Ryszard Skutnik: Trzeba wyjść i się bić

Po zdobyciu medalu puławska hala miała zostać nazwana ?Skuter Arena?. Neonu z pseudonimem trenera jeszcze jednak nie ma, ale trener Ryszard Skutnik nie zamierza odpuszczać. - Bierzesz kasę i masz zapierniczać - mówi szkoleniowiec
Michał Jackowski, Wiesław Pawłat: To zdecydowanie inna kadra niż w poprzednim sezonie. Większe wyzwanie dla trenera?

Ryszard Skutnik: Pozmieniał się ten skład i jeszcze nie wszystko jest dotarte. Na razie robimy błędy seriami, ale zwrócimy na to uwagę. Musimy szybciej grać, ale nowi zawodnicy jeszcze nie w pełni rozumieją nasz system gry. Na każdej pozycji jest rywalizacja. Mamy trzech bramkarzy, którzy muszą dać nam pewność i nieco więcej jakości niż w poprzednich rozgrywkach. Pewniaków też jest kilku. Oba skrzydła czy Nikola Prce na lewym rozegraniu. Doszedł też do zdrowia Piotrek Masłowski. Wydawało mi się, że będzie mu ciężko tak szybko wrócić do formy, ale jest w porządku. Oczywiście ma parę mankamentów jak na środkowego rozgrywającego, ale popracujemy na tym. Na zmiany mamy Bartka Kowalczyka. Liczę, że prawa połówka też się w końcu obudzi. Nikt nie dostanie jednak ode mnie nic za darmo. Ważne, żeby była walka. O to jednak jestem spokojny. To ambitne chłopaki.

Zawodnicy po cichu mówią, że mocno dostali w kość...

- To jeszcze nie były te obciążenia, które zwykle robię. Ale to mój pierwszy letni okres przygotowawczy w Azotach, więc nie mogłem przedobrzyć, bo by tego nie wytrzymali. Ale i tak trochę sobie popracowaliśmy...

Brak zgrupowania nie przeszkodził?

- Od początku nie chciałem się ruszać. Prezes trochę namawiał, ale powiedziałem, że to bez sensu. Można było jechać tradycyjnie do Zakopanego, ale przecież teraz już się nie biega tak jak kiedyś. Zresztą znają trasy i by sobie skracali. Normalna obronna reakcja organizmu. A czy zgrupowanie pomogłoby w aklimatyzacji nowych zawodników? To nie są małe dzieci. Oni mają tu przyjść i grać swoje. Bierzesz kasę i masz zapierniczać. Dobry wszędzie znajdzie swoje miejsce.

Jak ocenia pan sparingi?

- Na turniejach wyglądało to nieźle. Każda drużyna w końcówce z nami siada, a my jedziemy dalej. Nie ma jeszcze szybkości, ale wytrzymałości nie brakuje. Trochę za mało w nas agresji w obronie i ataku. Może zawodnicy jeszcze się boją i nie chcą zaryzykować kontuzji.

Wielu kibicom marzy się zburzenie duopolu Vive i Wisły. Dacie radę?

- Liga będzie ciężka, bo wszyscy się zbroją. Gramy co trzy dni. Najważniejsze będzie to, żeby dobrze zacząć. Wygrać dwa mecze u siebie i pojechać na spokojnie do Płocka. Najgorzej jest, jak się spapra początek, później idzie wtedy jak krew z nosa. Musimy zachować pokorę, choć zdajemy sobie sprawę z naszej siły. Jak będziemy ciężko pracować, wyniki same przyjdą.

Puchary wzbudzają emocję?

- Na pewno widać po chłopakach, że ich strasznie nakręcają. Jesteśmy w takim miejscu, że musimy liczyć na szczęście w losowaniu. Pokonamy jednego rywala i jesteśmy w fazie grupowej. To byłby olbrzymi sukces. Myślę, że do rywalizacji w pucharach dotrzemy się i jeśli nie trafimy na jakiegoś wielkiego tuza, to damy sobie radę. To będzie wielka atrakcja. Mamy nadzieję, że spełnimy swoje marzenia, bo bez tego sport nie ma sensu.

Największy ból głowy trenera Skutnika?

- Zdecydowanie pozycja obrotowego. Chciałem zdecydowanie postawić na Grzelaka, ale mało brał udział w przygotowaniach. Bez przerwy coś go boli. Nie ma bazy, bo późno zaczął przygodę ze sportem. A na jego pozycji trzeba wejść i bić się. Możemy mieć ścianę w obronie Prce, Przybylski i właśnie Grzelak. Tylko musi być zdrowy. Do tego mam nie ogranych Antolaka i Petrovskyego.

W trakcie rozgrywek będzie przerwa na ME. W poprzednim sezonie była ona dla Azotów zbawienna. Wiele rzeczy udało się wtedy naprawić.

- Cieszę się, że na turniej pojadą tylko Polacy i Rosjanin Vadim Bogdanov. W tamtym roku w styczniu wykonaliśmy kawał dobrej roboty i pewnie w tym roku zrobimy podobnie. Jasne, że nasi obcokrajowcy pewnie żałują, że nie zagrają w tym turnieju, bo to ogromny prestiż. Ale dla klubu to lepsze rozwiązanie.

* Więcej materiałów o Azotach Puławy w piątkowym (4.09) dodatku Gazety Wyborczej