Klątwa Podbeskidzia. Górnik przegrał w Bielsku-Białej

Piłkarze Górnika jechali pod Klimczok z mocnym postanowieniem przełamania ekstraklasowej niemocy w spotkaniach z Podbeskidziem, wszak w najwyższej klasie rozgrywek nigdy jeszcze z bialczanami nie wygrali. Niestety gospodarze mają chyba jakiś patent na zespół trenera Jurija Szatałowa, bo znowu wyszli z tej konfrontacji zwycięsko.
Na pięć dotychczas rozegranych między tymi drużynami spotkań cztery wygrał zespół z Bielska-Białej, a raz padł remis.

Łęcznianie przystąpili do meczu podbudowani ostatnim zwycięstwem nad Koroną Kielce. Wygrali 3:2, a wszystkie gole zdobył Jakub Świerczok. Wszyscy byli ciekawi, czy napastnik łęcznian będzie także skuteczny w tym meczu. Gospodarze też ostatnio są na fali, bo wygrali dwa mecze z rzędu, a sobotę pokonali w Krakowie Wisłę 2:1. Potyczka zapowiadała się więc bardzo interesująco. Trener Szatałow posłał do boju taki sam skład, jaki wstępował w trzech poprzednich spotkaniach. Niestety poczynań obu zespołów nie ułatwiał stan boiska, które po opadach deszczu i śniegu było w kiepskim stanie.

Początek meczu był wyrównany, ale z upływem czasu zaczęła się zarysowywać przewaga gospodarzy, którzy przeprowadzili kilka groźnych akcji. W 12. minucie potężnie strzelił z dystansu Adam Mójta, Dziugas Bartkus wybił piłkę przed siebie, ale żaden z graczy Podbeskidzia nie zdołał wykończyć akcji. Pięknym uderzeniem z powietrza popisał się też Robert Demjan, lecz futbolówka po rykoszecie wyszła na rzut rożny. Pod koniec pierwszej połowy łęcznianie jakby się otrząsnęli z dominacji gospodarzy i oni zaatakowali. Bliski szczęścia był Świerczok, ale jego uderzenie z pola karnego zostało zablokowane. Tuż przed przerwą przed szansą na zdobycie prowadzenia stanął Mateusz Szczepaniak, ale Bartkus był na posterunku i pierwszych 45. minutach był remis.

Tuż po zmianie stron szanse na objęcie prowadzenia miał Górnik, ale następujące po sobie uderzenia Świerczoka i Radosława Pruchnika zdołali zablokować obrońcy gospodarzy. Łęcznianie nie zwalniali tempa i nadal nacierali. Groźnie strzelił Przemysław Pitry, ale minimalnie niecelnie. Gracze Podbeskidzia także próbowali konstruować akcje ofensywne, ale groźniejsze były te Górnika. Trzeba przyznać, że świetnie rozbijał ataki łęcznian Japończyk Kato. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry piłka, po uderzeniu głową Łukasza Mierzejewskiego - po rykoszecie - trafiła w słupek. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się remisem gospodarze strzelili gola, przy pomocy... Mierzejewskiego, bo właśnie od niego odbiła się piłka po uderzeniu Mateusza Szczepanika i zmyliła Bartkusa. Już w doliczonym czasie gry Podbeskidzie zdobyło drugą bramkę, z ostrego kąta strzelił Mójta, a litewski bramkarz Górnika popełnił błąd i sędzia Tomasz Musiał wskazał na środek boiska, a po chwili zakończył mecz. Była to pierwsza ligowa przegrana zielono-czarnych w tym roku.

W sobotę - 5 marca łęcznianie zmierzą się u siebie z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU



Podbeskidzie 2 (0)

Górnik Łęczna 0

Bramki: Szczepaniak (89.), Mójta (94.).

Podbeskidzie: Zubas - Sokołowski, Piacek, Baranowski, Mójta - Kato, Możdżeń - Kowalski (61. Tarnowski), Szczepaniak, Chmiel - Demjan (64. Stefanik).

Górnik: Barkuts - Mierzejewski, Pruchnik, Bożić, Jakubik - Bogusławski Ż, Danielewicz (79. Tymiński) - Bonin, Pitry (86. Śpiączka), Piesio (41. Marquitos) - Świerczok Ż.

Sędziował: Tomasz Musiał

Widzów: 3829.

Zdjęcie NIKE OCHRANIACZE PIŁKARSKIE MERCURIAL LITE SP0284 071 Zdjęcie Nike Ochraniacze Piłkarskie Mercurial Lite Sp0284 805 Zdjęcie Nike Ochraniacze SP0253
NIKE OCHRANIACZE PIŁKARSKIE... Nike Ochraniacze Piłkarskie... Nike Ochraniacze SP0253
Porównaj ceny » Sprawdź ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info