, trafił do kadry

Siergiej został powołany do kadry narodowej juniorów ZSSR i uczestniczył w zgrupowaniach prowadzonych przez trenera Borysa Ignatiewa, późniejszego selekcjonera seniorskiej sbornej. - Konkurencja była niesamowita. Wystarczy powiedzieć, że w zespole byli tacy gracze jak Aleksiej Michajliczenko, Giennadij Litowczenko, Paweł Jakowlenko czy bramkarz Stanisław Czerczesow. Później, po pierestrojce, jedni zawodnicy tej drużyny grali dla Ukrainy, drudzy dla Rosji, a trzeci dla jeszcze innych państw, które wybiły się na niepodległość.

Początkowo występował jako defensywny pomocnik, a potem został przesunięty do obrony i tak już zostało. - Myślę, że dobrze wykonana "czarna robota" też jest zauważalna i doceniana - mówi. - Zespół to organizm, w którym wszystkie tryby muszą się zazębiać. Same gwiazdy niczego nie zwojują, bo ktoś musi piłkę odebrać, a także im podać. Po prostu dla nich popracować.

Gdy miał 16 lat, chciał skończyć z futbolem. - Przez pół roku nic mi nie wychodziło. Grałem fatalnie. Na szczęście trafiłem na wyrozumiałego trenera, który dał mi szansę i po kolejnych sześciu miesiącach trafiłem do kadry narodowej juniorów.

W wieku 18 lat znalazł się w zespole, który był zapleczem pierwszej drużyny CSKA. W obowiązującym wówczas systemie rozgrywek obie drużyny grały z tymi samymi rywalami, tylko ekipy rezerw walczyły dzień wcześniej. Tak więc zespoły były ze sobą blisko związane i na wyjazdy jeździły, a raczej latały, razem. - Zwiedziłem cały Związek Radziecki. Nie byłem chyba tylko w Kazachstanie.

Potem awansował do pierwszego zespołu, w którym rozegrał kilkanaście spotkań. - Rywalizacja o miejsce w składzie była ogromna, a grające o klasę niżej Dynamo Briańsk zaproponowało mi bardzo dobre warunki, więc się zgodziłem na przejście. Spędziłem tam cztery lata.

Szczęście i gorycz porażki

Z Briańska przeniósł się do Arsenału Tuła i był to jego ostatni klub za wschodnią granicą.

A w grudniu 1990 roku Siergiej Michajłow został piłkarzem I-ligowego (dzisiejsza ekstraklasa) Motoru. - Dopisało mi szczęście - przyznaje. - Wtedy udało się wyjechać za granicę tylko kilku piłkarzom. Aleksander Zawarow trafił do Juventusu Turyn, Wagiz Chidijatulin znalazł się we Francji, a ja w Motorze. Pomógł mi w tym polski menedżer Jarosław Kołakowski. Ta decyzja zmieniła całe moje życie - oczywiście na lepsze.

Zamieszkał w Lublinie, założył rodzinę i został z Motorem na dobre i złe. - Bardzo dobrze mnie przyjęto zarówno w klubie, jak i w drużynie. Sprzyjali mi także kibice, którym do dziś jestem wdzięczny. Mam wobec nich dług, który będę spłacał do ostatnich swoich dni. Bardzo mile wspominam też nieżyjącego już pana Stanisława Zalewskiego, który wprawdzie był trenerem bokserów, ale też masażystą. Bardzo mi pomógł w różnych życiowych sprawach - na przykład przy chrzcie córki. Dusza człowiek.

W pierwszym sezonie gry Siergieja Motor utrzymał się w piłkarskiej elicie. W zespole grali wówczas Dariusz Opolski, Janusz Dec, Grzegorz Komor, Władysław Kuraś, Andrzej Brzeszczyński czy Jacek Bąk. - W kolejnym, po pierwszej rundzie, byliśmy bodaj na szóstym miejscu i już niektórzy zaczęli po cichu myśleć o starcie w europejskich pucharach, a tu przyszło przełknąć gorycz spadku. W następnym sezonie graliśmy pod wodzą trenera Mieczysława Broniszewskiego i byliśmy bliscy powrotu na piłkarskie salony, ale się nie udało.

Zaczął się zjazd po równi pochyłej. Klub przestała wspierać Fabryka Samochodów Ciężarowych, którą potem zlikwidowano. Pieniędzy na działalność było coraz mniej. Motor spadł do III ligi, a potem do IV. - Piłkę zacząłem traktować po amatorsku, a sam poszedłem do pracy - mówi Siergiej. - Ale dla siebie gram do tej pory. W tej chwili występuję w A-klasowym LKS Skrobów, a przez kilka poprzednich sezonów broniłem barw Świdniczanki. Traktuję te występy tak samo poważnie jak mecze w CSKA, Dynamie czy Motorze.

W 2005 roku wrócił do Motoru, ale już w roli pracownika. Od dwóch lat jest kierownikiem drużyny. - Czeka nas niezwykle ciężki sezon, bo w związku z reorganizacją II ligi musimy zająć minimum ósme miejsce. Zaczęliśmy dobrze. Rośnie nowy stadion, a kibice zasługują na to, żeby oglądać futbol na wyższym niż do tej pory poziomie. Mamy ciekawy skład i ufam, że będzie dobrze.

Wysze gołowy nie podskoczysz

Co z całej kariery najbardziej utkwiło mu w pamięci? - Były dwa takie wydarzenia - mówi. - Pierwsze to jeszcze z gry w CSKA. Otóż mieliśmy rozegrać spotkanie w Azerbejdżanie, a konkretnie w Górnym Karabachu. Jechaliśmy tam 72 godziny. Połowa naszych graczy nie pojechała na ten mecz w obawie, że coś im się może stać, bo było tam bardzo niespokojnie. Na stadionie trybuny były wypełnione do ostatniego miejsca. "Na szczęście" przegraliśmy 1:2... po dwóch karnych, z których jeden strzelany był aż trzy razy, czyli do skutku. Oczywiście po wygranym przez gospodarzy meczu nic już się nie działo.

Drugie wydarzenie miało miejsce w Lublinie, a dotyczyło naszego meczu ze stołeczną Legią. - To spotkanie przesądzało, czy spadniemy z ligi, czy nie, a zagrożeni byli także warszawiacy. Przegraliśmy 0:3 i zostaliśmy zdegradowani, choć powinniśmy ten mecz wygrać, a w najgorszym razie zremisować. W tym czasie byliśmy od Legii lepsi, choć może to zabrzmi trochę dziwnie, ale jak to mówią w Rosji, "wysze gołowy nie podskoczysz"...

Czy tęskni za Moskwą? - Przez wiele lat nie byłem w Rosji ani razu. Teraz staram się przynajmniej raz w roku odwiedzić mamę, która ma 82 lata, ale trzyma się świetnie. Żałuję tylko, że tata nie dożył momentu, kiedy wyjechałem do Polski. Kocham Moskwę, myślę jednak, że teraz moim miejscem na ziemi jest Lublin.



* Siergiej Michajłow ur. 13 lipca 1963 roku w Moskwie. Obrońca. Kluby: CSKA Moskwa, Dynamo Briańsk, Arsenał Tuła, Motor Lublin, LKP Lublin, Świdniczanka Świdnik, LKS Skrobów. W polskiej I lidze (obecna ekstraklasa) rozegrał 38 spotkań i strzelił dwie bramki.

Skomentuj:
Przemierzył cały ZSRR, wylądował w Lublinie [zdjęcia]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX