Dunecki: Magia igrzysk sparaliżowała Fajdka po raz drugi

Totalną klapą zakończył się start Pawła Fajdka na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Młociarz zamojskiego Agrosu, który był zdecydowanym faworytem konkursu odpadł już w eliminacjach.
To już drugi kompletnie nieudany start tego 27-letniego zawodnika na olimpijskich arenach. Przed czterema laty w Londynie też mu się nie powiodło - po prostu spalił wszystkie próby i odpadł z rywalizacji. Wtedy jednak był zdecydowanie mniej doświadczonym miotaczem, więc tę porażkę złożono w głównej mierze na karb debiutanckiej tremy. Teraz jednak przystępował do zawodów jako ten, któremu tylko cud może odebrać złoto, bo w tym roku był niepokonany, legitymował się najlepszym rezultatem na świecie, mało tego - do niego należało dziesięć najdalszych tegorocznych rzutów, więc w rankingu światowym był niedościgniony. Poza tym na lipcowych mistrzostwach Europy w Amsterdamie był bezkonkurencyjny. Wygrał z wynikiem 80,93 m, co tylko potwierdzało jego olbrzymie możliwości (rekord życiowy 83.93 m). Pewną rysą na tym nieskazitelnym wydawałoby się wizerunku były dwie pierwsze spalone próby na holenderskiej rzutni, ale wówczas złoty medalista mistrzostw świata z Moskwy (2013) i Pekinu (2015) zdołał opanować nerwy i potem konkurs wygrał.

W Rio de Janeiro Fajdek też rozpoczął eliminacje od rzutu spalonego. Potem uzyskał 71,33 m, a w kolejnej próbie posłał młot na odległość 72 m, co dawało mu zaledwie siódmą pozycję w grupie A. Młociarz Agrosu swoim zachowaniem w kole zupełnie nie przypominał zawodnika, który tuż przed startem zapowiadał, że jest znakomicie przygotowany, nic mu nie dolega, klimat mu odpowiada i doskonale wie po co do Brazylii przyjechał. Był jakby przygaszony, obroty kręcił wolniej niż zwykle, i nie było widać zwykłej u niego bojowości. Po swoim ostatnim rzucie położył się twarzą do ziemi w okolicach rzutni i długo nie wstawał, jakby chciał ukryć swoją rozpacz, choć wtedy jeszcze miał cień nadziei na awans, pod warunkiem, że tylko czterech zawodników z drugiej grupy rzuci dalej od niego. Oczywiście było to mało realne, i najwyraźniej on sam w to nie wierzył. Zresztą całkiem słusznie, bo już po jedenastu próbach grupy B, Fajdek spadł na 13 miejsce i stało się jasne, że marzenia o olimpijskim medalu musi odłożyć do Tokio. Ostatecznie został sklasyfikowany na 17 pozycji. - Trudno na gorąco wytłumaczyć dlaczego tak się stało - zastanawia się Leszek Dunecki, srebrny medalista olimpijski z Moskwy, dziś prezes Lubelskiego Związku Lekkiej Atletyki. - Wygląda na to, że magia igrzysk sparaliżowała go po raz drugi. Szkoda, że tak się stało, bo to wielki zawodnik, ma na swym koncie wiele sukcesów, ale najwyraźniej zdobycie medalu olimpijskiego - jak na razie - nie jest mu dane.

Mimo porażki Fajdka Polska ma szanse na zdobycie medalu w tej konkurencji, gdyż eliminacje wygrał inny reprezentant biało-czerwonych Wojciech Nowicki. Brązowy medalista mistrzostw świata z Pekinu uzyskał 77,64 m.