Pustynny Mount Everest. Morderczy rajd twardzieli

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Od początku stycznia sympatycy sportów motorowych będą się emocjonować najbardziej morderczym rajdem na świecie, czyli Dakarem. To już 37. edycja tej imprezy, która z roku na rok stawia uczestnikom coraz większe wymagania zarówno pod względem umiejętności technicznych, jak i sprzętowych. Na bezdrożach rywalizują kierowcy motocykli, samochodów, quadów i ciężarówek, którzy przez ponad dziewięć tysięcy kilometrów jazdy po pustyni, w wysokich górach muszą wykazać niezwykłą koncentrację i świetnie nawigować. Przez trzydzieści lat zawodnicy ścigali się w Afryce, jednak pojawiły się problemy z zapewnieniem im bezpieczeństwa i przeniesiono imprezę do Ameryki Południowej. Łatwiej nie jest, nie odstrasza to jednak uczestników, a wśród nich są tacy, których kibice sportowi znają z zupełnie innych dyscyplin, jak Adam Małysz. Nasz znakomity niegdyś skoczek narciarski radzi sobie na rajdowych trasach znakomicie.

W nadchodzącej edycji żywiej zabiją też serca lubelskich fanów, a to za sprawą Jakuba Piątka. Wychowanek KM Cross i mistrz świata juniorów w cross country zadebiutuje w tej imprezie. Tym samym pójdzie w ślady swojego ojca Dariusza Piątka, który przed 15 laty przez XIII etapów pokonywał piachy afrykańskiej pustyni, ale przez złośliwość rzeczy martwych - w tym przypadku awarię skrzyni biegów - do mety nie dotarł. Teraz syn ma zrobić to za niego i za siebie. Czy mu się uda? Myślę, że tak, bo poczynił kolosalne postępy, a Orlen Team zapewnia mu świetny sprzęt i doskonały serwis, czego jego rodzic nie miał.

Niestety, jest też ciemna strona tej gonitwy w ekstremalnych warunkach. To szalenie niebezpieczna zabawa. Ryzyko jest ogromne, a impreza pochłonęła już wiele ofiar. Nie tylko wśród zawodników, ale także członków ekip technicznych czy zwykłych obserwatorów, którzy znaleźli się o nieodpowiedniej porze w złym miejscu. W pewnym sensie można to porównać do alpinizmu, bo z gór także wielu nie wraca. Na pytanie, dlaczego himalaiści tam idą, odpowiadają po prostu - bo góry są. Piotr Więckowski, motocyklista, prezes KM Cross, który ukończył rajd Dakar, stwierdził, że start w tej imprezie to jest taki Mount Everest sportów motorowych. Dlatego mogę z tego wysnuć wniosek, że uczestnicy jadą po pustynnych wertepach dlatego, że one są i ktoś musi przez nie przejechać. Ja wierzę, że mimo młodego wieku Kuba ten szczyt zdobędzie i cały i zdrowy zamelduje się na mecie w Buenos Aires.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU





















KRÓTKA PIŁKA

Pustynny Mount Everest

Wiesław Pawłat

Od początku stycznia sympatycy sportów motorowych będą się emocjonowali najbardziej morderczym rajdem na świecie, czyli Dakarem. To już 37. edycja tej imprezy, która z roku na rok stawia uczestnikom coraz większe wymagania zarówno pod względem umiejętności technicznych, jak i sprzętowym. Na bezdrożach rywalizują kierowcy motocykli, samochodów, quadów i ciężarówek, którzy przez ponad dziewięć tysięcy kilometrów jazdy po pustyni, w wysokich górach muszą wykazać niezwykłą koncentrację i świetnie nawigować. Przez trzydzieści lat zawodnicy ścigali się w Afryce, jednak pojawiły się problemy z zapewnieniem im bezpieczeństwa i przeniesiono imprezę do Ameryki Południowej. Łatwiej jednak nie jest. Nie odstrasza to jednak uczestników, a wśród nich są tacy, których kibice sportowi znają z zupełnie innych dyscyplin, jak Adam Małysz. Nasz znakomity niegdyś skoczek narciarski radzi sobie na rajdowych trasach znakomicie.

W nadchodzącej edycji żywiej zabiją też serca lubelskich fanów, a to za sprawą Jakuba Piątka. Wychowanek KM Cross i mistrz świata juniorów w cross country zadebiutuje w tej imprezie. Tym samym pójdzie w ślady swojego ojca Dariusza Piątka, który przed 15 laty przez XIII etapów pokonywał piachy afrykańskiej pustyni, ale przez złośliwość rzeczy martwych - w tym przypadku awarię skrzyni biegów do mety nie dotarł. Teraz syn ma zrobić to za niego i za siebie. Czy mu się uda? Myślę, że tak, bo poczynił kolosalne postępy, a Orlen Team zapewnia mu świetny sprzęt i doskonały serwis, czego jego rodzic nie miał.

Niestety jest też ciemna strona tej gonitwy w ekstremalnych warunkach. To szalenie niebezpieczna zabawa. Ryzyko jest ogromne, a impreza pochłonęła już wiele ofiar. Nie tylko wśród zawodników, ale także członków ekip technicznych czy zwykłych obserwatorów, którzy znaleźli się o nieodpowiedniej porze w złym miejscu. W pewnym sensie można to porównać do alpinizmu, bo z gór także wielu nie wraca. Na pytanie dlaczego himalaiści tam idą, odpowiadają po prostu - bo góry są. Piotr Więckowski, motocyklista, prezes KM Cross, który ukończył rajd Dakar stwierdził, że start w tej imprezie to jest taki Mount Everest sportów motorowych. Dlatego mogę z tego wysnuć wniosek, że uczestnicy jadą po pustynnych wertepach dlatego, że one są i ktoś musi przez nie przejechać. Ja wierzę, że mimo młodego wieku Kuba ten szczyt zdobędzie i cały i zdrowy zamelduje się na mecie w Buenos Aires.