Gorący przełom roku. Wszystko w naszych rękach

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Sportowe życie nie znosi próżni. W ostatnim miesiącu kończącego się roku olbrzymie emocje zafundowały nam piłkarki ręczne, które po raz drugi z rzędu zostały czwartym zespołem świata i awansowały do turnieju kwalifikacyjnego do Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Grały w nim cztery zawodniczki MKS Selgros Lublin. Czy Polki pojadą do Brazylii? Wierzę, że tak, ale wszystko okaże się w marcu. Niestety nadzieje na to, że impreza ta odbędzie się w naszym kraju szybko legły w gruzach, bo władze IHF zadecydowały, że organizatorem turnieju będzie jednak Rosja, którą notabene w tych mistrzostwach ograliśmy. Cóż... nie mamy siły przebicia we władzach światowego handballu, a biednemu zawsze wiatr w oczy...

Zakończyliśmy rok piłką ręczną i praktycznie nią także zaczniemy, z tym że w wydaniu męskim. Już w połowie stycznia rozpoczynają się mistrzostwa Europy, których gospodarzem będzie Polska. Biało-czerwoni są aktualnymi brązowymi medalistami mistrzostw świata i zaliczają się do faworytów tej imprezy. Z pewnością będą mieli na parkiecie ósmego zawodnika w postaci dopingu własnej publiczności, ale zagrają także pod olbrzymią presją. Mam nadzieję, że ją wytrzymają. Na razie trwają przygotowania, a trener Michael Biegler powołał na nie czterech graczy puławskich Azotów. Trzech brązowych medalistów z Kataru: Przemysława Krajewskiego, Piotra Masłowskiego, Roberta Orzechowskiego oraz Rafała Przybylskiego. Trudno powiedzieć, czy wszyscy w Euro wystąpią, ale ponieważ jest to okres składania życzeń, więc każdemu z nich życzę, aby znalazł uznanie w oczach selekcjonera. A propos presji, to szczypiorniści mogą wziąć przykład z siatkarzy, którzy przed rokiem wywalczyli u siebie złoto mistrzostw świata. Oni zresztą też na początku stycznia rozpoczynają w Berlinie batalię o wyjazd do Rio. Szkoda tylko, że kadrze nie mamy zawodników z naszego regionu. Ciągle nie możemy się doczekać następców złotych medalistów olimpijskich z Montrealu - Tomasza Wójtowicza i Lecha Łaski, ale ja nadziei nie tracę i myślę, że sympatycy siatkówki z Lubelszczyzny również.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU