Sport.pl

Odważny ruch. Trener Górnika nie pękł

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Ruszyła piłkarska ekstraklasa. Początek rozgrywek to zwykle gorący okres, bo wprawdzie zawodnicy już grają, ale na transferowej giełdzie ruch jeszcze trwa. Niby wszystko, co dotyczy spraw personalnych jest już jasne, ci którzy mieli się wzmocnić, już to zrobili, niepotrzebnych graczy się pozbyli, choć nie można wykluczyć, że za dobre pieniądze zgodzą się jeszcze na pewne roszady, bo jak są kupcy, to trzeba handlować, a na nadmiar gotówki w polskim futbolu nikt nie narzeka.

Zmiany, które zaszły w składach drużyn, nie ominęły także Górnika Łęczna. Do zespołu doszło sześciu graczy, a odeszło dwóch. W pierwszym tegorocznym spotkaniu łęcznianie stanęli przed nie lada wyzwaniem, bo zmierzyli się przed własną publicznością z liderem - Piastem Gliwice. Przyznam, że przed potyczką byłem bardzo ciekawy jak trener Jurij Szatałow zestawi pierwszą jedenastkę - i muszę powiedzieć, że mnie zaskoczył, bo w takim meczu wystawił aż czterech debiutantów. Tym samym szkoleniowiec wykazał się olbrzymią odwagą, bo przecież gdyby coś poszło nie tak, to wszyscy odsądzaliby go od czci i wiary. Myślę jednak, że cały sztab szkoleniowy miał doskonałe rozeznanie na co tych graczy stać, bo żaden z nich nie zawiódł, a przecież trzech z nich - mam tu na myśli bramkarza Dziugasa Bartkusa, obrońcę Damiana Jakubika i pomocnika Łukasza Bogusławskiego po raz pierwszy zagrało nie tylko w klubie z Łęcznej, ale w ogóle w ekstraklasie. Ostatecznie mecz z Piastem zakończył się bezbramkowym remisem, którzy Ślązacy mogą uznać za spory sukces, bo zdecydowanie bliżsi zwycięstwa byli łęcznianie. Jak mówi stare porzekadło "jedna jaskółka nie czyni wiosny" i zobaczymy, jak to będzie w następnych spotkaniach. Kolejny sprawdzian już w poniedziałek, kiedy to przyjdzie im się zmierzyć w Krakowie z Wisłą. Ja po pierwszym meczu jestem optymistą i wierzę, że spod Wawelu Górnik bez punktów nie wróci.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU