Sport.pl

Szaleństwo w Skuter Arenie. Azoty na podium. Wypowiedzi i zdjęcia

Piłkarze ręczni Azotów w rywalizacji o trzecie miejsce w Polsce pokonali Pogoń Szczecin 3-1 i zdobyli brązowy medal. To największy sukces w historii męskiego handballu na Lubelszczyźnie.
Szczerze mówiąc, jeśli ktoś po siedmiu kolejkach powiedziałby, że puławianie zdobędą medal, większość znawców tematu uznałaby go za niespełna rozumu. Przecież Azoty miały wtedy na koncie zaledwie dwa punkty. Potem nastąpiła zmiana trenera - Dragana Markovicia zastąpił Ryszard Skutnik. Popularny "Skuter" tchnął w zespół nowego ducha i doprowadził do miejsca na podium. A oto wypowiedzi po zdobyciu brązowego krążka.

Ryszard Skutnik, trener Azotów

Po przyjściu do klubu zaproponowałem zawodnikom pewien styl pracy, powiem bez ogródek - ciężkiej roboty. Oni na to przystali i wyniki są. Teraz mogę powiedzieć, że od początku twierdziłem, że jak zajmiemy po rundzie zasadniczej szóste miejsce, to zdobędziemy medal. Czy mogliśmy rywalizację z Pogonią zakończyć wcześniej? Pewnie tak, ale po pierwszej wysokiej wygranej w Szczecinie zawodnicy wyszli do drugiego meczu zbyt pewni siebie i to ich zgubiło. Teraz bardzo się cieszę, dziękuję także fanom za wsparcie - mówiłem kiedyś, że jak zdobędziemy medal, to hala będzie się nazywała Skuter Arena, i tak się poniekąd stało, bo po wygranym meczu kibice wywiesili na trybunach taki właśnie transparent.

Dariusz Gębala, członek zarządu

Uważam, że ten sukces jest też wynikiem wieloletniej pracy w Puławach prezesa Jerzego Witaszka. On przeszedł tu wszystkie szczeble, był nauczycielem wychowania fizycznego, także trenerem z sukcesami, by wreszcie zająć się - i to z powodzeniem kierowaniem klubem. Zresztą to, że Azoty powstały i istnieją, głównie jego zasługa. Jestem wychowankiem trenera Witaszka i zdobywałem pod jego wodzą mistrzostwo Polski juniorów. To on po raz pierwszy wywalczył przed laty dla Puław I ligę, czyli dzisiejszą ekstraklasę. Myślę, że to, co się teraz dzieje, jest tylko etapem przejściowym, bo klub się stale rozwija i nie ukrywam, że mierzymy wyżej.

Paweł Kowalik, zawodnik Azotów

Udało się, wreszcie się udało! Na początku sezonu było tragicznie i nikt na nas złamanego szeląga by nie postawił. Skończyło się jednak fantastycznie. Zdobyliśmy ten upragniony medal, i to przed naszą wspaniałą publicznością. Dla mnie to piękne pożegnanie, bo po zakończonych rozgrywkach odchodzę z klubu, którego jestem wychowankiem. Mam jednak nadzieję, że jeszcze tu wrócę i to jako lepszy zawodnik.



DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU