Festiwal karnych. Lechia w finale - ograła Szachtara

Niecodziennym wynikiem zakończył się pierwszy mecz turnieju Lotto Lubelski Cup pomiędzy Szachtarem Donieck i gdańską Lechią. Do finału awansował zespół polski, ale do wyłonienia zwycięzcy potrzeba aż 17 serii rzutów karnych. Niestety, na trybunach mieszczącej ponad 15 tys. osób Areny Lublin były przeraźliwe pustki.
Takiego wydarzenia z udziałem drużyn klubowych jeszcze na Arenie Lublin nie było. Przecież oprócz gdańszczan i Ukraińców w imprezie startują jeszcze AS Monaco i Hannover 96. Niestety, podczas pierwszego spotkania tłumów na stadionie nie było. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że trybuny świeciły pustkami. Trudno powiedzieć, czy fanów futbolu odstraszyła upalna pogoda, czy kibice wyjechali na akacje, czy też były inne przyczyny.

Wracając do samego meczu, to wprawdzie w składzie Ukraińców nie było już Douglasa Costy, który za 30 mln euro przeszedł do Bayernu Monachium, i Luisa Adriano; ten drugi trafił do Milanu za osiem milionów euro. Niemniej jednak nasi sąsiedzi zza wschodniej granicy wystąpili w całkiem mocnym zestawieniu z Chorwatem Darijo Srna na czele. Podobnie było z gdańszczanami. Trener Jerzy Brzęczek też wystawił silną jedenastkę, choć na przykład oprócz Sebastiana Mili, Jakuba Wawrzyniaka czy Ariela Borysiuka na boisku pojawił się 18-letni Adam Buksa.

Lejący się z nieba żar sprawił, że mecz toczył się w spacerowym tempie. Wprawdzie w pierwszej połowie więcej z gry mieli piłkarze Szachtara, ale oba zespoły praktycznie stworzyły sobie po dwie groźne sytuacje do strzelenia gola. W zespole ukraińskim bliscy pokonania Łukasza Budziłka byli Dentinho i Marlos, natomiast w drużynie gdańskiej dobre sytuacje mieli Maciej Matuszewski i Buksa, ale w obu przypadkach zabrakło im precyzji.

Po przerwie w obu zespołach zaszły olbrzymie zmiany. W Lechii na placu gry pozostali tylko Borysiuk, który jako jedyny rozegrał pełne 90 minut, i Stojan Vranjes. Natomiast pojawił się na murawie między innymi pozyskany z GKS Bełchatów Michał Mak. Nieco więcej graczy pozostawił na boisku trener Mircea Lupescu, bo piątkę. Potem jednak sukcesywnie wprowadzał kolejnych zawodników. Nadal jednak groźniejszy był Szachtar, który składnie dochodził do pola karnego, ale na wykończenie akcji zespół z Doniecka nie miał już pomysłu. W 66. minucie pierwszy - po zmianie stron - strzał na bramkę rywali oddał Bartłomiej Pawłowski, niestety niecelny. Po chwili ten sam zawodnik fatalnie zachował się po świetnym dośrodkowaniu Maka i zamiast uderzać piłkę w kierunku bramki, z sobie tylko wiadomego powodu... podał futbolówkę obrońcy Szachtara. Riposta Ukraińców była natychmiastowa, ale gdańscy defensorzy nie dali się nabrać na zagranie piętą Tarasa Stepanenki. W 79. min potężnie, ale bardzo niecelnie uderzył z rzutu wolnego Vasil Kobin, a piłka wylądowała na trybunach. Po chwili wyczyn Ukraińca powtórzył Piotr Wiśniewski. Kobin jednak nadal próbował niepokoić Marco Marica, który przed tym sezonem przyszedł do Lechii z Rapidu Wiedeń, i ten strzał z dystansu był już zdecydowanie lepszy, ale piłka poszybowała minimalnie nad poprzeczką. Tuż przed końcowym gwizdkiem w znakomitej sytuacji znalazł się Siergiej Gryń, lecz trafił wprost w bramkarza Lechii. Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem i do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były rzuty karne.

Zaczęło się dla Lechii świetnie, bo Maric obronił strzał Aleksandra Volovyka, natomiast nie pomylił się Mak i gdańszczanie prowadzili 1:0. Lechia przewodziła do czwartej serii, kiedy to strzał Pawłowskiego obronił bramkarz Ukraińców. W szóstej serii w poprzeczkę trafił Siergiej Bolbat, a golkipera Szachtara Andreya Pyatova nie pokonał Łukasz Kopka i ponownie był remis. Tak było do jedenastej serii, kiedy strzelali bramkarze - i obaj skutecznie. Remis był do 17. serii, kiedy uderzenie Volovyka obronił Maric, a zwycięstwo zapewnił gdańszczanom Tiago Valente i ostatecznie Lechia wygrała 15:14.

Tak więc w niedzielnym finale, który rozegrany zostanie o godz. 17.30, zespół z Wybrzeża zmierzy się ze zwycięzcą spotkania AS Monaco z Hannoverem 96.