Sport.pl

Azoty poza podium Pucharu Polski. Z Górnikiem były bezradne

Na warszawskim Torwarze rozegrano Final Four Pucharu Polski. Piłkarze ręczni Azotów nie powtórzyli wyniku z ubiegłego sezonu, kiedy to w tej imprezie wywalczyli brąz. Tym razem w meczu o trzecie miejsce puławianie przegrali z Górnikiem Zabrze i wrócą bez medalu. Na osłodę zespół otrzymał czek na 10 tys. zł.
Po bardzo dobrym sobotnim meczu Azotów z Orlenem Wisłą Płock, gdzie zespół trenera Ryszarda Skutnika walczył jak równy z równym i przegrał zaledwie 37:40 wszyscy spodziewali się, że z Górnikiem będzie zdecydowanie łatwiej.

Tym bardziej że puławianie przystępowali do tej potyczki, po dwóch niedawnych zwycięstwach ze Ślązakami w ćwierćfinale mistrzostw Polski.

Okazało się jednak, że Mariusz Jurasik i spółka absolutnie nie zamierzają oddać miejsca na podium i grali z olbrzymim zębem.

Od samego początku prowadzili zabrzanie, a ich przewaga rosła. Już po niepełna dziesięciu minutach gry trener Skutnik wziął czas. Niestety, niewiele to zmieniło, bo dystans nadal rósł. Azoty słabo grały w obronie, a w ataku też im nie szło za dobrze, szczególnie bardzo skutecznemu poprzedniego dnia Nikoli Prce. Bośniak kilka razy fatalnie przestrzelił. Z kolei w Górniku nie mylili się Robert Orzechowski, który w przyszłym sezonie zagra w Azotach, i Paweł Niewrzawa. W 25. minucie po trafieniu z rzutu karnego Bartłomieja Tomczaka Ślązacy prowadzili 16:9. Puławianie jednak nie rezygnowali i zaczęli odrabiać straty. Po bramce Adama Skrabani przewaga stopniała do czterech goli (16:12). Wtedy o czas poprosił szkoleniowiec drużyny zabrskiej. Górnicy opanowali sytuację i na przerwę schodzili z pięciobramkowym prowadzeniem (19:14).

Po zmianie stron jeszcze gorzej

W drugiej połowie już zdecydowanie dominowali zabrzanie. Dziesięć minut po zmianie stron Azoty przegrywały już 19:28. O czas poprosił trener Skutnik, ale wyglądało na to, że tego dnia żadna siła nie zdoła zmobilizować puławian do skuteczniejszej gry. Szkoleniowiec drużyny znad Wisły próbował różnych rozwiązań. Między innymi na prawe skrzydło desygnował rzadko grającego Pawła Kowalika, ale nic to nie zmieniło, bo tego dnia rywal był po prostu lepszy - i to w każdym elemencie gry. Można powiedzieć, że do poziomu Górnika w zespole Azotów dostosował się Adam Skrabania, który zgrał dobre spotkanie, niestety jego koledzy nie mieli najlepszego dnia. W pewnym momencie Ślązacy prowadzili już 35:23. W końcówce drużynie z Puław udało się nieco zmniejszyć straty i ostatecznie przegrali różnicą dziewięciu goli.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU



Górnik Zabrze 40 (19)

Azoty Puławy 31 (14)

Górnik: Kornecki - Tomczak 9, Niewrzawa 8, Orzechowski 7, Bushkov 5, Gromyko 4, Tatarnicew 3, Niedośpiał 2, Bednarczyk 1, Jurasik 1. Azoty: Zapora, Rasimas, Bogdanov - Krajewski 8, Skrabania 6, Prce 5, Sobol 3, Kowalik 2, Kus 2, Przybylski 2, Tsitou 2, Savić 1. Kary: Górnik - 8 min., Azoty - 10 min.

Sędziowali: Dariusz Mroczkowski i Jakub Moroczkowski z Sierpca.