Puławski kulturowy tygiel. Wieża Babel w Azotach

Reprezentanci siedmiu krajów biegają na co dzień po parkiecie puławskiej hali. Różni ich wiele. Język, kultura, przyzwyczajenia. Łączy handball
Kadra Azotów to prawdziwa mieszanka kulturowa. W zespole oprócz Polaków są: Nikola Prce i Kosta Savic z Bośni i Hercegowiny, Marko Tarabochia i Hrvoje Tojcić z Chorwacji, z tym że ten pierwszy broni barw Bośni i Hercegowiny, Czech Jan Sobol, Rosjanin Wadim Bogdanow, Litwin Vilius Rasimas, Białorusin Aliaksandr Tsitou. Z zagranicznych zawodników tylko Tojcić nie gra w reprezentacji swojego kraju. Jeśli dodać trzech polskich kadrowiczów (Przemysław Krajewski, Piotr Masłowski oraz Rafal Przybylski), to w Puławach gra aż dziesięciu reprezentantów.

- Taki jest współczesny sport. Aby osiągać wynik, trzeba sprowadzać dobrych zawodników z zagranicy. Jesteśmy profesjonalistami i inna narodowość kolegów absolutnie nam nie przeszkadza - mówi Piotr Masłowski.

Rozgrywający Azotów Puławy nie ukrywa jednak, że w szatni powstają grupki. - To oczywiste, że tak się dzieje. Zawodnicy z Bałkanów trzymają się razem. Mają trochę inne przyzwyczajenia, inaczej lubią spędzać wolny czas. Jednak najważniejsze jest to, że na boisku jesteśmy razem. Na treningach i meczach nie ma najmniejszych problemów - przekonuje.

Nie każdy cudzoziemiec szybko nauczył się polskiego. Nikola Prce, reprezentant Bośni i Hercegowiny, przyszedł przed tym sezonem do klubu z węgierskiego Pick Szeged, drużyny grającej w Lidze Mistrzów, i niemal od razu był namaszczony na lidera ekipy. Jednak to nie do końca się udało. Przeszkodą była także bariera językowa.

- Co prawda polski nie różni się tak bardzo od języków bałkańskich, ale sami słyszycie, że mówię słabo w waszym języku. Muszę przyznać, że trochę z lenistwa. Naszym tłumaczem jest Marko Tarabochia, który zasuwa świetnie po polsku. Jak grałem w Hiszpanii [występował tam w pięciu klubach - przyp. red.], to nie miałem nikogo takiego i w dwa miesiące sam musiałem się nauczyć mówić po hiszpańsku - wspomina Prce.

Wszyscy cudzoziemcy jak jeden mąż przekonują, że Puławy bardzo im się podobają.

- To małe miasto, ale jest wszystko, czego potrzeba do życia. Z drugiej strony blisko jest Lublin, gdzie można wyskoczyć na świetną kawę czy do dobrej restauracji. A przecież i do Warszawy daleko nie mamy. Najważniejsze jednak, że klub stawia sobie coraz wyższe cele i ciągle się rozwija - zaznacza Kosta Savić.

Prce dodaje, że uważa polską ligę za lepszą nawet od hiszpańskiej. - Jak ja tam grałem, to było wiele dobrych klubów. Teraz wielka jest tylko Barcelona. W Polsce liga jest bardziej wyrównana - przekonuje Bośniak.

Wszyscy reprezentanci swoich krajów marzą o tym, aby w styczniu 2016 roku zagrać na Mistrzostwach Europy, które odbędą się w Polsce.

- Dla nas to oczywiście impreza, do której chcemy jak najlepiej się przygotować. Każdy chce być w kadrze, więc formę szykujemy już teraz. Gra w pięknej hali w Krakowie to wspaniałe przeżycie - mówi Przemysław Krajewski, reprezentacyjny lewoskrzydłowy.

Na imprezę w Polsce szykują się również obcokrajowcy. - Bardzo się cieszę, że mistrzostwa są właśnie w Polsce, i to głównie w południowej części waszego kraju. Moi rodacy będą mieli blisko i wspólnie z polskimi kibicami zagwarantują świetną atmosferę. Jest tylko jeden problem. Czechy muszą awansować do turnieju - zaznacza Jan Sobol.

Był problem. Z Katarem

Najwięcej problemów z wyjazdami na kadrę mają szkoleniowcy. - W styczniu nie miałem sześciu graczy, bo byli na MŚ w Katarze. Teraz pod koniec kwietnia znowu kilku wyjechało na zgrupowania. To dezorganizuje pracę i utrudnia scalanie zespołu. A do tego dochodzą jeszcze kontuzje czy zmęczenie podróżami - mówi Ryszard Skutnik, trener Azotów. - Niemniej jednak trzeba się cieszyć z tego, że są do kadry powoływani. To też świadczy o tym, że w klubie dobrze pracujemy.