Koniec wojaży po Europie. Powrót na krajowe podwórko

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Po ostatnim weekendzie zrobiło się na Lubelszczyźnie jakoś mniej europejsko. Naturalnie nadal Polska jest członkiem Unii Europejskiej i NATO także, a amerykańska armia dała pokaz siły i odwiedziła nawet nasz region ze stolicą województwa włącznie, ale sportowo nasze zespoły znikły z międzynarodowych aren. Mam tu na myśli piłkarki ręczne lubelskiego MKS Selgros i ich kolegów po fachu z puławskich Azotów, bo jak na razie tylko te dwa kluby starają się rozsławić nasze województwo poza granicami kraju. Chodzi mi oczywiście o gry zespołowe. Zastanawiam się, jak ocenić tegoroczne występy tych drużyn, bo naturalnie puchar pucharowi nierówny. Szczypiornistki MKS Selgros najpierw rywalizowały w elitarnej Lidze Mistrzów i, szczerze mówiąc, spisały się tam lepiej niż można było oczekiwać, a trafiły na niezwykle wymagające przeciwniczki, jak norweski Larvik, Metz z Francji i Baia Mare z Rumunii. Można powiedzieć, że były o sekundę od awansu do kolejnej fazy, ale pokpiły sprawę w meczu wyjazdowym z FC Metz. Francuzki zdołały wyrównać i w końcowym rozrachunku tego punktu zabrakło. W tej sytuacji drużyna trener Sabiny Włodek trafiła do Pucharu Zdobywców Pucharów i tu nieoczekiwanie wyeliminowała duński Randers HK. Niestety w ćwierćfinale potwierdziło się to, o czym pisała nasza noblistka Wisława Szymborska w swoim wierszu "Nic dwa razy". Mistrzynie Polski trafiły na kolejny zespół z Półwyspu Jutlandzkiego - FC Midtjylland i tu już nie miały nic do powiedzenia. Mimo wszystko był to o wiele lepszy występ lublinianek na europejskich parkietach niż przed rokiem, a teraz przyjdzie im się skupić na wywalczeniu 18. już w historii tytułu mistrza kraju.

Natomiast nieco inaczej ma się sprawa z Azotami. Ambicją puławskiego zespołu było dotarcie do finału rozgrywek Challenge Cup. Działacze klubu znad Wisły nieco podnieśli swym zawodnikom poprzeczkę, ale myślę, że słusznie, wszak w ubiegłym sezonie Azoty dotarły do półfinału, gdzie zostały wyeliminowane przez późniejszego zdobywcę tego trofeum - IK Savehof ze Szwecji. Teraz też puławianie zaczęli dobrze, bo ograli ubiegłorocznego finalistę tych rozgrywek serbską Metaloplastikę Sabac, potem gładko rozprawili się z belgijskim HC Vise BM, ale na Benfikę Lizbona już nie potrafili znaleźć skutecznej recepty. Muszę jednak przyznać, że pożegnali się z honorem, bo wprawdzie przegrali u siebie różnicą ośmiu bramek i praktycznie wszystko było jasne, to w stolicy Portugalii walczyli do końca i zdołali tam wygrać. Wprawdzie jedną bramką, ale zawsze... Jak by jednak na to nie patrzeć, założonego celu nie osiągnęli. W tej sytuacji im też przyjdzie się skoncentrować na walce w lidze i rozgrywkach o Puchar Polski, gdzie awansowali już do final four. Z tą różnicą, że Azotom w przeciwieństwie do pań z MKS Selgros mistrzostwo Polski nie grozi. Natomiast od lat walczą o miejsce na podium. Jak do tej pory nigdy im się tej sztuki nie udało dokonać, choć w kilku ostatnich sezonach rundę zasadniczą mieli przyzwoitą i byli o włos od upragnionego medalu. Teraz jest odwrotnie - puławianie zaczęli bardzo słabo, więc może dla odmiany dobrze skończą...

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU