Przez Azoty na igrzyska. Puławska droga kadrowiczów

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Polscy piłkarze ręczni zaliczani są do grona zespołów, które powinny powalczyć o medale podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro, wszak są trzecią drużyną ostatnich mistrzostw świata. Wprawdzie inauguracyjny mecz na olimpijskiej arenie biało-czerwonym nie wyszedł, bo przegrali z Brazylią 32:34, ale to jest turniej i jeszcze wszystko zdarzyć się może. W zespole trenera Talanta Dujszebajewa wystąpił skrzydłowy puławskich Azotów Przemysław Krajewski. I tak to po raz pierwszy w historii lubelskiego handballu nasz region ma w tej dyscyplinie olimpijczyka. Azoty to aktualnie trzecia siła w Polsce, i z takimi potęgami jak Vive Tauron Kielce czy Orlen Wisła Płock trudno im się mierzyć, choć płocczanom drużyna puławska już powoli zaczyna dobierać się do skóry.

Patrząc jednak na skład reprezentacji olimpijskiej zastanawiam się, gdzie dziś mógłby być zespół z Puław, gdyby udało mu się zatrzymać czołowych graczy, wszak aż jedną czwartą drużyny grającej w Brazylii stanowią zawodnicy, którzy znaczną część swojej kariery spędzili w Azotach, tam się wypromowali, bądź nadal w nich grają, jak już wspominany Krajewski. Niestety, nadchodzący sezon będzie ostatnim, jaki rozegra w puławskim klubie ten wielce utalentowany zawodnik, bo potem przeniesie się do Orlenu Wisły, czyli dołączy do grona wielkich graczy, którzy drużynę Azotów opuścili już wcześniej.

W tym miejscu muszę dodać, że w szesnastce wybrańców selekcjonera znaleźli się także trzej byli puławianie: bramkarz Piotr Wyszomirski (aktualnie TBV Lemgo z Niemiec), obrotowy Mateusz Kus (Vive Tauron) i prawy rozgrywający Michał Szyba (szwajcarski Kadetten Schaffhausen). Natomiast do samego końca walczył o olimpijską nominację jeszcze jeden zawodnik z Puław Rafał Przybylski, ale tym razem jeszcze nie znalazł uznania w oczach sztabu szkoleniowego. A tak naprawdę, to potęga Azotów jeszcze wrosła, bo w turnieju olimpijskim może grać 14 zawodników, a dwóch jest rezerwowymi, z tym że jeden może zastąpić kontuzjowanego zawodnika tylko w fazie grupowej, jednak wszyscy byli i aktualni puławscy gracze znaleźli się w podstawowym składzie.

Swoją drogą trudno tu nie docenić roli prezesa Azotów Jerzego Witaszka, który sprowadził tych zawodników do Puław w bardzo młodym wieku, kiedy jeszcze nie mieli na swym koncie żadnych osiągnięć i dopiero w Azotach ich talent się rozwinął, a powody przede wszystkim finansowe nie pozwoliły na to, aby ich zatrzymać. Myślę też, że w tym ściąganiu graczy nie było przypadku, bo dzisiejszy szef klubu jest też świetnym trenerem, i to właśnie on po raz pierwszy wywalczył z puławianami awans do najwyższej klasy rozgrywek, a z juniorami zdobywał medale mistrzostw Polski ze złotymi włącznie. Teraz wypada prezesowi Witaszkowi tylko życzyć wywalczenia przez zawodnika Azotów pierwszego w historii klubu olimpijskiego krążka, i mimo falstartu na brazylijskim parkiecie myślę, że szanse na zajęcie miejsca na podium nadal istnieją.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU