Sport.pl

Motor ma szczęście do baraży. Trzeba to powtórzyć

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Najbliższe tygodnie będą zdominowane przez futbol. I ten na najwyższym poziomie - mam tu na myśli zbliżające się mistrzostwa Europy, które będą rozgrywane na francuskich boiskach, jak i wydarzenia o trochę mniejszym ciężarze gatunkowym, ale dla lubelskich kibiców także szalenie istotne, mianowicie barażowe mecze o awans do II ligi Motoru. Naturalnie emocje związane ze spotkaniami żółto-biało-niebieskich będą trwały znacznie krócej, ale potyczki z Olimpią Elbląg są także traktowane niezwykle poważnie i ewentualne niepowodzenie - czego osobiście nie przewiduję - zostanie potraktowane jako klęska. Wynika to z tego, że oczekiwania są ogromne, bo przecież Lublin zasługuje na to, aby mieć piłkę nożną na przyzwoitym poziomie, a najlepiej w ekstraklasie, ale aby tam wrócić, trzeba od czegoś zacząć, więc na początek II liga, a potem co sezon trzeba piąć się w górę. Infrastrukturę mamy znakomitą, organizacyjnie też wszystko jest w porządku. To oczywiście nie umknęło uwagi piłkarskiej centrali i w przyszłym roku nasze miasto będzie jednym z gospodarzy drugiej co do ważności imprezy piłkarskiej na Starym Kontynencie, czyli Euro U-21. Na Arenie Lublin będzie grała grupa A, w której jest reprezentacja Polski, a także odbędzie się inauguracja turnieju. W poniedziałek prezydent Krzysztof Żuk uroczyście odebrał w Krakowie z rąk prezesa PZPN Zbigniewa Bońka umowę na przeprowadzenie imprezy, i jak sam stwierdził będzie to turniej, który znakomicie się wpisze w przyszłoroczne obchody 700-lecia istnienia Lublina.

Wracając jeszcze do Motoru, to przypomniały mi się baraże sprzed 27 lat, kiedy to lublinianie walczyli z Pogonią Szczecin. Wprawdzie wtedy bój się toczył o awans do I ligi, czyli dzisiejszej ekstraklasy i szczecinianie byli zdecydowanym faworytem, bo to oni grali w wyższej klasie, ale na końcu się cieszył Motor. Do 70. minuty pierwszego spotkania nic nie wskazywało na to, że będzie niespodzianka, bo Pogoń wygrywała w Szczecinie 3:0. Lublinianie walczyli jednak do samego końca, zdołali strzelić dwa gole i mecz zakończył się wynikiem 3:2. Nad Bystrzycą Motor wygrał 2:0 i kibice na starym stadionie przy al. Zygmuntowskich oszaleli z radości. Liczę na to, że teraz będzie podobnie i bez takiego horroru. Dodam jeszcze, że jest osoba, która łączy te dwa barażowe wydarzenia, czyli awans w sezonie 1988/89 i zmagania z Olimpią. To Grzegorz Komor, niegdyś ostoja defensywy Motoru - teraz jest nią jego syn Aleksander - a dziś drugi trener lubelskiego klubu.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU