A było tak pięknie. Start bliski wygranej ze Stelmetem

Fatalna czwarta kwarta zadecydowała o porażce Wikany Startu ze Stelmetem Zielona Góra. W pewnym momencie lublinianie prowadzili nawet 16 ?oczkami?, ale w łatwy sposób zniweczyli cały swój wysiłek.
Zdecydowanym faworytem pierwszego w rewanżowej rundzie meczu byli zielonogórzanie. Srebrni medaliści z poprzedniego sezonu przystąpili do tego meczu podbudowani zwycięstwem w ostatniej kolejce z mistrzem Polski Turowem Zgorzelec. Stelmet wygrał 78:70.

Natomiast przed tygodniem lublinianie dzielnie walczyli w Sopocie. Do przerwy nawet prowadzili siedmioma punktami (49:42). Niestety, w drugiej części meczu gospodarze zaczęli bardzo skutecznie trafiać za trzy punkty i ostatecznie lubelski beniaminek przegrał 94:111. W składzie na sobotni mecz zabrakło chorego Bartosza Diduszki. To była spora strata, bo przed tygodniem rzucił aż 24 punkty.

Jak równy z równym

Ten mecz koszykarze Startu zaczęli podobnie jak w Sopocie. Od początku nie było widać różnicy klas dzielącej oba zespoły. Gracze Wikany m.in. dzięki trzem rzutom zza linii 675 cm prowadzili nawet 17:11. Jednak wtedy gospodarze przebudzili się i do końca pierwszej kwarty pozwolili zdobyć lublinianom zaledwie dwa punkty. Sami zdobyli za to 14 "oczek" i zakończyli pierwsze 10 min na prowadzeniu 25:19.

Druga odsłona meczu zaczęła się wyśmienicie dla przyjezdnych. Alan Czujkowski trafił po raz kolejny za trzy. Poderwało to lublinian do walki. Zdobyli siedem oczek z rzędu i wyszli na minimalne prowadzenie. Później koszykarze Startu grali jak równy z równym z bardziej utytułowanym rywalem. Konsekwentna gra w obronie, świetna dyspozycja na bronionej tablicy (aż 15 zbiórek w defensywie) oraz nadal niezła skuteczność pozwoliła koszykarzom z Koziego Grodu do przerwy prowadzić 44:39.

Kto się spodziewał, że lublinian znowu sparaliżuje fakt, że do przerwy wygrywają z wyżej notowanym przeciwnikiem, mile się rozczarował. Start trzecią kwartę znowu rozpoczął od siedmiu punktów zdobytych z rzędu i na tablicy widniał rezultat 51:39 dla gości. Zaskoczeni takim obrotem sprawy gracze Stelmetu nie potrafili znaleźć sposobu na rozmontowanie defensywy swoich przeciwników, a ich sytuacje pogorszyły kolejne dwie trójki Czajkowskiego i Allena. Przewaga Startu wzrosła tym samym do 16 punktów.

Mechanizm się zatarł

W sprawnie działającym mechanizmie lublinian nagle coś się zacięło. Na boisku królował chaos, a dziewięć oczek z rzędu zdobyli gospodarze. Obronę lublinian dziurawił Russell Robinson i po jego trzech trójkach na początku czwartej kwarty było już tylko 64:60 dla gości.

Już po chwili, po łatwych punktach z kontry Quintona Hosleya, Stelmet doprowadził do remisu. Od tego momentu to gospodarze z każdą akcją zaczęli udowadniać swoją wyższość i na cztery minuty przed końcem prowadzili już siedmioma punktami. Koszykarze Startu nie byli w stanie przebić się przez agresywną obronę zielonogórzan i notowali stratę za stratą. Ostatecznie, mimo ambitnej postawy, czarno-czerwoni ulegli gospodarzom ośmioma oczkami.







Stelmet Zielona Góra84
Wikana Start Lublin76
Kwarty: 25:19, 14:25, 16-20, 29-12



Pełka, Cel 14, K. Zywert, Troutman, M. Zywert, Chanas 5, Hosley 16, Koszarek 12, Johnson, Robinson 10, Hrycaniuk 12, Zamojski 15.

Wikana Start: Śmigielski 20, Allen 10, Lewandowski 6, Wojdyła 15, Trojan 4, Czujkowski 19, Ł. Diduszko 2, Kowalski, Hałas.