Zwycięska passa trwa. Polscy koszykarze ograli Estonię

Walcząca o awans do EuroBasketu 2017 reprezentacja polskich koszykarzy jest niepokonana. W swoim trzecim spotkaniu wygrała w Lublinie z groźną Estonią i jest liderem grupy D.
Kibice dość licznie odwiedzili halę na Globusie na trybunach zasiadł także były już reprezentant Polski - lublinianin Michał Ignerski, były też piłkarki ręczne mistrza Polski MKS Selgros. Oczywiście mecz z uwagą obserwował również prezydent miasta Krzysztof Żuk. Można powiedzieć, że był to mecz na szczycie, bo oba zespoły wygrały swoje pierwsze dwa mecze. - Jak pokazują zarówno poprzednie spotkania, a także dwudniowe treningi w Lublinie kadrowicze są w dobrej dyspozycji i interesuje ich tylko zwycięstwo - mówił przed potyczką Marek Lembrych, wiceprezes Polskiego Związku Koszykówki.

I tak w zasadzie było. Polacy zaczęli dobrze. Po trafieniach Macieja Lampe i Mateusza Ponitki prowadzili 4:0. Potem nastąpił okres wyrównanej gry i Estończycy wyrównali straty, nawet po trafieniu Sokka za trzy punkty objęli prowadzenie (5:4).

Z upływem czasu inicjatywę przejęli znowu biało-czerwoni, którzy zaczęli zwiększać przewagę. Świetnie spisywał się Ponitka, który kapitalnie przewidywał zamierzenia rywali i w pierwszej kwarcie miał cztery przechwyty. Dystans systematycznie rósł i po pierwszych dziesięciu minutach gry zespół trenera Mike'a Taylora wygrywał 21:14.

Na początku drugiej kwarty przewaga gospodarzy jeszcze wzrosła. Po trafieniu zza linii 675 cm Tomasza Gielo Polacy prowadzili 28:14. Przez pierwsze pięć minut tej części gry rywale ani razu nie trafili do kosza. Potem jednak w sprawnie działającej maszynie coś się załamało, szczególnie w ataku. Skrzętnie wykorzystali to Estończycy, którzy zaczęli odrabiać straty. W tym fragmencie spotkania popisali się dwiema udanymi kontrami i dwiema trójkami, co sprawiło, że przewaga drużyny polskiej stopniała do sześciu punktów (30:24). W końcówce jednak wszystko wróciło do normy, a sprawy w swoje ręce znowu wziął Lampe, który zdobył kolejno sześć punktów i do przerwy Polska prowadziła 36:26.

Po zmianie stron w szeregi biało-czerwonych wkradł się chaos. Poza tym zaczęli słabiej bronić. To sprawiło, że dystans zaczął maleć, bo Estończycy bezwzględnie wykorzystywali wszystkie błędy. Poza tym sami zaczęli grać skuteczniej w ataku. W 27. minucie Koszarek sfaulował Stena Hallika przy celnym rzucie zza linii 675 cm, co sprawiło, że rywale zdobyli cztery punkty, a na tablicy wyników widniał rezultat 45:44. Po chwili Estończycy wyszli nawet na prowadzenie (49:48). Końcówka tej osłony należała jednak do gospodarzy, a trójka A.J. Slaughtera sprawiła, że przed ostatnią częścią gry Polacy wygrywali 55:49.

Czwarta kwarta toczyła się już zdecydowanie pod dyktando Polaków. Goście nie mogli znaleźć żadnego sposobu na rozpędzonych biało-czerwonych. Przez sześć minut nie zdobyli ani jednego punktu, a gospodarze w tym czasie rzucili ich dziesięć i przewaga wzrosła do 16 punktów (65:49). Po chwili boisko za pięć przewinień musiał opuścić Adam Hrycaniuk, który w tym fragmencie gry spisywał się bardzo dobrze, ale nie zdeprymowało to naszej reprezentacji, która już w pełni kontrolowała wydarzenia na parkiecie i ostatecznie wygrała 78:64.

Już w sobotę Polska rozegra kolejny mecz - na wyjeździe zmierzy się z Portugalią.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU



Polska 78

Estonia 64

Kwarty: 21:14, 15:12, 19:23, 23:15

Polska: Lampe 17, Ponitka 15, Waczyński 14, Hrycaniuk 4, Koszarek 2 oraz A.J. Slaughter 13, Gielo 6, Zamojski 4, Czyż 3, Sokołowski.

Estonia: Veideman 10, Sokk 8, Kurbas 11, Kajupank 4, Hallik 7 oraz Kitsing 15, Dobrek 3, Keedus 3, Toomas Raadik 2, Rain Raadik 1, Laane, Paasoja.