Sport.pl

Przychodzi kres na kres. Pamięć jednak żyć musi

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą/ zostaną po nich buty i telefon głuchy" - to początek pięknego wiersza ks. Jana Twardowskiego, który znakomicie wpisuje się w klimat nadchodzących dni. Mam tu na myśli Święto Zmarłych. To czas przemyśleń, a nawet pewnego rodzaju rozliczeń, co dla tych, których nie ma już pośród nas zrobiliśmy, a czego - mimo że mogliśmy - nie. Często mamy wyrzuty sumienia, że odłożyliśmy coś na później i po prostu nie zdążyliśmy. Jednocześnie jesteśmy świadomi, że taki sam los czeka każdego, bo przecież nikt z nas nie zna dnia ani godziny.

Jak wiadomo, czas jest zasobem nieodnawialnym i cofnąć się go nie da, ale zawsze - i na szczęście - pozostaje jeszcze pamięć. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że w moim przypadku jej pojemność musi stale się zwiększać, bo tych którzy odeszli jest coraz więcej. Szczególnie boli, jeśli ktoś rozstaje się z ziemskim padołem w sile wieku. W sporcie, podobnie zresztą jak w innych dziedzinach życia, też stale tracimy - jeszcze niedawno biegali po murawie, czy prowadzili zespoły, a już mówimy o nich w czasie przeszłym. W ostatnich dniach pożegnaliśmy świetnego piłkarza, byłego gracza mi.in. stołecznej Legii, Motoru Lublin i Lublinianki Mieczysława Pisza, który po tragicznym wypadku samochodowym walczył jeszcze jakiś czas o życie, niestety, tę batalię przegrał. Nie poprowadzi już koszykarzy trener Krzysztof Ziemoląg. Odszedł też na ten lepszy ze światów dawny żużlowiec Stanisław Nocek. Piszę tu o tych bardziej znanych, ale żegnamy co roku także wielu innych sportowców, trenerów i działaczy mniej popularnych, którzy nie trafiają na pierwsze strony gazet, czy do telewizyjnych programów, ale bez nich sport istnieć by nie mógł. O nich też należy pamiętać. I niestety - choć to bardzo trudne trzeba się z tym, że ich już z nami nie ma, pogodzić. Taka jest kolej rzeczy. Na śmierć nie można się jednak obrażać, bo jak śpiewa zespół Perfect "Wszystko ma swój czas i przychodzi kres na kres"...

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU