Powrót trenera Jankowskiego: Podjąłem nowe wyzwanie

Od czwartku trenerem występującej w PGNiG Superlidze koszalińskiej Energi AZS jest jeden z najbardziej utytułowanych polskich szkoleniowców - Edward Jankowski. Trener, który doprowadził piłkarki ręczne z Lublina do wielu tytułów mistrza kraju, zastąpił Norwega Reidara Moistada.
Rozmowa z Edwardem Jankowskim*

Wiesław Pawłat: Długo bez trenerki nie wytrzymałeś. Doszedłeś do wniosku, że na emeryturę jeszcze za wcześnie?

Edward Jankowski: Po rozstaniu się z MKS Selgros przez ostatni rok odpocząłem od piłki ręcznej. Oczywiście nie oznacza to, że straciłem z dyscypliną kontakt. Oglądałem w telewizji różne mecze, śledziłem, co się dzieje, i z przyjemnością podjąłem nowe wyzwanie.

Czy propozycja z Koszalina była jedyną, jaką otrzymałeś?

- Nie. Były też inne. Między innymi z Piotrcovii Piotrków Trybunalski, ale ja chcę walczyć o coś więcej niż utrzymanie się w lidze.

Twój nowy zespół spisuje się dobrze. Jakie cele postawił przed tobą i oczywiście drużyną zarząd klubu?

- Mamy na koniec sezonu znaleźć się w najlepszej czwórce. Teraz zajmujemy trzecie miejsce w tabeli.

Czy skład, jakim jaki dysponujesz, gwarantuje wykonanie tego zadania?

- Ta drużyna jest taką mieszanką rutyny z młodością. Naszym problemem jest krótka ławka rezerwowych, co w przypadku jakiejś kontuzji może mieć przykre konsekwencje. Mamy też swoje atuty - mocna jest bramka, której bronią doskonale mi znana z gry w lubelskim MKS Izabela Prudzienica, która jeszcze pod nazwiskiem Czarna zdobyła z tym klubem mistrzostwo Polski, i Beata Kowalczyk, kapitan zespołu. Z tą drugą pracowałem niegdyś w Jeleniej Górze. Poza tym niezłe są skrzydła, dobra kołowa i przyzwoite rozegranie, więc nic, tylko grać. Poza tym drużyna jest bardzo ambitna, o czym przekonały się w pierwszej rundzie pretendujące do medali Zagłębie Lubin i Pogoń Szczecin, które musiały uznać wyższość koszalińskiego zespołu.

Trwają mistrzostwa Europy piłkarek ręcznych. Z Energi AZS gra tam tylko jedna zawodniczka - Prudzienica. Niestety biało-czerwonym idzie słabo.

- Rzeczywiście, biją nas. Przegrywamy techniką i szybkością. Słabo spisują się także bramkarki. W imprezie tej rangi powinny odbić minimum 15 piłek w meczu, ale na razie są grubo pod kreską. Wprawdzie grupa jest bardzo mocna, ale takich różnic między drużynami nie powinno być. Szczerze mówiąc, to po cichu liczyłem na wygraną z Hiszpanią, niestety przegraliśmy 22:29. Natomiast w spotkaniu z Węgierkami nie spodziewałem się zwycięstwa, bo z gospodyniami zawsze gra się bardzo ciężko, ale myślałem, że wynik będzie korzystniejszy, a przegraliśmy sześcioma bramkami.

Wobec tego, co trzeba zrobić, by dać radę Rosji?

- To dla obu zespołów mecz o wszystko. Po prostu przegrywający odpada z turnieju. Natomiast remis premiuje nasze rywalki. Aby myśleć o awansie, musimy poprawić skuteczność i zdecydowanie lepiej grać z kontry. Sama Karolina Kudłacz meczu nie wygra, potrzebne jest wsparcie całego zespołu, a szczególnie skrzydłowych, które do tej pory zawodzą. Uważam, że więcej czasu na parkiecie powinna spędzać kołowa Joanna Drabik. Ważne jest, aby przed spotkaniem zawodniczki się nie "przegrzały", mam tu na myśli motywację. Natomiast szanse na zwycięstwo są, trzeba tylko popełniać mniej błędów i gonić od pierwszej do ostatniej minuty.

* Edward Jankowski, trener Energi AZS Koszalin, prowadził też m.in. zespół z Jeleniej Góry, a z występującym pod różnymi szyldami lubelskim MKS Selgros wywalczył wiele tytułów mistrza Polski. Był także trenerem bramkarek reprezentacji kraju.