Sport.pl

Cios z dystansu trafił Górnika. Ósemka ucieka

Zarówno dla Korony, jak i dla klubu z Łęcznej był to mecz o sześć punktów. Tylko zwycięzca miał szansę realnie włączyć się do walki o grupę mistrzowską. Przez większość spotkania piłkarze mieli problem z oddaniem celnego strzału, a szczęścia próbowali tylko z dystansu. Jedno z takich uderzeń okazało się nokautujące dla zielono-czarnych.
Trener Jurij Szatałow zmuszony był do zmiany w składzie. W ostatnim spotkaniu ze Śląskiem Wrocław obaj środkowi obrońcy - Lukas Bielak i Tomislav Bożić - dostali żółte kartki, które oznaczały dla nich pauzę z Koroną. Z zastąpieniem tych zawodników był spory problem, bo akurat na tej pozycji konkurencja w składzie łęcznian nie jest największa. Ostatecznie szkoleniowiec zielono-czarnych zdecydował się postawić na Macieja Szmatiuka i powracającego do zdrowia po groźniej kontuzji Marcina Kalkowskiego. Roszady nie ominęły też pomocy. Z wyjściową jedenastką musiał pożegnać się Miroslav Bożok, którego zastąpił niegrający w pięciu kolejnych meczach Filip Burkhardt. Na skrzydle wystąpił też Fedor Cernych, a jego miejsce na szpicy zajął Shpetim Hasani. W zestawieniu Korony było mniej zmian, bo trener Ryszard Tarasiewicz musiał znaleźć zastępstwo tylko dla lidera drużyny Pawła Golańskiego.

Celowniki nienastawione

Mecz od początku był toczony w szybkim tempie, jednak oba zespoły grały dla siebie z dużym respektem. Dlatego klarownych sytuacji do zdobycia gola nie było dużo.

W 10. minucie goście popisali się bardzo ładną zespołową akcją. Po wymianie kilku podań Tomasz Nowak wbiegł w pole karne i wyłożył futbolówkę Hasaniemu, który nie miał problemów ze zdobyciem gola. Jednak wcześniej Nowak dość przypadkowo zagrał piłkę ręką i sędzia bramki nie uznał.

Odpowiedź Korony była natychmiastowa. Jacek Kiełb na prawym skrzydle ograł Szmatiuka i Patrika Mraza i idealnie dośrodkował w pole karne. Jednak Luis Carlos strzelał głową z ostrego kąta i piłka tylko przeleciała wzdłuż linii bramkowej.

Zielono-czarni długimi okresami utrzymywali się przy piłce i próbowali ataku pozycyjnego. Starali się także zaskoczyć defensorów Korony długimi prostopadłymi zagraniami z pominięciem linii pomocy.

Gospodarze odgryzali się kontrami i po jednej z nich powinni objąć prowadzenie. W 32. minucie dośrodkowaną piłkę za krótko wybił Mraz, a niezdecydowanie Łukasza Mierzejewskiego wykorzystał Olivier Kapo. Dawna gwiazda m.in. francuskich boisk uderzyła z ostrego kąta, ale wyszła z tego kolejna wrzutka, z której nie skorzystał Luis Carlos. Po chwili koronkową akcję Korony zmarnował niecelnym uderzeniem Brazylijczyk Rafael Porcellis. Jak się później okazało, w pierwszej połowie kibice nie ujrzeli nawet jednego strzału w światło bramki.

Nokautujące uderzenie

Tuż po wznowieniu gry kolejną szansę miał brazylijski napastnik, który dopadł do wybijanej z pola karnego piłki i uderzył z 17 metrów, ale po raz kolejny nie trafił do bramki. Po kilku minutach odpowiedział Nowak, który w barwach Korony zadebiutował w ekstraklasie. Jego "spadającego liścia" z trudem wybronił Vytautas Cerniauskas.

Strzały z dystansu to był jedyny pomysł obu ekip na zdobycie gola. W 66. minucie przyniosło to w końcu efekt. Jacek Kiełb dostał piłkę na środku boiska, minął Nowaka i po chwili kryjących go na "radar" Nikitovicia i Mierzejewskiego. Niepilnowany pomocnik gospodarzy huknął z 23 metrów obok kompletnie bezradnego Sergiusza Prusaka.

Górnik mógł wyrównać po kilku minutach, ale... kolejna próba zza pola karnego, tym razem Burkhardta, padła łupem bramkarza Korony.

W 71. minucie było już po meczu. Z rzutu rożnego mocno zagrał Kiełb, a Kamil Sylwestrzak najpierw zostawił w tyle Nikitovicia, a potem spokojnie wepchnął piłkę do siatki. Był to drugi i ostatni celny strzał gospodarzy w tym meczu.

W 79. minucie sytuacja Górnika zrobiła się już dramatyczna. Kalkowski na środku boiska popełnił głupi faul i dostał żółtą kartkę, a że było to już jego drugie napomnienie, to musiał opuścić boisko. Tym samym powracającego po kontuzji zawodnika znowu czeka przerwa w grze.

Jeszcze na kilka minut przed końcem szansę na kontaktową bramkę miał Bożok, ale - będąc oko w oko z Cerniauskasem - fatalnie spudłował.













Korona2 (0)












Górnik0 (0)
bramki: Kiełb (66.), Sylwestrzak (72.)



Korona: Cerniauskas - Malarczyk, Sylwestrzak Ż, Dejmek, Leandro - Jovanović, Fertovs, Kiełb(86. Pylypchuk), Kapo, Carlos - Porcellis (89. Trytko).

Górnik: Prusak - Mraz, Szmatiuk, Kalkowski Ż/CZ(79.), Mierzejewski - Nikitović (72. Rudik), Nowak, Cernych, Burkhardt (82. Sasin), Bonin - Hasani (57. Bożok).