Mihdaliova: Nikt chyba w nas już nie wierzy, ale może to i dobrze...

W ćwierćfinale rozgrywek o Puchar Zdobywców Pucharów piłkarki ręczne MKS Selgros przegrały z FC Midtjylland 25:35. W tej sytuacji rewanż w Danii wydaje się być czystą formalnością.
W zasadzie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że mistrzynie Polski odpadną z dalszej rywalizacji, ale w sporcie nigdy niczego nie można być pewnym. Na tym polega jego urok, a potwierdziły to niedawno lublinianki, które w poprzedniej rundzie wyeliminowały inną duńską drużynę Randers HK, choć wcale nie były faworytkami. Mało tego, w Skandynawii wygrały aż dziewięcioma bramkami i wszystko wydawało się już jasne, ale Dunki nie zamierzały rezygnować i w Lublinie, po meczu przypominającym horror, wygrały różnicą ośmiu goli i MKS Selgros przeszedł dalej. A oto opinie po spotkaniu z FC Midtjylland.

Sabina Włodek, trener MKS Selgros

Miałyśmy problemy w defensywie. Dunki miały dobry środek - skakały z jedenastego metra i praktycznie wszystko im wchodziło. Bardzo skuteczna była Line Jorgensen, a jak starliśmy się zneutralizować jej poczynania, to inne nam rzucały. Poza tym rywalki wyprowadzały szybkie kontry. Chyba zabrakło nam też trochę zdrowia, bo drużyna duńska grała bardzo szybko. Nasze bramkarki też nie miały najlepszego dnia. Takie mecze się zdarzają, i mimo wysokiej porażki będziemy w Danii walczyć.

Alesia Mihdaliova, zawodniczka MKS Selgros

Znowu zagrałyśmy bardzo nieskutecznie. Poza tym nie nadążałyśmy wracać za Dunkami, były dla nas za szybkie. Dziś przeciwniczki rzucały nam jak chciały. Mimo straty dziesięciu bramek nie poddajemy się. W rewanżu będziemy chciały zagrać jak najlepiej. Nikt chyba w nas już nie wierzy, ale może to i dobrze...

Kamila Skrzyniarz, zawodniczka MKS Selgros

Nie spodziewałyśmy się, że przegramy aż dziesięcioma bramkami. Od początku ciężko nam szło w ataku, bramka też nie pomagała. Mamy tydzień na przygotowanie się do rewanżu i opracowanie strategii na wyłączenie rozgrywającej, która rzuciła nam tyle bramek [Line Jorgensen - przyp. red.]. W końcówce ogarnęła nas niemoc i przez dziesięć minut nie zdobyłyśmy ani jednego gola. Gramy jednak do końca i z pewnością się nie poddamy bez walki.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU