Zawodowa rewolucja pomarańczowo-granatowa

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Piłkarze ręczni nie chcieli być gorsi od koszykarzy czy piłkarzy nożnych i od tego sezonu też mają ligę zawodową. Rywalizują jednak na innych zasadach, bo każda z tych dyscyplin prowadzi rozgrywki według własnego regulaminu. Za nami już sześć kolejek i zastanawiam się, czy ta zmiana podniosła atrakcyjność tej rywalizacji, czy nieco zagmatwała jej obraz. Przyznam, że mam mieszane uczucia.

Gwoli przypomnienia, teraz szczypiorniści zostali podzieleni na dwie siedmiozespołowe grupy - pomarańczową i granatową, ale cała czternastka rywalizuje systemem "każdy z każdym". Po fazie zasadniczej odbędzie się runda finałowa. Awansują do niej trzy najlepsze zespoły z każdej grupy. Natomiast drużyny z czwartego i piątego miejsca będą walczyły ze sobą o dziką kartę do ćwierćfinału. Medaliści mistrzostw Polski zostaną wyłonieni w rywalizacji pucharowej. Zmieniono także punktację i zniesiono remisy. W przypadku tego ostatniego rozstrzygnięcia odbywają się dogrywka i ewentualne rzuty karne. Poza tym w pierwszych trzech sezonach nikt nie spada.

Okazuje się, że nie ja jeden mam wątpliwości w kwestii nowych zasad, a wręcz niezadowolony z tego systemu jest taki fachowiec jak Jerzy Witaszek, prezes Azotów Puławy. Szef brązowych medalistów mistrzostw Polski dowodzi, że w tym przypadku dobre rozwiązanie jest tylko jedno - mianowicie takie, że nie ma remisów. Natomiast gorzej jest z przejrzystością, bo funkcjonują trzy tabele - obu grup i ogólna. Odrębną sprawą jest punktacja, bo za wygrany mecz z zespołem grupy przeciwnej dostaje się dwa punkty, natomiast zwycięstwo z drużyną swojej grupy wyceniono na trzy, a przy remisie przegrany otrzymuje jeden punkt. Tu też mam pewne zastrzeżenia, w czym utwierdził mnie prezes Witaszek, podając przykład własnego zespołu, który za pokonanie grającego podobnie jak Azoty w grupie pomarańczowej beniaminka z Piotrkowa Trybunalskiego otrzymał trzy punkty, ale gdyby mu się udało ograć takiego tuza jak granatowy Vive Tauron Kielce, to dostanie tylko dwa. W tej sytuacji wydaje się, że nawet przy największych chęciach trudno to rozwiązanie nazwać salomonowym.

A teraz z nieco innej beczki. Otóż Azoty nie są już zespołem niepokonanym w lidze. Pasmo zwycięstw puławian przerwał Orlen Wisła Płock, który puławianie zamierzają w tym sezonie zastąpić na drugim stopniu mistrzowskiego podium. Na razie jednak swoje zapędy po srebro - złoto od lat zarezerwowane jest dla Vive Tauronu - drużyna trenera Marcina Kurowskiego musi powstrzymać, bo z uczestnikiem Champions League przegrała - i to za trzy punkty. Niektórzy twierdzą, że to już przesądza o tym, kto będzie pomarańczowym królem, ale ja jeszcze nie dzieliłbym skóry na niedźwiedziu. Przecież te zespoły czeka jeszcze rewanż w grupie, a patrząc dalej - mam tu na myśli walkę o medale, bo nie wyobrażam sobie, aby na tym etapie obu tych drużyn zabrakło - to w tej fazie rozgrywek gra się systemem pucharowym, a tam zdarzyć się może wszystko...

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU