Po 10 latach medalista mistrzostw świata przypłynął z Bahamów

Mariusz Siembida

Mariusz Siembida (JAKUB ORZECHOWSKI)

Przez wiele lat dostarczał kibicom niezwykłych emocji. Zdobywał medale na pływackich mistrzostwach świata i Europy. Startował w igrzyskach olimpijskich. Potem znikł z Polski. Teraz Mariusz Siembida powrócił do rodzinnego Lublina.
Rozmowa ze Mariuszem Siembidą*

Wiesław Pawłat: Po zakończeniu kariery sportowej wyjechałeś z kraju. Gdzie cię rzucił los?

Mariusz Siembida: Dopłynąłem, jeśli tak można to określić, na Castaway Cay. To prywatna wyspa Walta Disneya - należy do Bahamów, ale jest wynajęta na 99 lat. Pełni funkcję ekskluzywnego portu, ale tylko dla statków linii żeglugowej Disney Cruise Line. Osoby, które tam przypływają, schodzą na dzień na wyspę i trzeba im zapewnić jak najwięcej atrakcji, czyli zorganizować różnego rodzaju wycieczki, oczywiście w głównej mierze związane ze sportami wodnym, czyli z pływaniem na nartach i skuterach wodnych, kajakach, a także nurkowaniem.

A co konkretnie ty tam robiłeś?

- Mogę powiedzieć, że podczas dziesięciu lat, które tam spędziłem, przeszedłem wszystkie szczeble. Zaczynałem w 2005 roku jako ratownik, potem byłem koordynatorem, a skończyłem jako menedżer. Pełnienie tej ostatniej funkcji jest robotą bardzo wymagającą i odpowiedzialną, bo trzeba nadzorować pracę wielu ludzi, a także dbać o komfort tych, którzy Castaway Cay odwiedzają. Wszystko zaczyna się o godz. 4.45, a kończy o 22 - i tak przez cztery i pół miesiąca non stop. Potem krótki urlop i znowu to samo. Taki cykl trwa przez cały rok.

Nie czułeś się trochę jak w kieracie?

- Absolutnie nie. Świetnie się w tym odnajdywałem i zawsze będę wspominał pobyt na tej wyspie z wielkim sentymentem. Poznałem tam wielu wspaniałych ludzi z najróżniejszych zakątków świata. Pracowałem m.in. z Australijczykami, Filipińczykami, Kanadyjczykami, obywatelami Siri Lanki, a także wielu państw europejskich. Przez ten okres przewinęło się też sześcioro Polaków. Żyje się tam jak w raju, choć bywały i ciężkie chwile. Mam tu na myśli tęsknotę za najbliższymi, kłopoty w pracy, bo takie się zdarzają, ale nie tylko. Dwukrotnie przeżyłem przejście huraganu.

Co się wtedy dzieje?

- Jest to coś nieprawdopodobnego, co trudno nawet opisać. Wiatr wieje z prędkością ponad 200 km na godzinę i zmiata wszystko, co się znajduje na jego drodze. Grozę wzmagają olbrzymie fale, które wdzierają się na ląd. Podczas jednej z nawałnic zmuszony byłem wraz z 50 pracownikami spędzić sześć godzin w schronie specjalnie przygotowanym na nadejście takich kataklizmów. Z mieszkalnych bungalowów, mimo że mają one dodatkowo wzmocnione konstrukcje, niewiele zostało, a dachy fruwały w powietrzu jak latawce. Potem przez dwa tygodnie trwało usuwanie skutków zniszczeń. Drugi huragan był już nieco łagodniejszy.

Jak słyszałem, wyspę odwiedzało wielu znamienitych gości...

- To prawda. Z takich, którzy najbardziej wryli mi się w pamięć, mogę wymienić byłego świetnego tenisistę Andre Agassiego, muzyka Lenny'ego Kravitza, słynnego szkockiego kucharza Gordona Ramseya, aktorki Evę Mendes i Julię Roberts. Wprawdzie my traktowaliśmy wszystkich gości jednakowo i każdy z nich był najważniejszy, ale dla Roberts musieliśmy wydzielić specjalną plażę.

Byłeś człowiekiem bardzo zapracowanym, więc pewnie sam pływać nie miałeś kiedy...

- Starałem się jednak wykroić na to trochę czasu. Pływałem rekreacyjnie i oczywiście uczestniczyłem w treningach ratowników.

Co sprawiło, że postanowiłeś wrócić do Lublina?

- Narodziny córki Mili, która niedawno skończyła rok. Nie powiedziałem wcześniej, więc dodam teraz, że pobyt na Castaway Cay będę bardzo mile wspominał z jeszcze innego powodu - mianowicie poznałem tam Ivanę z Czarnogóry, moją partnerkę i mamę Mili. Oboje tam pracowaliśmy, ale choć jest to bardzo atrakcyjny zakątek świata, to do wychowywania dziecka nie jest to najlepsze miejsce. Córka wróciła więc z mamą do Europy, a ja jeszcze zostałem, ale kiedy po raz pierwszy usłyszałem na Skypie wypowiedziane przez Milę słowo "tata", po prostu pękłem. Podjąłem błyskawiczną decyzję o powrocie i wszyscy zamieszkaliśmy w moim rodzinnym mieście.

Jakie masz teraz plany?

- Swoją przyszłość wiążę oczywiście z pływaniem. Nawiązałem współpracę ze szkółką pływania Delfin. Spotkałem się z prowadzącą ją panią Krystyną Noskiewicz-Czarnecką, też byłą świetną zawodniczką - nomen omen delfinistką - i od września mamy ruszyć pełną parą.

Wkrótce zostanie oddany w Lublinie basen olimpijski, obiekt, o jakim ty w czasie swojej kariery mogłeś tylko pomarzyć...

- To znakomita wiadomość. Z tego co słyszałem, jest to pływania na miarę XXII wieku, ale wiem to tylko ze słyszenia, bo jeszcze nie dane mi było ją obejrzeć. Mam jednak nadzieję, że wkrótce to cudo zobaczę. Z pewnością ten nowoczesny basen przyciągnie do naszego miasta zawodników z całej Polski, a także z zagranicy. To znakomite miejsce nie tylko do rozgrywania zawodów, ale także na zgrupowania zarówno kadry narodowej, jak i klubowe. Wiem, że zaklepane są już na tej pływalni najbliższe mistrzostwa kraju. Z drugiej strony jestem bardzo ciekawy, jak ten basen zostanie wykorzystany w praktyce dla dobra lubelskiego pływania i jaka będzie w tym rola olimpijczyków, których bądź co bądź kilkoro nad Bystrzycą wyrosło.

Wracając jeszcze do kwestii igrzysk olimpijskich, to ostatnio uczestniczyłem w I Lubelskich Dniach Olimpijczyka, które odbyły się na Arenie Lublin i błoniach wokół niej. Uważam, że był to znakomity pomysł, i mam nadzieję, że w przyszłości to wydarzenie nabierze jeszcze większego rozmachu, bo z tego co wiem, ma to być impreza cykliczna. Mamy na Lubelszczyźnie wielu świetnych sportowców, medalistów największych zawodów na świecie, a przecież nikt lepiej od nich nie zachęci dzieci i młodzieży do uprawiania sportu.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU





*Mariusz Siembida specjalizował się w stylu grzbietowym. Jest wychowankiem Lublinianki (1983-1999). Potem startował w AZS AWF Gdańsk (1999-2003). W swojej karierze odniósł wiele sukcesów - m.in.: wicemistrz i brązowy medalista mistrzostw świata (Hongkong 1999 - 50 i 100 m st. grzb.), dwukrotny mistrz Europy (Rostock 1996 - 50 i 100 m st. grzb.), złoty (Pekin 2001 - 50 m st. grzb.) i brązowy (Katania 1997 - 100 m st. grzb.) medalista Uniwersjady. Dwukrotny olimpijczyk (Atlanta 1996 i Sydney 2000).

Skomentuj:
Po 10 latach medalista mistrzostw świata przypłynął z Bahamów
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX