Komisarz ligi: Z Chorwacją stać nas na zwycięstwo

Reprezentacja polskich piłkarzy ręcznych pokonała Szwecję i awansowała do ćwierćfinałów mistrzostw świata. - To z pewnością nie jest kres możliwości biało-czerwonych - twierdzi Bogusław Trojan, członek zarządu ZPRP, komisarz ligi.
Rozmowa z Bogusławem Trojanem

Wiesław Pawłat: Teraz gramy o wejście do strefy medalowej z Chorwacją. Faworytem są rywale, w szeregach których występuje kilku zawodników kieleckiego Vive Tauronu. Jest jakiś pomysł na ich ogranie?

Bogusław Trojan: To bardzo wymagający przeciwnik. Zresztą oprócz doskonale znanych z polskich parkietów Ivana Cupicia, Zlejko Musy i Manuela Strleka są też tacy gracze, jak jeden z najlepszych rozgrywających świata Domagoj Duvnjak czy znakomity kołowy Igor Vori. My możemy przeciwstawić Chorwatom to samo co Szwedom, czyli mocną obronę, dobrą dyspozycję bramkarzy i mniej błędów w ataku pozycyjnym. Proszę zwrócić uwagę, że nasi rywale w potyczce o ćwierćfinał pokonali Brazylię różnicą zaledwie jednej bramki. Myślę, że nas stać na zwycięstwo.

Fazę grupową mistrzostw świata obejrzałeś w Katarze, zresztą teraz wybierasz się tam znowu. Nasi jednak specjalnie do tej pory nie błyszczeli. Czego nam brakuje?

- Od początku twierdziłem, że to jest długi turniej i lepiej nie wypowiadać kategorycznych opinii po pierwszych meczach, bo trzeba to będzie odszczekać. Najważniejsze jest umiejętne rozłożenie sił. Liczyliśmy, że wyjdziemy z grupy, będziemy grać dalej i tak się stało. Przed nami jeszcze kilka spotkań i wszystkie ważne. Niestety pewnym problemem naszej kadry są kontuzje, ale to dotyczy wszystkich zespołów.

Wiele kontrowersji wzbudziło dopuszczenie do turnieju Niemców, którzy trafili tam niejako tylnymi drzwiami. My ich praktycznie z mundialu wyeliminowaliśmy, ale nad Zatoką Perską znów się spotkaliśmy. Teraz oni byli górą i też są w ósemce...

- To prawda, że Niemcy znaleźli się w tym turnieju kosztem Australii i Oceanii. Taka była decyzja IHF, z którą trudno się zgodzić. Niemniej jednak nasi zachodni sąsiedzi wyciągnęli wnioski z ostatnich niepowodzeń, uporządkowali pewne sprawy i są w ćwierćfinale. W ich przypadku istnieje szansa powtórzenia wyniku piłkarzy nożnych reprezentacji Danii, którzy przed laty dostali się do mistrzostw Europy w ostatniej chwili, nieoczekiwanie i wywalczyli złoto.

Kto według ciebie sprawił w tej imprezie największą niespodziankę?

- Dla mnie największym zaskoczeniem jest to, że zmniejsza się różnica pomiędzy Europą i resztą świata. Już Stary Kontynent nie jest takim hegemonem jak kiedyś. Naturalnie nie mam tu na myśli Kataru, który kupił graczy, ale do czołówki dobijają się już reprezentacje Argentyny, Brazylii czy Egiptu.

Na mistrzostwach jest dwóch zawodników puławskich Azotów. Skrzydłowy Przemysław Krajewski gra sporo, natomiast Piotr Masłowski eliminacje spędził na trybunach i dopiero w meczu ze Szwecją doszedł do drużyny, ale parkietu nie powąchał...

- Można powiedzieć, że Krajewski gra ze zmiennym szczęściem, ale w ogóle postawa skrzydłowych nie jest w tym turnieju naszą najmocniejszą stroną. Natomiast Masłowski wskoczył do zespołu na mecz ze Szwecją w miejsce kontuzjowanego Krzysztofa Lijewskiego, ale nie zagrał. Czy zostanie w drużynie, to będzie zależało od stanu zdrowia Lijka, choć wcale nie jest powiedziane, że jakby ewentualnie wrócił, to Piotrek znowu trafi na widownię.

Katar to dość egzotyczne miejsce, jeśli chodzi o rozgrywanie imprez tej rangi. Jak gospodarze radzą sobie z organizacją turnieju?

- Zacznę od tego, że jest tam teraz zima. Wieczorem po meczu z Argentyną temperatura spadła do 10 stopni i padał deszcz. W dzień jest tak 24-26 st. Klimat sprawia, że słońce jednak szybko zachodzi, robi się ciemno i zimno. Natomiast jeśli chodzi obiekty sportowe, to jest absolutny kosmos. Na miarę końca XXI wieku, to mało powiedziane. Fantastyczna wprost architektura hal, kapitalnie oświetlonych w nocy z zewnątrz, a przed nimi bujne tereny zielone, które nieustannie trzeba nawadniać. I to wszystko w kraju, gdzie woda jest droższa od benzyny. O klasie hoteli nawet nie będę wspominał.

Wracając do turnieju, to kto zdobędzie złoto?

- Ja jestem pod olbrzymim wrażeniem gry Francuzów.

A my?

- Oczywiście im wyżej, tym lepiej, a najlepiej byłoby stanąć na podium lub znaleźć się tuż za nim. To by nam dało prawo organizacji jednego z turniejów kwalifikacyjnych do igrzysk olimpijskich.



DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU