Górnik walczył z mistrzem. Nadzieję odebrał Pruchnik [ZDJĘCIA]

Długimi fragmentami meczu to Górnik Łęczna grał lepiej od mistrzów Polski. Lech był lepszy tylko w jednym aspekcie. Za to najważniejszym, czyli w skuteczności. Piłkarze Szatałowa szczególnie w pierwszej połowie marnowali sytuacje na potęgę. Marzenia o remisie odebrała im czerwona kartka Radosława Pruchnika
Obaj trenerzy zamieszali w składach swoich drużyn. Jurij Szatałow ze zmian musiał skorzystać, bo zagrać z różnych przyczyn nie mogło trzech zawodników (Jan Bednarek, Łukasz Tymiński oraz Łukasz Mierzejewski). Do ostatnich chwil na rozgrzewce ważyły się losy lidera linii defensywnej - Tomislava Bożicia. Chorwat ostatecznie wybiegł w podstawowej jedenastce.

Natomiast Jan Urban z rotacji korzysta, bo przychodząc do Lecha zapowiedział, że będzie wykorzystywał szeroką kadrę. Na mecz z Górnikiem szkoleniowiec dokonał pięciu zmian w składzie Lecha Poznań w porównaniu do ostatniego meczu z Fiorentiną. Do składu wrócili Kebba Ceesay, Paulus Arajuuri i Barry Douglas. W pomocy zagrali od pierwszych minut za to Maciej Gajos oraz Gergo Lovrencsics.

Już w piątej minucie okazało się, że Urban miał nosa, bo tych dwóch ostatnich przyczyniło się do tego, że Lech objął prowadzenie. Lovrencsics dostał podanie w polu karnym po długim przerzucie z lewej strony boiska Szymona Pawłowskiego. Węgier ładnie przyjął piłkę i zagrał górą do Gajosa, a ten głową strzelił tuż przy słupku. Silvio Rodić nawet nie interweniował.

W piłce trzeba strzelać

Poznaniacy w kolejnych minutach nie rzucili się na gości, aby szybko rozstrzygnąć mecz. Grali spokojnie jakby mieli w głowach to, że choć z Górnikiem na własnym stadionie nie przegrywają, ale trzy ostatnie mecze u siebie wygrywali zaledwie 1:0 i to po bardzo trudnych meczach.

Co więcej z każdą minutą gry to drużyna z Lubelszczyzny przejmowała inicjatywę. Główną ich bronią były oczywiście szybkie kontry. Po jednej z nich bliski szczęścia był Tomasz Nowak, ale jego uderzenie zablokował ofiarnym wślizgiem Karol Linetty. W 30. minucie po kolejnych firmowym już kontrataku Grzegorz Piesio nieczysto trafił w piłkę po kapitalnym podaniu innego Grzegorza - Bonina. To powinna być bramka, ale Górnik nie rezygnował, bo już po kilku minutach przed szansą stanął Leandro, a po chwili sytuację sam na sam spartaczył Bartosz Śpiączka.

Po przerwie mistrzowie Polski nadal grali z dużym respektem dla zielono-czarnych i cofnęli się na własną połowę dając rozgrywać akcję piłkarzom Szatałowa. Tym razem to Lech szukał szans w kontrach. W 56. min. bliski szczęścia był Lovrencsics, który zza pola karnego strzelił minimalnie obok słupka. Była to pierwsza okazja Kolejorza od piątej minuty, gdy zdobył gola.

Mistrz punktuje

Obraz gry zmieniła nieodpowiedzialna decyzja Radosława Pruchnika. Pomocnik Górnika miał już na swoim koncie żółtą kartkę, ale mimo tego zdecydował się na taktyczny faul na środku boiska. Goście przez pół godziny musieli grać w osłabieniu. Lech skorzystał z tego już po kilku minutach. Gajos na spółkę z Linettym rozklepali obronę Górnika i były gracz Jagiellonii zdobył swoją drugą bramkę w meczu. Nie bez winy w tej sytuacji był bramkarz Górnika. Rodić miał już piłkę na rękawicy, ale zachował się dość nieporadnie. Poznaniacy grali już kompletnie bez presji co przynosiło im kolejne okazje. Na dziesięć minut przed końcem piłka trafiła do Kebby Ceesaya, a ten dośrodkował przed bramkę i Linetty z bliska wepchnął ją do siatki.

To co Górnicy powinni zrobić w pierwszej połowie udało im się dopiero w ostatniej minucie gry. Nowak przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów i idealnie wyłożył ją Leandro. Brazylijczyk bez problemu zdobył honorowego gola



Lech Poznań3(1)
Górnik Łęczna1(0)
Bramki: Gajos (5.,71.), Linetty (81.) - Leandro (89.)

Lech Poznań: Burić, Ceesay, Kamiński, Arajuuri, Douglas, Linetty, Trałka Ż (46. Tetteh), Lovrencsics (77. Formella), Gajos, Pawłowski, Hamalainen (72. Thomalla).

Górnik Łęczna: Rodić, Leandro, Bielak, Bożić, Sasin (83. Kalinowski), Pruchnik Ż/CZ (62.), Szmatiuk (75. Pitry), Piesio Ż, Nowak, Bonin, Śpiączka.

Sędziował: Szymon Marciniak (Warszawa).

Widzów: 23197