Niby lepiej, a gorzej. Dawni medaliści olimpijscy mogą spać spokojnie

Felieton Wiesława Pawłata
Przez ostatnie dwa tygodnie cały sportowy świat i nie tylko żył Igrzyskami Olimpijskimi w Rio de Janeiro. Reprezentanci Polski przywieźli z Brazylii 11 medali, co jest najlepszym osiągnięciem w XXI wieku. Biało-czerwoni zdobyli dwa złote krążki, trzy srebrne i sześć brązowych. Tym samym przełamali barierę 10 medali, przez którą od igrzysk w Atenach w 2004 roku nie udało im się przebrnąć. Niemniej jednak jest to nieco złudne, bo wprawdzie zdobycz jest większa, ale w generalnej klasyfikacji medalowej uplasowaliśmy się na najniższym miejscu od początku tego stulecia, bo zajęliśmy 33. pozycję. Przypomnę, że na ten dorobek pracowała 242-osobowa rzesza sportowców, co olśniewającym rezultatem z pewnością nie jest. Tak dla kontrastu dodam, że z Igrzysk Olimpijskich w Tokio w 1964 roku 138-osobowa ekipa biało-czerwonych przywiozła 23 krążki, w tym siedem z najszlachetniejszego kruszcu. Wprawdzie idea olimpijskich zmagań mówi, że w zasadzie liczy się udział, ale przecież nikt tam - poza nielicznymi wyjątkami - na wycieczkę nie jedzie, bo jest to niezwykle kosztowna eskapada. Tylko w ubiegłym roku dotacja budżetowa na letnie sporty olimpijskie wyniosła 175,3 mln zł.

W Rio de Janeiro wystąpili także przedstawiciele Lubelszczyzny. W tym roku kibice wierzyli, że olimpijska klątwa, która ciąży nad lubelskimi sportowcami od 28 lat, wreszcie zostanie zdjęta. Po raz ostatni na podium stanął zapaśnik chełmskiego Cemetu Gryfu Andrzej Głąb, a dokonał tej sztuki w Seulu, gdzie wywalczył srebro. Tym razem pojechało do Brazylii siedmioro sportowców z naszego regionu. Mieliśmy murowanego kandydata do złota. Był nim młociarz Paweł Fajdek. Niestety jego występ zakończył się łzami - i to nie szczęścia, lecz rozpaczy, gdyż zawodnik zamojskiego Agrosu - mistrz świata i Europy - nie przebrnął eliminacji i na olimpijskich arenach totalnie zawiódł po raz drugi, bo cztery lata temu w Londynie spalił wszystkie próby. Nie olśnił także chodziarz AZS UMCS Rafał Fedaczyński, kiepsko polosowała i odpadła z turnieju zapaśniczka Katarzyna Krawczyk. Dzielnie walczyły siatkarki plażowe AZS UMCS Kinga Kołosińska i Monika Brzostek, ale też pozostawiły pewien niedosyt, bo miały realne szanse na ćwierćfinał, ale Australijki okazały się lepsze. W tej sytuacji największym osiągnięciem było najbardziej nielubiane przez sportowców czwarte miejsce piłkarzy ręcznych, w składzie których zagrał Przemysław Krajewski z puławskich Azotów.

Tak więc złoci medaliści z Montrealu - siatkarze Tomasz Wójtowicz i Lech Łasko, a także Andrzej Głąb, o którym już była mowa, przez najbliższe cztery lata mogą spać spokojnie, bo nikt ich pozycjom nie zagrozi. Z drugiej strony zupełnie nie jestem przekonany, że są z tego powodu szczęśliwi.

Jest jeszcze jedna szansa, aby ten wizerunek poprawić, mianowicie od 7 do 18 września na arenach Rio de Janeiro będą walczyli paraolimpijczycy, wystartują tam także sportowcy z Lubelszczyzny, więc trzymajmy za nich kciuki.