Na skraju przepaści

KRÓTKA PIŁKA - Felieton Wiesława Pawłata
Wprawdzie siatkówka ma na Lubelszczyźnie olbrzymie tradycje, szczególnie męska, ale ostatnio chwalić się nie ma czym. Najlepszy nasz zespół, czyli Avia znalazł się na skraju przepaści. Na szczęście nie udało się świdniczanom zrobić dużego kroku do przodu, choć jeszcze niedawno wszystko wskazywało na to, że do tego dojdzie. Przez cały sezon klub przeżywał ogromne kłopoty finansowe, a co za tym idzie organizacyjne oraz kadrowe i z hukiem spadł z pierwszej ligi. W tej sytuacji dalsze istnienie zespołu stanęło pod olbrzymim znakiem zapytania. Udało się jednak zażegnać niebezpieczeństwo za sprawą głównego sponsora WSK "PZL-Świdnik", który postanowił wrócić do wspierania świdnickiej drużyny. Do akcji ratowania tego wielce zasłużonego dla polskiej siatkówki klubu włączyło się także miasto. Przypomnę tylko, że przed laty Avia zaliczała się najlepszych drużyn w Polsce. Stawała na podium mistrzostw kraju. W barwach tego klubu olimpijskie złoto zdobywali w Montrealu Tomasz Wójtowicz i Lech Łasko. Ten pierwszy był też mistrzem świata i znalazł się w gronie ośmiu najlepszych siatkarzy świata XX wieku. Można powiedzieć, że to klub z charakterem, bo potrafił się podnieść po tragicznych wypadkach drogowych, jakie dotknęły jego graczy - oba miały miejsce podczas powrotu ze spotkań wyjazdowych. W 1976 roku śmierć ponieśli Zdzisław Pyc i Henryk Siennicki, a w 2004 Piotr Trawczyński, Jakub Zagaja i Łukasz Jałoza. Teraz dla uczczenia ich pamięci jest rozgrywany memoriał. I będzie nadal, bo gdyby Avia upadła, to najprawdopodobniej turniej memoriałowy razem z nią. Dlatego bardzo się cieszę, że i tym razem świdniczanie nie dali się zmieść ze sportowej mapy kraju.

Muszę jednak dodać, że siatkówka w najlepszym ligowym wydaniu to nie tylko Avia. Ostatnio doszło do spotkania byłych siatkarzy AZS Lublin, którzy przed 51 laty wywalczyli awans do I ligi - dzisiejszej ekstraklasy. Drużynę prowadził i jednocześnie w niej grał Jerzy Welcz, późniejszy trener reprezentacji Polski. Występowali też w niej m.in.: Stanisław Dobosz, Marek Ogrodnik, Sławomir Gajewski, Jerzy Kędra czy Marek Żmigrodzki. Niestety, dziś o takim wyczynie można tylko pomarzyć, bo realnych widoków na grę lubelskiej drużyny choćby w I lidze nie ma żadnych.