Krytyka przyniosła efekt. Górnik znalazł sposób na Pogoń

Piłkarze Górnika wygrali po raz pierwszy w tym roku. Beniaminek pokonał Pogoń 1:0. W Szczecinie naprawił to, czego nie udało mu się dokonać w poprzedniej kolejce, kiedy to przegrał w Łęcznej ze swoimi imiennikami z Zabrza, także 0:1.
Zespół trenera Jurija Szatałowa nie jest drużyną, która na wyjazdach błyszczy i przywozi punkty z boisk przeciwnika. W tym sezonie Górnikowi ta sztuka udała się zaledwie dwa razy. Pierwszy mecz wyjazdowy łęcznianie wygrali 28 listopada 2014 roku z Ruchem Chorzów. Spotkanie rozegrano w Gliwicach i padł tam rezultat 3:0. Wygrana z Pogonią jest więc drugą w tej edycji rozgrywek.

Natomiast u siebie Górnik spisywał się bardzo dobrze. Do meczu z zabrzanami Łęczna uchodziła za twierdzę nie do zdobycia. Nikt nie potrafił ze stadionu przy al. Jana Pawła II wywieźć zwycięstwa. Padła tu nawet stołeczna Legia, której już do przerwy górnicy zaaplikowali trzy gole, nie tracąc żadnego, a mecz zakończył się wygraną gospodarzy 3:1.

Falstart u siebie

Pierwszy tegoroczny mecz łęcznian - z Zawiszą w Bydgoszczy zakończył się bezbramkowym remisem. W kolejnym - z zabrskim Górnikiem wszyscy spodziewali się zwycięstwa, niestety przyszedł zimny prysznic i Ślązacy wyjechali do domu z kompletem punktów.

Po tym spotkaniu sztab szkoleniowy Górnika spotkała fala krytyki. Szatałowowi zarzucano, że źle zestawił jedenastkę. W tej potyczce nie mógł wystąpić pauzujący za żółte kartki Veljko Nikitović, więc wydawało się, że jego miejsce zajmie Lukas Bielak, który dobrze wypadł w Bydgoszczy, ale ten zawodnik nie znalazł miejsca w wyjściowym składzie. Zagrał natomiast Filipp Rudik, zaprezentował się jednak blado, nie wytrzymał spotkania kondycyjnie i został zmieniony. Poza tym słabo grali stoperzy, a szczególnie doświadczony Maciej Szmatiuk. Nieporozumieniem był także występ Volodymira Tanchyka, który wprawdzie wszedł na plac gry z konieczności, bo zmienił kontuzjowanego Miroslava Bożoka, ale z powodzeniem mógł go zastąpić inny zawodnik. Kolejnym zarzutem było to, że kiedy łęcznianie przegrywali 0:1, na murawę wybiegł defensywny pomocnik Radosław Pruchnik, zamiast gracza atakującego.

Podkręcona atmosfera

Wygląda więc na to, że trener łęcznian wyciągnął z tej porażki wnioski. Przede wszystkim posadził na ławkę rezerwowych Szmatiuka, którego miejsce zajął Bielak. Nie wyszedł także w pierwszym składzie Rudik, a cały mecz przesiedzieli na ławce rezerwowych Pruchnik i Tanchyk. Oczywiście wrócił też do składu po odcierpieniu kary Nikitović. Natomiast zabrakło nawet na ławce Fedora Cernycha. Najlepszy snajper Górnik był ostatnio kontuzjowany, ale już wrócił do treningów z drużyną i była nadzieja, że w Szczecinie zagra choć kilka minut. Najwyraźniej jednak reprezentant Litwy nie jest jeszcze gotowy. - Przegrana u siebie z Zabrzem podkręciła atmosferę w naszym zespole. Wiedzieliśmy, że na kolejną wpadkę nie możemy sobie pozwolić - stwierdził Szatałow po zwycięskim meczu z Pogonią.

W tej sytuacji awans do czołowej ósemki wydaje się być realny, tym bardziej że łęcznianie mają korzystny kalendarz spotkań. Kolejnym rywalem będzie Cracovia, z którą Górnik zmierzy się u siebie 9 marca.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU