Górnik na kursie do strefy spadkowej. Wrocław niezdobyty

Kolejne dwie szybko stracone bramki i zgubione kolejne punkty. Górnik Łęczna nie potrafi wygrać meczu od sześciu kolejek. Teraz na przeszkodzie stanął im ostatni w tabeli Śląsk Wrocław
Obie ekipy zmagają się ze sporym kryzysem. Górnik Łęczna w ostatnich pięciu spotkaniach zdobył zaledwie jedno oczko, a Śląsk Wrocław zajmował przed meczem ostatnie miejsce w tabeli. Ostatnie zwycięstwo wrocławianie odnieśli 12 września. Dlatego władze klubu zdecydowały się zmienić trenera i na ławce zasiadł Romuald Szukiełowicz. Swój pobyt w klubie zaczął nietypowo, czyli od bardzo mocnej krytyki swoich zawodników. - Nie zauważyłem żadnego wojownika w tym zespole - mówił przed meczem.

Natomiast trener Górnika wyrywał sobie włosy z głowy na samą myśl o postawie w defensywie swoich piłkarzy. Szczególnie w pierwszych połowach spotkań czy to z Legią Warszawa czy z Pogonią Szczecin obroną zielono-czarnych nie stanowiła monolitu.

Szatałow zdecydował się jednak tylko na jedną zmianę w szeregach defensywnych i zamiast Lukasa Bielaka postawił na Jana Bednarka. Uspokoić grę miał także Velijko Nikitović, który po kilku meczach przerwy wrócił do składu.

Godny ligi tylko początek

Wszystko co najciekawsze w tym meczu obejrzeliśmy w pierwszych 17 minutach. Gospodarze na gola zamienili już pierwszą groźną akcję. Dośrodkowywał Paweł Zieliński, a pięknym strzałem głową bramkę zdobył Brazylijczyk Dudu. Nie minęła jednak jeszcze minuta, a na tablicy wyników widniał remis. Spory błąd popełnił bramkarz Śląska Jakub Wrąbel, który nie zdołał wybić piłki po dośrodkowaniu z lewej strony Leandro. Do piłki dopadł Jakub Świerczok i umieścił ją w siatce. Po kilku minutach przestoju do walki znowu poderwali się zawodnicy Szukiełowicza, którzy chcieli chyba udowodnić swojemu nowemu przełożonemu, że mają w sobie gen wojowników. W 17 minucie Flavio Paixao i Kamil Biliński w dwójkę rozklepali defensywę Górnika. Akcję rozpoczął wychowanek Śląska. Zagrał na prawą stronę do Portugalczyka, ten momentalnie odegrał do swojego kolegi. Biliński wpadł w pole karne mijając dwóch rywali i płaskim strzałem pokonał bezradnego Prusaka. Do końca pierwszej połowy długimi minutami na boisku niewiele się działo. Górnik miał swoje szanse, ale w dogodnej pozycji spudłował Grzegorz Bonin, a jego imiennik Piesio z rzutu wolnego trafił prosto w mur.

Strefa spadkowa bliżej

Po przerwie to goście byli zdecydowanie częściej przy piłce. Defensywa Śląska grała jednak dość pewnie i tylko z rzadka pozwalali wbiegać Górnikom w swoje pole karne. Gospodarze próbowali natomiast szybkich kontr i w 60. minucie Biliński znalazł się oko w oko z Prusakiem, ale przegrał rywalizację z bramkarzem z Łęcznej. Górnik próbował strzałów z dystansu. Najbliżej szczęścia był Tomasz Nowak, który w trakcie drugiej połowy zastąpił Nikitovicia.

Szósty mecz bez zwycięstwa znacznie przybliżył zielono-czarnych do strefy spadkowej. Śląsk, który jest po zwycięstwie przed ostatni traci do nich zaledwie trzy oczka.

Śląsk Wrocław 2 (2)
Górnik Łęczna1 (1)
Bramki: Dudu (6.), Biliński (17) - Świerczok (7.).

Śląsk Wroclaw: Wrąbel, Zieliński, Celeban, Kokoszka, Dudu Ż, Ostrowski (Kaczmarek 71.), Hołota, Hateley Ż, Dankowski, Paixao, Biliński (81. Grajciar).

Górnik Łęczna: Prusak, Leandro (63.Paweł Sasin Ż), Szmatiuk Ż, Bednarek, Mierzejewski, Pruchnik, Nikitović (71. Nowak Ż), Piesio, Pitry (71. Śpiączka ), Bonin, Świerczok.

Widzów: 4282

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków).