Gorzka żużlowa pigułka. Motor się zatarł na dobre

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Historia lubi się powtarzać, szczególnie w lubelskim żużlu. Od kilku lat trwa huśtawka - najpierw pojadą czy nie pojadą, a jak już wyjdą spod taśmy, to czy dojadą do końca sezonu. I tak w koło Wojtek.

Przed tegorocznymi rozgrywkami tradycji stało się zadość i znów nie było wiadomo, co i jak, a przez długi czas nikt nie wiedział, w jakiej zespół, który wrócił do historycznej nazwy Motor, wystartuje lidze, bo wiele klubów, w tym także lublinianie, nie spełniało wymogów licencyjnych, oczywiście z powodu zadłużeń. Ostatecznie zespół znad Bystrzycy, który był spadkowiczem z I ligi, dostał licencję nadzorowaną i pojechał w karłowatej, bo liczącej zaledwie pięć drużyn PLŻ 2, czyli na trzecim poziomie rozgrywek.

Niestety i tu przyjdzie mu przełknąć gorzką pigułkę. Wszystko z powodu porażki walkowerem z Polonią Piła w fazie play-off, i to u siebie. Przyczyną było nieprzygotowanie toru. Goście twierdzą, że to było ukartowane, bo lublinianie liczyli, że sędzia przełoży spotkanie na następny dzień, a wtedy mógłby w drużynie Motoru pojechać Sam Masters, który w niedzielę wystartować nie mógł. Z kolei działacze lubelscy dowodzą, że to nieprawda i po prostu przegrali z pogodą.

Arbiter zadecydował, że pilanie otrzymają walkowera, czyli 40:0. To praktycznie pogrzebało szanse na finał, ale na tym nie koniec, bo przyjdzie Motorowi zapłacić jeszcze 50 tys. zł kary i 25 tys. zł Polonii za zwrot kosztów. To dla zadłużonego klubu katastrofa i jeśli złożone odwołanie nie przyniesie skutku, przynajmniej jeśli chodzi o karę finansową, to lubelski żużel znowu może zniknąć ze sportowej mapy Polski.

A swoją drogą - o ile mnie pamięć nie myli, będzie to druga taka porażka w historii lubelskiego żużla. W 1992 roku Motor przegrał tak w Tarnowie z Unią. Na własne życzenie, a poszło o to, że zawodnik gospodarzy Simon Wigg zapomniał oryginalnej licencji, a kserokopii lublinianie nie chcieli uznać - myśleli, że dostaną walkowera i odmówili występu. Takich wątpliwości nie miał arbiter i walkower był, ale w odwrotną stronę. Można więc powiedzieć, że chytry dwa razy traci.

Natomiast do tego, co się działo w kończącym się sezonie, wrócę po "rewanżu" w Pile.



DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU