Z koksem precz! Medal przysłany pocztą, to nie to samo

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Igrzyska olimpijskie w pełni. W pierwszych dniach z medalami naszych reprezentantów było raczej krucho. Rozpoczął kolarz Rafał Majka od brązu, a potem długo, długo nic i wreszcie nastąpiło wielkie przełamanie, bo polskie wioślarki Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj sięgnęły po pierwsze w Rio de Janeiro złoto. Niestety oprócz nie najlepszych jak do tej pory wyników sportowych cieniem na wizerunku naszej reprezentacji położyła się afera dopingowa, w jaką zamieszani są ciężarowcy. Widać brali hurtem, bo dwóch już zostało wykluczonych, a mistrz olimpijski z Londynu Adrian Zieliński czeka na wyrok, ale być może jemu uda się jakoś wywinąć. To któryś już z rzędu taki przypadek. Przypomnę, że przed czterema laty tuż przed wyjazdem na igrzyska została wycofana z kadry Marzena Karpińska. Sztangistka Znicza Biłgoraj odcierpiała karę, ale nie wyciągnęła z tej lekcji wniosków, wpadła ponownie i została dożywotnio zdyskwalifikowana. Nie dziwię się też, że teraz do dymisji podał się prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów Szymon Kołecki, a Ministerstwo Sportu rozważa likwidację tej organizacji. Kary za stosowanie dopingu są coraz ostrzejsze, ale jak widać, nie odstrasza to tych, którzy nieuczciwą drogą chcą sobie zapewnić sportowy sukces. Wyścig trwa i dopingowicze nadal są o krok przed tymi, którzy ich ścigają. Wprawdzie już są odbierane medale olimpijskie zdobyte przy niedozwolonym wspomaganiu nawet kilka lat temu i otrzymują je ci, którzy walczyli uczciwie. Szczerze jednak mówiąc, marna to dla sportowców satysfakcja, jeśli medal przyniesie listonosz, niczym emeryturę, bo wysłuchania hymnu narodowego na oczach milionów ludzi nic nie jest w stanie zastąpić.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU