To był przełom! 25 lat temu Hans Nielsen trafił do Motoru

Duńczyk jest postacią wyjątkową w światowym i lubelskim sporcie. Gwiazdą największego formatu. Właśnie minęło ćwierć wieku od dnia debiutu wielkiego mistrza w polskiej lidze żużlowej. Hans Nielsen po raz pierwszy wystartował w drużynie beniaminka ekstraklasy - lubelskim Motorze 1 kwietnia 1990 roku.


Tygodnik "Sportowiec" w 1990 roku pisał m.in.: "Sportowy Lublin zwariował. Operacja Nielsen była tak fantastyczna w zamyśle, iż mało kto wierzył w szanse jej powodzenia. W prima aprilis ważne było tylko to, czy aktualny mistrz świata istotnie pojawi się na stadionie przy al. Zygmuntowskich. W samo południe Hans Nielsen przybył z Londynu na Okęcie. Porwano go błyskawicznie i dwa białe ople, konwojowane przez radiowóz, pomknęły szosą lubelską".

Zakontraktowanie Duńczyka do Motoru było pomysłem sędziego żużlowego Jerzego Kaczmarka i kierownika sekcji Tadeusza Supryna, który twierdził: "Kupujemy mistrza świata, aby klub mógł żyć". Żużlowy światek trochę przytkało. W klubie przy al. Zygmuntowskich nie milkły telefony, a po Polsce krążyły plotki, ile to Motor będzie płacił za jeden punkt zagranicznym gościom 1 kwietnia katowicki "Sport" zamieścił wielki tytuł na pierwszej stronie - "Kaczmarek przywozi Nielsena". Trzeba bowiem jasno powiedzieć, że gdyby nie Jerzy Karczmarek, Lublin mógłby duńskiego mistrza nie oglądać.

Układ był jasny

Tego dnia oczy całej sportowej Polski skierowane były na nasze miasto. Stadion przeżył nienotowane od bardzo dawna oblężenie. Na ponad godzinę przed pierwszym biegiem na trybunach nie było wolnych miejsc. Skarbnik klubowy zacierał ręce z zadowolenia. W parkingu stały dwa ciemnoniebieskie Goddeny udekorowane licznymi nalepkami reklamowymi. Był to znak, że nie jest to żart primaaprilisowy i Nielsen naprawdę przyjedzie. Tak Witold Zwierzchowski - trener Motoru wspominał pierwszy kontakt z duńskim zawodnikiem: "Jestem trochę poddenerwowany dzisiejszym wydarzeniem, bo jest to spore przeżycie prowadzić drużynę z mistrzem świata. Rozmawialiśmy przed meczem z Hansem o kwestiach sportowych i nowym regulaminie. Nielsen startuje w zespole, który ja prowadzę i wydaje mi się, że jest to duża korzyść dla publiczności i pozostałych moich żużlowców. Uczuliłem swoich zawodników, aby podpatrywali Duńczyka na każdym kroku".

Przy al. Zygmuntowskich powiało wielkim światem. Mistrza witano niczym głowę państwa. Samochód wiozący żużlowca z lotniska od rogatek Lublina eskortowany był milicyjnymi motocyklami podążającymi na sygnałach świetlnych i dźwiękowych. Hans był zaskoczony ogromnym zainteresowaniem sportem żużlowym w Lublinie. Wystąpił w okolicznościowym plastronie z numerem 12. Mecz Motoru z ROW-em zakończył się wynikiem 50:40. Sensacją numer jeden było zwycięstwo Eugeniusza Skupienia nad Nielsenem w IX biegu. Pozostałe wyścigi "Profesor" wygrał w iście mistrzowskim stylu. Zawody były ogromnym sukcesem sportowym i organizacyjnym. Kierownik Tadeusz Supryn mówił: - "Układ był jasny. Start w zawodach w tamtych czasach to było 5 tysięcy marek, czyli na stare pieniądze, bodaj 25 milionów 200 tysięcy złotych. Od nas brał 4.500".

Normalny facet

- "Jak przyjechał do nas, on, mistrz świata, to ja niemal padłem na kolana. Chodziłem za nim jak cień, oglądałem jego motocykle. Spodziewałem się, że przyjedzie mistrz świata, siądzie pod parasolem, założy nogę na nogę, nastawi rękę, nałożą mu rękawice, założy kask, wsiądzie na motocykl, wyjedzie, przyjedzie, postawi motocykl, znów siądzie na krześle... Okazało się, że jest to normalny facet, w parkingu zachowuje się jak wszyscy - wspominał Dariusz Śledź - zawodnik Motoru.

O godzinie 19.30 duński mistrz otoczony przez łowców autografów wsiadł do samochodu i wyruszył na trasę prowadzącą do Warszawy. I tak zakończył się jeden z najwspanialszych dni w historii lubelskiego speedwaya. Od tego dnia, chociaż w sporcie żużlowym byliśmy w Europie. Powrót rozpoczął się właśnie w Lublinie. To przełomowe wydarzenie otwierało nowy rozdział w historii czarnego sportu, a "Profesor" stał się symbolem zmian w polskim speedwayu.

Po wielu latach Hans Nielsen na pytanie: z czym kojarzy Ci się Polska? - odpowiedział: "Mówiłbym o pierwszym występie ligowym w barwach Motoru Lublin. To były niesamowite chwile, pełne trybuny, ogromne emocje związane z moim przyjazdem, w który do końca nikt nie wierzył. To były wspaniałe czasy. Tłumy dziennikarzy, konferencje prasowe, mnóstwo kibiców na stadionie, którzy przeżywali każdy wyścig. Coś co na zawsze zostanie w pamięci".

Multimedalista

Dla miłośników czarnego sportu Hans Nielsen jest wciąż symbolem sukcesów i wielkim autorytetem. Ba, to bezsprzecznie najlepszy sportowiec jaki kiedykolwiek reprezentował lubelski klub. W sumie zdobył 22 złote medale mistrzostw świata, w tym cztery indywidualnie. W Motorze jeździł w sezonach 1990-1993. W tym czasie lubelski klub odniósł swój największy, jak do tej pory, sukces - w 1991 roku został drużynowym wicemistrzem Polski. W plebiscycie Zarządu Okręgowego PZMot i "Gazety Wyborczej" słynny Duńczyk znalazł się w "Żużlowej drużynie 60-lecia miasta Lublina".

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU



*Maciej Maj jest autorem książek o tematyce sportowej, głównie żużlowej. Napisał m.in. "Z Koziołkiem na plastronie" i "Da-Di przerwany wyścig". Na wydanie czeka jego najnowsza pozycja pt. "Hans Nielsen "Profesor" w Lublinie".