Wisła rozstrzelała Górnika. Niechlubny rekord łęcznian

W meczu Górnika z krakowską Wisłą nie nastąpiła metamorfoza łęcznian. Zespół trenera Jurija Szatałowa ustanowił swego rodzaju rekord - w szóstym meczu z rzędu nie zdobył gola, a rywalom się ta sztuka udała aż trzy razy i sytuacja zielono-czarnych, jeśli chodzi o zachowanie ligowego bytu stała może jeszcze nie beznadziejna, ale bardzo ciężka.
Przed spotkaniem pomocnik łęcznian Grzegorz Bonin mówił, że wie o jaką stawkę przyjdzie im grać i liczył na to, że zły los wreszcie się odwróci. Niemniej jednak gospodarze wyszli do tego spotkania w ustawieniu dość defensywnym. Na murawie pojawił się dawno nieoglądany Veljko Nikitović w składzie znaleźli się też Jan Bednarek i Łukasz Bogusławski, których do graczy atakujących trudno zaliczyć. Z kolei w napadzie zagrał Grzegorz Piesio, a na ławce rezerwowych usiadł Jakub Świerczok. Najwyraźniej trener Szatałow chciał w ten sposób zneutralizować poczynania ofensywne rozpędzonej ostatnio Wisły.

Od początku inicjatywa należała do krakowian, ale dominowali oni głównie w środku pola. Starał się szarpać Patryk Małecki, lecz niewiele z tego wynikało. W 20. min. Wisła przeprowadziła składną akcję - Rafał Wolski dokładnie dośrodkował, a Zdenek Ondrasek uderzył głową, ale Sergiusz Prusak popisał się świetną interwencją i sparował piłką na rzut różny. Potem do głosu zaczął dochodzić Górnik, ale też bez efektów. O ile w poczynaniach obronnych łęcznianie prezentowali się przyzwoicie, to konstruowanie akcji ofensywnych przychodziło im z dużym trudem. Dość powiedzieć, że w pierwszej połowie gospodarze nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę krakowian. Tuż przed przerwą z rzutu wolnego uderzył Wolski, piłka groźnie skozłowała, ale Prusak po raz kolejny w tym meczu był na posterunku. Tak więc do szatni piłkarze obu zespołów zeszli przy bezbramkowym remisie.

Po zmianie stron żwawiej do przodu ruszyli łęcznianie. W 47. min. groźnie pod bramką Wisły zrobiło się po rzucie wolnym egzekwowanym przez Nikitovicia, skończyło się jednak na rzucie rożnym. W 55. min. Górnik wyprowadził groźną kontrę - Bonin zagrał do rozpędzonego Bartosza Śpiączki, ale tego drugiego w ostatniej chwili zdołał uprzedzić Maciej Sadlok.

W 67. min. zespół spod Wawelu uzyskał prowadzenie. Arbiter uznał, że w polu karnym Radosław Pruchnik sfaulował Wolskiego i podyktował jedenastkę. Skutecznym jej wykonawcą był Denis Popović. Atmosfera się zagęściła, na trybuny został odesłany trener Szatałow. Po chwili Wisła zadała kolejny cios. Wolski przedarł się prawą stroną i zagrał w kierunku bramki łęcznian, tam czyhał na nią Ondrasek, ale się nie doczekał, bo uprzedził go Bogusławski, który skierował piłkę do własnej bramki.

Gospodarze próbowali jeszcze coś zrobić, ale nie mieli pomysłu. W końcówce groźnie w pole karne dośrodkował Bonin, lecz Arkadiusz Głowacki zdołał zażegnać niebezpieczeństwo. Riposta Wisły była jednak natychmiastowa. W świetnej sytuacji po kontrze znalazł się Guerrier, ale strzelił ponad bramką. W kolejnej akcji krakowianie już się nie pomylili. Szarżującego w polu karnym Witalija Bałaszowa sfaulował Prusak i sędzia podyktował drugi w tym meczu rzut karny. Pewnie strzelił Ondrasek i ustalił wynik spotkania na 3:0. To zwycięstwo praktycznie zapewnia drużynie trenera Dariusza Wdowczyka utrzymanie się w ekstraklasie.

W następnej serii spotkań Górnik zmierzy się sobotę 23 kwietnia w Kielcach z Koroną.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU



Górnik Łęczna 0

Wisła Kraków 3 (0)

Bramki: Popović (68. - k), Bogusławski (75. - s.), Ondrasek (90. + 4. - k).

Górnik: Prusak - Sasin Ż, Pruchnik, Bożić, Leandro - Bednarek (84. Danielewicz), Bogusławski - Bonin, Nikitović Ż (80. Świerczok), Śpiączka - Piesio (83. Pitry).

Wisła: Miśkiewicz - Jović, Głowacki, Guzmics, Sadlok - Popović Ż, Boguski - Małecki, Wolski (83. Brlek), Guerrier (93. Bałaszow) - Ondrasek.

Sędziował: Tomasz Wajda z Żywca.

Widzów: 3632.