Klub Sobiecha w finale Lotto Cup. Nudy na Arenie Lublin

Hannover 96 został drugim finalistą Lotto Lubelskie Cup. Spotkanie z AS Monaco było jednak nudne i bezbarwne. Poziomem niewiele odbiegające od spotkań Motoru czy Lublinianki, które na co dzień występują na Arenie Lublin. W finale na niemiecką ekipę czeka już Lechia Gdańsk.
Przyjazd AS Monaco na Lotto Lubelskie Cup był szumnie zapowiadany. W końcu w Lublinie miał zagościć ćwierćfinalista Ligi Mistrzów. Mimo że organizatorzy zapowiadali, że drużyny zobowiązały się do przyjazdu w najsilniejszych składach, niewiele z tego wyszło. Na turniej do Lublina przyjechało zaledwie kilku z nich. Na Arenie Lublin nie zagrali m.in. Subasić, Carvalho, Fabinho, Abdennour, Moutinho, Carasco oraz Matheus. Zamiast nich lubelskiej publiczności zaprezentowało się kilkunastu graczy rezerw.

Niewiele lepiej było, jeśli chodzi o Hannover 96. Trzynasty zespół ostatniego sezonu Bundesligi przyjechał bez kilku swoich podstawowych zawodników. Ron Robert Zieler, Leonardo Bittencour i Hiroshi Kiyotake, Hiroki Sakai, Salif Sane czy Miiko Albonroz zostali w Niemczech.

Zawiedziona takim obrotem spraw była jednak nieliczna grupa widzów. Na Arenę Lublin na drugi półfinał Lotto Lubelskie Cup przybyło ok. 4 tysięcy ludzi. To i tak nieco więcej niż na pierwszym meczu, w którym Lechia Gdańsk po karnych (15-14) pokonała Szachtar Donieck. Na trybunach była grupka ok. 50 kibiców z Niemiec, którzy kilkukrotnie zaintonowali parę przyśpiewek, dodając nieco kolorytu bardzo sennie prezentującej się Arenie Lublin.

Jak można było się spodziewać po składach, mecz nie był wielkim widowiskiem. Nieco lepsze wrażenie sprawiali zawodnicy z Niemiec. W pierwszej połowie dwa razy oddali strzał w światło bramki, ale Paul Nardi stanął na wysokości zadania. Publiczność tylko raz na chwilę podniosła się z miejsc po tym, jak bramkę zdobył Artur Sobiech. Gracz niemieckiego klubu jednak faulował przy oddawaniu strzału i sędzia słusznie gola nie uznał. Poza tym obie drużyny miały problem z wymianą kilku podań. Ciężko jednak było się spodziewać czegoś od zawodników na co dzień grających w rezerwach.

Druga połowa była równie słaba. W Lublinie bardziej emocjonujące mecze można obejrzeć, gdy na boisko wybiegają piłkarze Motoru czy Lublinianki. Wtedy na murawie jest przynajmniej walka i zaangażowanie. Znowu lepiej prezentowali się zawodnicy z Bundesligi. Szukali swojego szczęścia głównie ze strzałów z dystansu. Próbowali Charlison Benschop, Gulselam czy Niclas Bahn. Piłkarze z Księstwa odpowiedzieli jedną sytuacją. Sam na sam z bramkarzem znalazł się Anthony Martial, ale jego strzał w ostatniej chwili zdążył zablokować nadbiegający obrońca.

Gdy wydawało się, że nieuchronnie zbliżamy się do serii jedenastek, bramkę zdobyli zawodnicy z Hannoveru. W 82. minucie mocną, płaską wrzutką popisał się Kenan Karman, a kompletnie niepilnowany Benschop bez problemów wpakował piłkę do siatki.

Wynik meczu już nie uległ zmianie i w jutrzejszym finale niemiecka ekipa zmierzy się z Lechią Gdańsk. W finale pocieszenia AS Monaco zagra z Szachtarem Donieck.







AS Monaco0 (0)
Hannover1 (0)
AS Monaco (I połowa): Nardi - Bahamboula (35. Bennedine), Dirar, Germain, Gil, Kurzawa, Mexique, Pi, Tisserand, Toulalan, Wallace. (II połowa): Sy - Bahlouli, Bakayoko, Diarra, Echiejile, Lemar, Martial, Raggi, Thiam, Tirard (85. Mills), Toure.

Hannover 96: (I połowa): Tschauner - Hirsch, Marcelo, Felipe, Teichgraber, Andreasen, Hoffmann, Sulejmani, Ernst, Prib, Sobiech.

(II połowa): Tschauner - Radlinger, Sorg, Anton, Schulz, Schmiedebach, Gulselam, Sarenren - Bazee, Dierssen, Karaman, Benschop.