Powrót do korzeni, fenomen Nielsena i wielka niewiadoma

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata.
Po dwudziestu latach przerwy znowu zobaczymy na żużlowych torach Motor. Klubowi działacze doszli do wniosku, że najwyższy już czas wrócić do historycznej nazwy, pod szyldem której lubelski zespół odnosił największe swoje sukcesy, z tytułem wicemistrza Polski włącznie. Poza tym to właśnie klub znad Bystrzycy w 1990 roku otworzył szeroko wrota zawodnikom zagranicznym, a pierwszą gwiazdą światowego speedwaya, która podpisała kontrakt w naszym kraju, był słynny Duńczyk Hans Nielsen. Żużel zawsze był u nas sportem bardzo popularnym, ale jazda wielokrotnego mistrza świata sprawiła, że sympatyków czarnego sportu ogarnęło istne szaleństwo, podobne do tego, jakie towarzyszyło dziesięć lat wcześniej występom pierwszego czarnoskórego koszykarza w polskiej lidze - Amerykanina Kenta Washingtona, który grał w lubelskim Starcie. Na tych imprezach po prostu wypadało bywać, niejako należało to do dobrego tonu, a zdobycie biletu na te spotkania graniczyło z cudem.

Dlatego całkowicie się z decyzją powrotu do korzeni zgadzam. Tym bardziej że choć po 1995 roku lublinianie startowali pod kilkoma wielce wyszukanymi nazwami, jak LKŻ, TŻ czy KMŻ, to i tak dla sympatyków żużla zawsze był to Motor.

Tak więc kwestię nazwy mamy rozwiązaną, skład na nadchodzący sezon też już zbudowano, natomiast nadal wielką niewiadomą jest, gdzie i w jakiej formule nasi żużlowcy pojadą. W tej chwili lublinianie są drużyną drugoligową, ale jak się okazało, klasa ta ma w tej chwili kadłubowy kształt, bo liczy zaledwie... cztery zespoły. Stało się tak z powodu wykluczenia z rozgrywek Wybrzeża Gdańsk i Włókniarza Częstochowa. Oba te wielce zasłużone dla polskiego żużla kluby nie spełniły wymogów licencyjnych, innymi słowy, nie doszły do porozumienia z zawodnikami, którym są winne pieniądze. Z podobnej przyczyny nie wystartuje również Kolejarz Opole. Najwyraźniej prezes Motoru Andrzej Zając jest lepszym negocjatorem, bo też wisi jeźdźcom kasę, ale się z nimi potrafił dogadać. Wydaje się, że w tej sytuacji jedynym sensownym wyjściem jest, aby drużyny spotykały się ze sobą po cztery razy. Z drugiej strony dla fanów taka rywalizacja może wydawać się nudna, bo ile razy można oglądać tych samych zawodników jeżdżących w kółko ze sobą. Ostatnio pojawiła się nowa koncepcja, aby drużynę wystawił Polski Związek Motorowy. Składałaby się ona z młodzieżowców, którzy nie mieszczą się w składach swoich drużyn, a dwóch zawodników może być nieco starszych. Zespół miałby swoją bazę w Poznaniu. Szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia co do tego projektu. Po pierwsze, juniorzy, którzy nie potrafią sobie wywalczyć miejsca w macierzystych klubach, są po prostu słabi i kibiców na trybuny nie przyciągną, a po drugie - poznański obiekt nie jest w pełni przygotowany do rozgrywania na nim spotkań.

Wszystko jednak może się jeszcze wywrócić do góry nogami, bo na 20 marca zaplanowano w Krakowie spotkanie wszystkich prezesów klubów PLŻ i P2LŻ, czyli I i II ligi. Pod Wawelem mogą zapaść jeszcze inne decyzje, choć w połączenie obu klas nie wierzę, bo drugoligowców na jazdę na wyższym poziomie najzwyczajniej nie stać, zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU