Co łączy Szkołę Mistrzostwa Sportowego i elektronikę?

- Sport i nauka muszą iść w parze. Aktywnej osobie zdobywanie wiedzy przychodzi zdecydowanie łatwiej - tłumaczy Elżbieta Hanc, dyrektorka Zespołu Szkół Elektronicznych im. Obrońców Lublina 1939. Przy ul. Wojciechowskiej utworzono w tym roku pierwszą na Lubelszczyźnie Szkołę Mistrzostwa Sportowego. Za zadanie ma wychować przyszłych mistrzów pływania, lekkiej atletyki a także szybownictwa.
Zespół Szkół Elektronicznych im. Obrońców Lublina 1939 roku to jedna z najlepszych szkół ponadgimnazjalnych w Lublinie. Technikum Elektroniczne, które wchodzi w skład zespołu, od lat plasuje się w czołówce rankingu Perspektyw. W ostatnim badaniu szkoła zajęła miejsce tuż za podium.

Od tego roku szkolnego placówka przy współpracy z gminą Lublin, Lubelskim Okręgowym Związkiem Pływackim i Lubelskim Okręgowym Związkiem Lekkoatletyki utworzyła Szkołę Mistrzostwa Sportowego (formalnie X LO). Jest to pierwszy SMS na terenie Lubelszczyzny. Wyspecjalizowane szkoły powstały na przestrzeni ostatnich lat w wielu miastach Polski, jak choćby w Olsztynie, Oświęcimiu czy Ostrowcu Świętokrzyskim. - Wstydem byłoby nie wykorzystać tak wspaniałej bazy, jaką mamy przy ul. Wojciechowskiej. Uczniowie mają do dyspozycji m.in. stadion lekkoatletyczny, korty tenisowe, a także szereg boisk do gier zespołowych. Co ważne, przy szkole działa też bursa. Ale to nie wszystko. Możemy pochwalić się też jedyną po wschodniej stronie Wisły halą lekkoatletyczną z bieżnią o długości 110 metrów - opisuje Elżbieta Hanc, dyrektorka Zespołu Szkół.

W tym roku szkolnym uruchomiono dwie klasy: lekkoatletyczną, w której plan zajęć przewiduje 16 dodatkowych godzin sportowych i pływacką (aż 30 godzin na basenie), a w przyszłym roku możliwe jest utworzenie klasy szybowcowej. Uczęszcza do niej odpowiednio 18 i 17 osób. Pływacy najprawdopodobniej już od października będą korzystali z obiektów Aqua Lublin. Na razie trenują przy ul. Łabędziej. - Na pewno zarówno młodzieży, trenerom i nauczycielom pozostałych przedmiotów łatwiej jest funkcjonować, gdy wszyscy "sportowcy" są zgrupowani w jednym oddziale niż gdy uczniowie porozrzucani są po kilku szkołach. Wtedy nauczyciel ma trudności z dopasowaniem się do dwóch czy trzech osób, które uprawiają sport. Odbija się to na nauce. W klasie typowo sportowej jest łatwiej. Nauczyciele ustawiają program zajęć pod przygotowania do zawodów. Czasami jest tak, że w danym miesiącu tych zajęć edukacyjnych jest trochę mniej, a nadrabiamy w bardziej przyjaznym dla sportowców terminie - tłumaczy Hanc i zarazem chwali podejście do zdobywania wiedzy uczniów SMS. - To jest zdolna, nie tylko sportowo, młodzież. Zdecydowana większość z nich osiąga co najmniej dobre wyniki w nauce. Z resztą nauczyciel też ma łatwiej, gdy dydaktyczną część swojej pracy kieruje do 18 osób, a nie do 32. Ma więcej czasu, żeby skupić się na poszczególnych uczniach - zaznacza dyrektorka.

Oczywiście nie każdy chętny może dostać się do SMS. W procesie rekrutacji bardzo ważne są wyniki testu sprawnościowego, ale nie tylko. Liczą się też już zdobyte umiejętności i wyniki w zawodach młodzieżowych. Nad całym procesem czuwa kadra trenerska, która we współpracy ze szkołami gimnazjalnymi monitoruje młodzież z terenu Lubelszczyzny. - Nasza praca nie miałaby sensu bez doświadczonej i sprawdzonej kadry instruktorów. W klasie pływackiej są to Piotr Kasperek i Andrzej Świtkowski, a w klasie lekkoatletycznej Iwona Lipińska-Milaniuk i Leszek Migda - mówi Elżbieta Hanc. Świtkowski doprowadził swojego syna Jana do międzynarodowych sukcesów włącznie z brązowym medalem ostatnich mistrzostw świata w Kazaniu.

SMS przy ul. Wojciechowskiej to niejako powrót do przeszłości. Sportowe tradycje Zespołu Szkół Elektronicznych sięgają roku 1970, kiedy to Kuratorium Oświaty i Wychowania w Lublinie powołało klasę sportową o profilu lekkoatletycznym, a na terenie obiektu rozpoczęto budowę bazy sportowej. - Wychowaliśmy wielu wspaniałych sportowców. Żeby nikogo nie pominąć, wymienię tylko olimpijki: Małgorzatę Gajewską-Dunecką [400 m i sztafeta 4x400 m na igrzyskach w Moskwie - 1980 r. - przyp. red.], Ewę Rybak-Pisiewicz [sztafeta 4x100 m na igrzyskach w Seulu 1988 - przyp. red.] oraz Beatę Drózd-Hołub [skok wzwyż w Barcelonie 1992 - przyp. red.] - wspomina Hanc i dodaje: - Cieszę się, że wracamy do korzeni. Przecież sport i nauka muszą iść w parze. Aktywnej osobie zdobywanie wiedzy przychodzi zdecydowanie łatwiej.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU