Mieli awansować, a ledwo się utrzymali. Co dalej z Motorem?

Za nieco ponad rok nastąpi otwarcie wspaniałego, nowoczesnego stadionu w Lublinie. Obiekt pomieści 15000 widzów. Grać ma na nim utrzymywany w dużej mierze przez miasto Motor Lublin, który w II lidze zajął 14. miejsce...
Rok temu fani piłki nożnej z Lublina byli w zupełnie innych nastrojach niż dziś. Przyszłość lubelskiego futbolu - której przewodzić ma właśnie drużyna Motoru - malowała się całkiem kolorowo. Zespół, który w poprzednich latach cudem utrzymywał się w trzeciej klasie rozgrywkowej, miał za sobą udany sezon, zakończony na piątej pozycji w tabeli. Gdyby nie lekka zadyszka na wiosnę, mogło być jeszcze lepiej. Pod koniec sezonu zarząd klubu zwolnił jeszcze trenera Modesta Boguszewskiego i zatrudnił Mariusza Sawę. Pod wodzą "Sawki" Motor wygrał trzy ostatnie spotkania ligowe.

Nic więc dziwnego, że latem oczekiwania wzrosły. Kibice ostrzyli sobie zęby na upragniony awans do I ligi. Dzięki sporej pomocy od miasta, które jest głównym udziałowcem Motoru Lublin SA, poprawiła się nieco kondycja finansowa klubu, od lat balansującego na granicy bankructwa. Do zespołu zaczęto ściągać zawodników z wyższych lig, którzy mieli wnieść nową jakość do gry, zaś władze klubu bez owijania w bawełnę za cel postawiły drużynie awans.

Jak miało się okazać, bardziej znane nazwiska wcale jednak nie przyniosły rezultatów.

"Świr" Motoru nie zbawił

Winą za słabą postawę obarczono trenera Sawę i we wrześniu ubiegłego roku nowym szkoleniowcem Motoru został były reprezentant Polski Piotr Świerczewski. W listopadzie nastąpiła też zmiana prezesa spółki. Roberta Kozłowskiego, którego obowiązki już od września pełniła Małgorzata Olech, zastąpił Tadeusz Kuna, który zapowiedział, że jego głównym zadaniem będzie postawienie na nogi klubu pod względem finansowym i organizacyjnym.

Wracając do kwestii sportowej, "Świr" piłki w Lublinie nie zbawił. Na początku jego pracy w Motorze nie widać było poprawy wyników, zaś sam Świerczewski przekonywał, że nie jest w stanie zmienić wszystkiego w chwilę jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pod koniec rundy jesiennej Motor wciąż znajdował się w dole tabeli, ale wreszcie zaczął grać skutecznie i do tego efektownie, co dawało nadzieję na przyszłość. Co prawda po nieudanej jesieni ciężko było już marzyć o awansie, ale "Generał" zapewniał, że wiosną jego podopieczni będą w stanie znaleźć się w czołówce. Tak się jednak nie stało. Początek drugiej rundy Motor miał fatalny, a w dodatku trener zirytowany sytuacją w klubie popadł w konflikt z zarządzającym obiektami MOSiR-em. Zaczął też publicznie narzekać na klub, w końcu zaś podczas jednego z treningów wdał się w przepychankę z pracownikiem szkoły, na boisku której przeprowadzał zajęcia. W kwietniu tego roku pożegnano się więc ze "Świrem" w bardzo nieprzyjemnej atmosferze. Świerczewski podgrzał ją później w wywiadach, w których nie pozostawił na Motorze suchej nitki.

Sami się podsumowali

Jego miejsce zajął Przemysław Delmanowicz, którego zadaniem było uratowanie lublinian przed kompletną katastrofą, jaką byłby spadek do III ligi. Choć wcale nie było to łatwe - Delmanowicz zastał drużynę zniechęconą brakiem wyników i rozbitą po opuszczeniu przez Świerczewskiego. Motor utrzymanie zapewnił sobie w przedostatniej kolejce, pokonując u siebie w dobrym stylu Radomiaka 3:0. W ostatnim spotkaniu lublinianie przegrywając zaś 0:3 z Concordią w Elblągu, niejako sami podsumowali sezon w swoim wykonaniu. Oprócz sportowej porażki (utrzymania się za sukces w żadnej mierze uznać nie można, gorszy wynik byłby już po prostu klęską) po sezonie pozostanie też niesmak jeśli chodzi o relacje klubu z kibicami. Od jesieni bowiem trwał protest najwierniejszych fanów Motoru, którzy popadli w konflikt z poprzednim zarządem. Sytuację udało się załagodzić dopiero pod koniec rundy wiosennej, dzięki rozmowom i dobrej woli zarówno ze strony prezesa Kuny, jak i przedstawicieli kibiców. Miejmy nadzieję, że przynajmniej w tej kwestii sprawy uporządkowano już na stałe.

Co dalej? To pytanie zadają sobie wszyscy fani lubelskiego futbolu i w zasadzie nikt nie jest w stanie na nie odpowiedzieć. Bardzo trudno będzie w ciągu krótkiej letniej przerwy przygotować drużynę do walki o wysokie cele, ale Motor nie ma innego wyjścia. Zwłaszcza że PZPN forsuje projekt, według którego (być może już od przyszłego sezonu!) rozgrywki II ligi mają być zrewolucjonizowane. Obecny podział na grupy wschodnią i zachodnią najprawdopodobniej zostanie zniesiony, co doprowadzi do powstanie jednej, centralnej II ligi już w sezonie 2014/2015. Do III ligi może więc spaść po nadchodzących rozgrywkach aż 10 zespołów. Jeśli nie uda się do tego czasu poprawić sytuacji klubu, później może być to prawdziwa "mission impossible", a każde potknięcie oznaczać będzie mogło spadek.

Należy trzymać także za słowo prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka, który we wtorek podczas wizytacji budowy nowego stadionu zapewniał prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, że dobra drużyna znad Bystrzycy jest w budowie. Nadchodzi bowiem moment, który może zadecydować o przyszłości Motoru w ciągu najbliższych kilku lat, kto wie czy nie dekady. Miejmy nadzieję, że w następnych sezonach ten wielce zasłużony lubelski klub będzie na pięknym obiekcie mierzył się przynajmniej z zespołami pierwszej ligi. Największym koszmarem piłkarskich kibiców jest zaś wizja, w której na 15-tysięcznym obiekcie trzecioligowa ekipa gra z Orłem Przeworsk...