Horror piłkarek MKS-u. Sensacja była o krok

To nie był dobry mecz w wykonaniu piłkarek ręcznych MKS-u. Ambitne zawodniczki z Tczewa nie przestraszyły się mistrzyń Polski i do ostatnich minut biły się o zwycięstwo.
Jeszcze przed meczem Dorota Małek, kapitan mistrzyń Polski, przestrzegała przed lekceważeniem rywalek z Tczewa, które w tym sezonie wygrały zaledwie dwa mecze. Przypominała, że w pierwszym meczu dopiero około 50. minuty zawodniczkom MKS-u udało się odjechać rywalkom i ostatecznie wygrać siedmioma bramkami. - Dla teoretycznie słabszych drużyn takie mecze to duża szansa. Podchodzą do nich bardzo ambitnie, bo liczą na to, że faworyt je zlekceważy. A jak się już rozpędzą, to czasami bardzo trudno jest takiego przeciwnika zatrzymać - mówiła "Wyborczej" w przed meczowym wywiadzie.

Nie posłuchały kapitan

Niestety piłkarki ręczne z Lublina chyba nie przeczytały wywiadu ze swoją kapitan, bo mecz rozpoczął się sensacyjnie. Po sześciu minutach gry przyjezdne prowadziły już 5:1. Zawodniczki Samboru bez problemów wykorzystywały dziury w obronie MKS-u i Sabina Włodek musiała wziąć czas dla swojej drużyny. Początkowo słowa trenerki nie wpłynęły na zmianę obrazu gry. Zawodniczki z Tczewa dorzuciły jeszcze trzy gole i w konsekwencji nastąpiła zmiana w lubelskiej bramce - Baranowska zastąpiła Dzhukevą. Rezerwowa bramkarka popisała się kilkoma świetnymi interwencjami i już w 18. min po czwartym golu Alesii Mihdaliovej MKS objął pierwsze prowadzenie w meczu (9:8). Od tego momentu już do ostatniego gwizdka w pierwszej połowy mecz toczył się gol za gol. Lublinianki nadal nie zachwycały grały wolno w ataku i słabo w obronie.

Pod koniec pierwszej połowy karę dwóch minut została ukarana Mihdaliova. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że trenerka MKS-u zdecydowała się wyrównać skład osobowy w polu poprzez wycofanie bramkarki. W specjalnym znaczniku na boisku zameldowała się Małek. Manewr znany z ostatnich Mistrzostw Świata nie przełożył się na skuteczniejszą grę lublinianek i do przerwy byliśmy świadkami ogromnej niespodzianki. Mistrzynie Polski przegrywały 16:15.

Walka do ostatnich sekund

Wydawać by się mogło, że podrażnione zawodniczki MKS-u z furią rozpoczną drugą część gry. Nic takiego nie miało miejsca. Nadal piękne akcje przeplatały błędami nieprzystającymi tak utytułowanej drużynie. Lublinianki wyszły nawet w 39. minucie na dwubramkowe prowadzenie, ale po kilku minutach znowu to przyjezdne wygrywały.

Zawodniczki MKS-u w końcówce nadal próbowały gry bez bramkarki, ale nie grzeszyły skutecznością - obijały słupki i poprzeczkę.

Dopiero na siedem minut przed końcem liderki tabeli z Lublina znowu wyszły na prowadzenie, ale emocje były do ostatnich sekund, bo dzielne rywalki z Tczewa nie zamierzały oddać punktów bez walki. Najwięcej krwi piłkarkom ręcznym z Lublina napsuła rozgrywająca Justyna Balter, która w całym meczu rzuciła aż 10 goli. Dorównać jej próbowała Mihdaliova, ale ostatecznie trafiła siedem razy. Ostatecznie MKS wygrał zaledwie jedną bramką 29:28 i nadal jest niepokonany w lidze.



MKS Selgros 29 (15)



Aussie Sylex Sambor Tczew 28 (16)



MKS Selgros Lublin: Dzhukeva, Baranowska - Quintino 4, Małek 4, Rola 3, Gęga 6, Repelwska 1, Kozimur, Drabik 3, Nestsiaruk 1, Mihdaliova 7, Nocuń, Skrzyniarz, Syncerz, Szarawaga Aussie Sylex Sambor Tczew: Wiercioch, Kordunowska-Lupa - Belter 10, Olszowa 2, Bilenia, Krajewska 3, Pasternak 1, Szulc, Strzałkowska 4, Tomczyk 4, Mazur, Łukasik, Skonieczna 3, Nowicka.