Cud w Bydgoszczy. Bezradny Górnik uratował remis

Piłkarze Zawiszy Bydgoszcz mogą pluć sobie w brodę. Mieli swojego przeciwnika na łopatkach, ale nie udało im się go dobić. Zawodnicy Górnika Łęczna wyprowadzili tylko jeden cios, który może jednak dać upragnione utrzymanie w ekstraklasie.
To był bardzo ważny mecz dla układu dolnej części tabeli. Zawisza przed meczem miał cztery punkty straty do Górnika i musiał wygrać, aby w końcu opuścić strefę spadkową. Przed samym meczem z obozu gości doszły niepokojące dla ich kibiców wieści. Z powodu kontuzji nie mógł zagrać najlepszy strzelec zespołu Fedor Cernych.

To Zawisza lepiej wszedł w mecz. Podopieczni Mariusza Rumaka byli zdecydowanie bardziej agresywni i aktywni w ataku. Zaowocowało to już w 14. minucie meczu, gdy piłkę do bramki wpakował Alavrinho. Portugalczyk wykorzystał świetne prostopadłe podanie od Kamila Drygasa i będąc już w polu karnym uderzył z ostrego kąta w długi róg. Sergiusz Prusak był bez szans. Co ciekawe, bramkarz Górnika był przez cały mecz wygwizdywany. Jeszcze wczoraj zapowiadało się na co innego, bo na spotkaniu mieli być kibole klubu z Bydgoszczy, którzy od paru miesięcy bojkotują mecze Zawiszy. Bramkarz z Łęcznej zaplusował u nich, bo paradował w koszulce z napisem "Nie ma że boli, Zawisza to klub kiboli". Pokazywał ją w przerwie meczu Zawiszy z Górnikiem, który odbył się w połowie lutego. Jednak kibole ostatecznie na mecz nie przyszli, a pozostali fani z Bydgoszczy z dezaprobatą przyjęli Prusaka.

Górnik przez całą pierwszą połowę przeprowadził zaledwie jedną dobrą akcję. Już w 2. minucie Grzegorz Bonin oddał groźny strzał zza pola karnego. Potem piłkarze Jurija Szatałowa grali po prostu słabo. Jedynym zawodnikiem, który wyróżniał się na plus, był właśnie Bonin. Jednak musiał on opuścić boisko już w 43. minucie, gdy doznał fatalnie wyglądającej kontuzji barku. Skrzydłowy z Łęcznej został odwieziony do szpitala na specjalistyczne badania.

Obraz gry po przerwie nie zmienił się. Kolejne akcje gospodarzy napędzali Alvarinho, Drygas, Jakub Smektała czy Ivan Majewskij. To właśnie Białorusin był najbliżej podwyższenia prowadzenia, gdy w 57. minucie najpierw jego strzał z 14 metrów zablokował Tomislav Bożić, a jego dobitka powędrowała wysoko nad bramką.

Piłkarze Górnika byli kompletnie bezradni. Nie stwarzali sobie w ogóle sytuacji do strzału. Jeśli już byli przy piłce, to nie mieli pomysłu na skonstruowanie akcji. Częściej jednak musieli przyglądać się, jak swoje sytuacje stwarzają gospodarze. W 73. minucie mogło być już po meczu. Sam na sam z Prusakiem wyszedł Mica, który przerzucił piłkę nad bramkarzem. Strzał był jednak zbyt lekki i w ostatniej chwili z linii wybił ją Maciej Szmatiuk.

Po raz kolejny sprawdziło się powiedzenie o niewykorzystanych sytuacjach. W 85. minucie piłkę z rogu w pole karne wrzucił Filipp Rudik, a jego dośrodkowanie przedłużył Shpetim Hasani. Akcję zamknął Velijko Nikitović, który przy biernej postawie Grzegorza Sandomierskiego wepchnął piłkę do siatki.

Dzięki remisowi Górnik utrzymał cztery punkty przewagi nad Zawiszą. Na trzy kolejki przed końcem, to już spora zaliczka w kontekście walki o utrzymanie. W sobotę 30 maja w Łęcznej zielono-czarni grają z Ruchem Chorzów.



Zawisza Bydgoszcz1(1)
Górnik Łęczna1(0)
Bramka: Alvarinho (14.) - Niktović (85.)

Zawisza: Sandomierski - Wójcicki, Micael, Marić, Ziajka Ż, Smektała (68. Kamiński), Drygas, Mica, Majewskij, Alvarinho (87. Denković), Barisić Ż.

Górnik: Prusak - Sasin, Bożić, Szmatiuk, Bielak, Bożok (64. Josu Ż), Pruchnik (82. Rudik), Nowak, Nikitović, Bonin (46. Szałachowski), Hasani.

Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).