Ratujmy co się da. Biednemu żużel w oczy

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Wprawdzie żużlowe tory przyprószył śnieg, ale to wcale nie znaczy, że ta dyscyplina sportu zapadła w zimowy sen. Kluby negocjują z zawodnikami, podpisują listy intencyjne, walczą o licencje na nadchodzący sezon, a od 19 grudnia rusza okres transferowy. W zasadzie większość drużyn ma już praktycznie skompletowane składy i pozostaje im tylko w odpowiednim czasie dopełnić formalności. Niestety nie dotyczy to lubelskiego KMŻ. W tym klubie są na razie same niewiadome, niekoniecznie z winy samych działaczy. To prawda, że ostatni sezon nie był dla lublinian udany, bo spadli z Polskiej Ligi Żużlowej, czyli z drugiej klasy rozgrywkowej. Z pieniędzmi też nie jest najlepiej, bo prezes Andrzej Zając otwarcie przyznaje, że klub zakończył sezon z długiem w wysokości ok. 350 tys. złotych, ale zawarł z zawodnikami ugody i ma do maja 2015 roku zaległości spłacić. Może być z tym jednak spory problem, bo jak na razie sponsorzy nie pchają się drzwiami i oknami, a to między innymi z takiego powodu, że nie wiadomo, w jakiej lidze lublinianie wystartują. Od tego też będzie pewnie zależała pomoc z miasta. Z tej też przyczyny nie są prowadzone żadne negocjacje z zawodnikami i w tej chwili lubelski klub nie ma ani jednego żużlowca. Dla mnie sprawa jest prosta, bo jeśli się zwolniło miejsce w PLŻ z racji wykluczenia gdańskiego Wybrzeża i Włókniarza Częstochowa, to oczywistym jest, że w tej klasie rozgrywek powinien zachować je spadkowicz, czyli KMŻ. Niestety władze PZM takie pewne tego nie są i decyzja w tej sprawie ma zapaść 14 grudnia. Dla klubu lubelskiego - o ile spełni wymogi licencyjne - może to być już "pozamiatane", bo jeśli pojedzie na zapleczu ekstraklasy, to będzie miał bardzo poważne kłopoty ze skompletowaniem odpowiedniego składu, gdyż ci, co jeździli nad Bystrzycą w ubiegłym sezonie, już praktycznie znaleźli sobie nowych pracodawców, a w ostatniej chwili klasowych jeźdźców pozyskać trudno. Ostatnio grudzień nie jest jakoś szczęśliwy dla lubelskich żużlowców. Przed rokiem ze sponsorowania wycofał się Lubelski Węgiel, a teraz perypetii ciąg dalszy. Wielki fan żużla wokalista Budki Suflera Krzysztof Cugowski śpiewał "Ratujmy co się da". Wydaje się, że tytuł tego utworu pasuje do obecnej sytuacji lubelskiego żużla jak ulał. Mam jednak nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży i żużlowcy w nowym sezonie pojadą choćby w PLŻ 2, czyli drugiej lidze, bo nie można dopuścić do tego, aby stadion przy al. Zygmuntowskich - po przeniesieniu się piłkarzy Motoru na Krochmalną - zionął pustką.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU