Sport.pl

Klęska Wikany Start. Zdziesiątkowane Wilki pokazały kły

Koszykarze Wikany Start nie sprostali na własnym parkiecie zdziesiątkowanym King Wilkom Morskim. - Dziesięciu graczy przegrało z praktycznie sześcioma ludźmi. Przepraszam wszystkich, którzy oglądali to widowisko. Po prostu brak słów - podsumował skrzydłowy lublinian Alan Czujkowski.
Przed meczem trudno było wskazać faworyta. Oba zespoły są beniaminkami Tauron Basket Ligi i prezentują podobny poziom. Zarówno szczecinianie, jak i gospodarze nie wywalczyli awansu do elity polskiego basketu, ale zostali tam zaproszeni. Poza tym do potyczki w hali Globus obie drużyny odniosły po trzy zwycięstwa. Tak więc wydawało się, że siły są wyrównane. Gospodarze przystąpili do tego meczu już bez Vance'a Cookseya. Amerykański rozgrywający przebywał w Lublinie niespełna miesiąc, ale nie spełnił oczekiwań i działacze nie przedłużyli z nim kontraktu. Natomiast drużyna Wilków przyjechała nad Bystrzycę zdziesiątkowana - w zaledwie dziewięcioosobowym składzie, a do gry było zdolnych tylko ośmiu graczy, bo wprawdzie Mike Rosario został ujęty w meczowym protokole, ale z powodu urazu nawet nie wybiegł na rozgrzewkę. Zabrakło też kontuzjowanych Darella Harrisa, Macieja Majcherka, Zbigniewa Białka i Huberta Mazura.

Początek spotkania był wyrównany, ale z upływem czasu zaczęła się zarysowywać przewaga Wikany Start. W 5. minucie po trafieniu Tomasza Wojdyły gospodarze prowadzili 16:7. Kiedy wydawało się, że dystans będzie rósł, inicjatywę przejęli goście i ambitnie zmniejszali starty. Po dwóch rzutach wolnych Pawła Kikowskiego Wilki zdołały wyrównać (16:16). Już do końca tej kwarty trwała równa walka i choć w ostatniej minucie Alan Czujkowski popisał się dwoma trójkami z rzędu, to tę część spotkania wygrali szczecinianie 26:25.

W kolejnej odsłonie to goście nadawali ton grze. Teraz oni zwiększali przewagę. Lublinianie grali nieskutecznie w ataku i słabo bronili. W końcówce drugiej kwarty znowu dał o sobie znać Czujkowski - trafił zza linii 675 cm, ale riposta Marcina Fieglera była błyskawiczna i Wilki nadal wygrywały dziesięcioma punktami. Ostatecznie do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 39:48 dla drużyny trenera Krzysztofa Koziorowicza.

Po zmianie stron lublinianie za wszelką cenę próbowali odwrócić losy spotkania. Niestety, cały czas szczecinianie utrzymywali dystans. Wprawdzie w pewnym momencie - po trafieniu Bryona Allena - przewaga Wilków stopniała do czterech punktów (52:48), ale po chwili rywale znów zdołali odskoczyć. W zespole gości bardzo skutecznie grał Fiegler. Ostatecznie tę cześć gry wygrała Wikana Start, ale zaledwie jednym punktem i w ostatniej odsłonie musiała odrobić dziewięć oczek straty.

Niestety, tego dnia okazało się to niewykonalne. W czwartej kwarcie szczecinianie już całkowicie dominowali na parkiecie. Po trafieniu Karola Pytysia goście wygrywali już 70:59, a po chwili lublinian dobił Paweł Kikowski, który popisał się dwoma trójkami z rzędu. Tak więc nie udało się Wikanie Start przełamać złej passy i ostatecznie po raz 11. w tym sezonie drużyna trenera Pawła Turkiewicza zeszła z parkietu pokonana. - Znowu zabrakło nam konsekwencji w obronie. W każdym meczu powtarzamy ten sam błąd. Wydaje się także, że podczas meczów nie dajemy z siebie wszystkiego, a na treningach jest zupełnie inaczej. Brakuje nam również skupienia, co widać po wielu niewykorzystanych sytuacjach rzutowych - stwierdził po meczu rozgrywający lublinian Sebastian Szymański.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU



Wikana Start 76

King Wilki Morskie 87

Kwarty: 25:26, 14:22, 17:16, 20:23

Wikana Start: Allen 14 (2), Śmigielski 14 (1), Trojan 9, B. Diduszko 7 (1), Wojdyła 7 oraz Czujkowski 15 (4), Ł. Diduszko 6 (1), Lewandowski 2, Szymański 2, Kowalski.

King Wilki Morskie: Kikowski 16 (4), Releford 16, Larson 14, Kowalenko 10, Nowacki oraz Flieger 23 (5), Pytyś 6, Bojko 2.

Widzów: ok. 2000