Michał Kubisztal: Z Zabrzem mam do wyrównania rachunki

JAKUB ORZECHOWSKI

Przed tym sezonem do Azotów Puławy z Górnika Zabrze przyszło trzech graczy. W najgorszej atmosferze odszedł ze śląskiego klubu Michał Kubisztal, były reprezentant Polski. - Musiałem sam sobie sfinansować operację i rehabilitację. Potem powiedzieli, że jestem im niepotrzebny i nie wypłacili kontraktu - z żalem wspomina nowy nabytek Azotów.
Michał Kubisztal urodził się w Tarnowie. Jest wychowankiem tamtejszego Pałacu. Po latach jego karierę można scharakteryzować krótko: niezaprzeczalna gwiazda ligi. - Gwiazdy są na niebie. Ja jestem tylko człowiekiem - mówi.

Z Pałacu odszedł do Unii Tarnów, z której trafił do Śląska Wrocław. W barwach śląskiego zespołu trzykrotnie zdobywał brązowy medal mistrzostw Polski. W 2003 roku Kubisztal przeniósł się do Zagłębia Lubin, w barwach którego występował do grudnia 2007, będąc trzykrotnym królem strzelców polskiej ekstraklasy (w sumie koronę najskuteczniejszego snajpera zakładał cztery razy - ostatnio przed dwoma sezonami, podczas gry w Górniku Zabrze). Z lubińskim zespołem "Kubeł" zdobył również srebrny i brązowy medal mistrzostw Polski, a w 2007 wywalczył jedyne w swojej karierze złoto. W grudniu 2007 roku Michał podpisał kontrakt z zespołem Füchse Berlin, w którym występował przez cztery lata. - Teraz, jak porównuje obie ligi, to polska robi ciągły postęp i ta różnica pomału maleje. Niemcy mają swoje problemy, są w fazie odmładzania, a kilka zespołów ma problemy finansowe. Marketingowo dzielą nas jednak lata świetlne. Mamy wiele do nauczenia się i zrobienia w porównaniu z Bundesligą. Tam mecz nie zaczyna się na 15 minut przed gwizdkiem. Show startuje na godzinę - półtorej przed - opowiada zawodnik.

Zabrze niepoważne

Po powrocie z Niemiec na dwa lata związał się z Wisłą Płock i na jego konto wpadły dwa kolejne srebra. Potem przyszedł czas na Górnika Zabrze i dorzucenie kolejnego brązu. - W Zabrzu początek był bardzo dobry. Wszystko się zepsuło w poprzednim sezonie. Miałem poważną kontuzję kręgosłupa. Musiałem przejść operację. Klub zostawił mnie na lodzie. Za leczenie i rehabilitacje musiałem zapłacić sam. Potem usłyszałem, że nie jestem potrzebny zespołowi i przestano mi płacić. Prezes Kmiecik miał cyrograf w ręku. Nie mogłem się wypowiadać, bo działałbym na szkodę klubu. Teraz już jestem z tego uwolniony. Rozstaliśmy się w bardzo złej atmosferze. Chciałem dojść do porozumienia, ale w Zabrzu chyba zabrakło spokojnej głowy. Sprawa moich zaległości toczy się już innym trybem, ale teraz czas na wyrównanie rachunków na parkiecie - komentuje "Kubeł".

Lider niemalowany

Prezes Jerzy Witaszek od początku przekonywał, że Kubisztal ma przyjść do Puław po to, żeby z miejsca stać się liderem grupy. W szatni i na boisku. - Fajnie jest się samemu ogłosić liderem. Mogę wstać i powiedzieć: "Tak będę liderem, będę zapierdzielał". Takich zawodników tak naprawdę kreuje reszta zespołu i jest nim ten, komu ufa drużyna. Muszę na to zapracować, żeby koledzy nie wahali się dograć mi piłki w decydujących momentach. Takich samozwańczych liderów znam setki i oni szybko spadali z piedestału. Spotkajmy się w styczniu i wtedy porozmawiamy, czy zespół wykreował mnie na swojego szefa - stanowczo podkreśla Kubisztal.

Rozgrywający przekonuje, że jeszcze sam nie wie, na co go stać po kontuzji. Choć już czuje się całkiem nieźle, to każdy mecz ma być dla niego walką o powrót do optymalnej dyspozycji. Wie też, że nawet w pełni zdrowy nie będzie pewniakiem do gry w pierwszej "siódemce". - Rywalizacja jest spora. My nowi nie zamierzamy się przyglądać, jak grają ci, którzy są tu dłużej, a oni nie zamierzają nam za piękny uśmiech oddać miejsca w składzie. Będzie ciekawie, ale sportowa rywalizacja nigdy nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Najważniejsze, że nie ma pomiędzy nami podziałów - zaznacza.

Rozmowa niedokończona

W bogatej karierze Kubisztala jest jedna rysa. Nie zdobył żadnego medalu z reprezentacją. Z gry w kadrze zrezygnował po zajęciu 6. miejsca na ME 2014 w Danii. - Podjąłem taką decyzję po rozmowach z żoną Sabiną [też grała w ręczną - była bramkarką- przyp. red]. Mamy dwie córki. Parę rzeczy z ich dorastania mi uciekło. Teraz chcę być cały czas przy nich. Patrzeć, jak uczą się nowych rzeczy. Pomagać - zapewnia.

Polska kadra ma jednak problemy. Na zbliżających się styczniowych ME w Polsce nie zagrają Bartłomiej Jaszka oraz Mariusz Jurkiewicz. Co jeśli trener Michael Biegler jednak wybierze numer "Kubła"? - To sobie bardzo miło porozmawiamy, bo się lubimy i cenimy - śmieje się zawodnik i dodaje: - To nie jest tak, że się zawziąłem i powiedziałem, że nigdy już nie zagram w reprezentacji. Musiałbym usiąść z trenerem i ustalić zasady. Nie interesuje mnie odcinanie kuponów i gra za zasługi. Najpierw w ogóle musiałbym udowodnić w lidze, że zasługuje na powołanie. Choć na pewno gdzieś z tyłu głowy kusi zakończenie kariery na fantastycznym turnieju w Polsce.

Zobacz także
  • Niespodzianka na początek. MKS Selgros bez zwycięstwa
  • Piłkarze Lublinianki (w czerwonych spodenkach) w tym sezonie są niepokonani Arena Lublin musi być twierdzą. Lublinianka gra z Polonią
  • Azoty Puławy - Pogoń Szczecin 41:29 Z pokorą, ale i poczuciem swojej siły. Azoty ruszają do boju